Alleluja, Pan Zmartwychwstał!!!

Triduum Paschalne w Ligocie Polskiej

Wróciliśmy z Triduum Paschalnego w Ligocie Polskiej, które zaczynało się w Wielki Czwartek, a kończyło Nieszporami w Wielką Niedzielę (02-06 kwietnia 2015 r.)

Ale od początku… Przed samym wyjazdem na te niezwykłe Święta dopadł mnie straszny katar i osłabienie. Zadzwoniłam do organizatorów i usłyszałam od Joli Litmanowskiej, że to walka duchowa. Jak walka to walka – trzeba było się pozbierać i „ruszyć do boju”.

Już sama świadomość, że nabożeństwa tego Triduum będą sprawowane w zimnym kościele nie nastawiały pozytywnie – wręcz odwrotnie – przy moim wieku i różnych dolegliwościach obawiałam się jakichś komplikacji. Ale z drugiej strony zdawałam sobie sprawę, że to może ostatnia „okazja”, bo jak dotąd (pomimo tylu lat bycia w D.K.) nie udało nam się uczestniczyć w Triduum Paschalnym. Tak więc ostatecznie pojechaliśmy.

Kiedy wracałam – po zaziębieniu nie było śladu – czuję się bardzo dobrze.

Miła atmosfera stworzona przez organizatorów tzn. Piotra i Jolę Litmanowskich, wspólne modlitwy w kaplicy, spokój i pogoda Ducha ojca Andrzeja Smółki – powodowały wyciszenie i głębsze przeżywanie tajemnicy tych najważniejszych dni w całym Roku Liturgicznym. Do tego jeszcze dodatkowy bonus – żywy, młodzieżowy zespół muzyczny uświetniający wszystkie nabożeństwa – to prawdziwa uczta dla naszych uszu. Od młodych biła energia i troszkę się nam udzielała. Z przyjemnością patrzyliśmy na próby chóru – nie żadne wymuszane – widać było, że to ich pasja, że doskonale znają te pieśni, że je kochają i lubią śpiewać i że są bardzo zgrani.

Niezwykłe były też rodziny z dziećmi – dzieci były przemiłe – nie słychać było płaczu, jakichś histerii – tak pogodnych i uroczych dzieci nie spotyka się na co dzień. Podziwiałam szczególnie jedną rodzinę na nabożeństwie w Wielką Sobotę – najmniejsze spało w wózeczku, drugie małe na ręku u taty, a pozostała dwójka starszych chłopców siedziała grzecznie podczas całej Mszy św. Wiele dobrego można się nauczyć od takich rodzin.

Jednak chyba największe wrażenie wywarł na mnie apel Mamy naszego kapłana – pani Marii Stec – o dobrą formację katolicką młodzieży. W dzisiejszych czasach jest to szczególnie ważne z uwagi na wielorakie zagrożenia istniejące w otaczającym nas świecie. Pani Maria apelowała o dobre decyzje w czekających nas niedługo wyborach. Jako katolicy nie możemy być obojętni na sprawy, które bezpośrednio dotyczą nas i naszej przyszłości. Pani Maria jest osobą niezwykle zasłużoną dla Ruchu Oazowego. Przede wszystkim wychowała kapłana oddanego, miedzy innymi, także Ruchowi Światło-Życie i jego gałęzi nazwanej Domowym Kościołem. Ponadto swoje życie, energię i siły poświęciła na odbudowę zrujnowanego pałacu zamienianego powoli w dom rekolekcyjny. Pamiętam jak wyglądał ten budynek parę lat temu – to dzięki Niej został zabezpieczony dach i stopniowo remontowane pokoje oraz wykonywane instalacje. Dzisiaj można przyjechać do miłych, schludnych pokoi i korzystać z ciepłej wody w łazienkach.

To dzięki pani Marii mogliśmy czuć się w tych niezwykłych dniach może lepiej niż w domu bo zadbała o niebanalne posiłki – postne, ale jakże smaczne i zdrowe. Wiem dobrze ile trudu wymaga przygotowanie świątecznych potraw (choćby domowego pasztetu) czy naleśników i sałatek dla tylu osób. Dlatego jesteśmy ogromnie wdzięczni pani Marii za Jej wielki trud i poświęcenie tym bardziej, że choroba, która Jej dokucza na pewno nie ułatwia pracy.

Modlimy się o zdrowie dla Niej, o potrzebne siły i o wielką miłość od najbliższych.

Dziękujemy animatorom za zorganizowanie tego Triduum, dziękujemy ojcu Andrzejowi za wszystkie homilie, dziękujemy chórowi i wszystkim za wszystko.

Zofia Michalska

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba