Bóg na pierwszym miejscu

W dniach 2-11 sierpnia 2019 przeżywaliśmy ORAR I w Szklarskiej Porębie. Wraz z o. Maciejem i diakonią dziecięcą nasza grupa liczyła 85 osób, które przyjechały z różnych zakątków Polski. W czasie rekolekcji staraliśmy się zgłębić istotę, cel, duchowość i metody Domowego Kościoła.

Eucharystia i Namiot Spotkania przed Najświętszym Sakramentem były dla nas czasem pogłębienia relacji z Panem Jezusem w Jego sakramentach i żywym Słowie. Po dniu wytężonej pracy odprężenie przynosiły roztańczone pogodne wieczory. Dni wycieczkowe zaczynaliśmy wspólną Mszą św., po śniadaniu wyruszaliśmy na karkonoskie szlaki, gdzie podziwialiśmy piękno Stworzenia i zawiązywaliśmy bliższe relacje. Wieczorem spotykaliśmy się z Panem Jezusem na Namiocie Spotkania.

Dla wielu uczestników były to pierwsze rekolekcje, mimo iż są w Ruchu od kilku lat. Wypowiedzi w czasie godziny świadectw i ankiety podsumowujące rekolekcje pokazują pierwsze owoce po przeżyciu rekolekcji i chęć dalszej formacji tych małżeństw.

Chwała Panu Jezusowi.

Ania Sobczuk


Mam wrażenie, że przed rekolekcjami chowałem się przed Bogiem. Wynajdowałem sobie różne sprawy, byle tylko nie pojechać na rekolekcje. Tymczasem okazuje się, że jeżeli człowiek otworzy się na działanie Pana Jezusa i zaufa mu na każdej płaszczyźnie, owoce tego będą wielkie. Po rekolekcjach wrócił uśmiech na mojej twarzy, zacząłem odczuwać radość w życiu codziennym, wewnętrzny spokój. Jestem bardziej cierpliwy. Nie myślcie, że przyszło to łatwo. To była wewnętrzna walka z samym sobą.

Uświadomiłem sobie, że czas poświęcony Panu Bogu jest piękny. Nauczyłem się „tracić” czas dla Pana Boga. To wspaniałe chwile, w których wzrastam duchowo. Ksiądz Blachnicki powiedział kiedyś, że „nie traktuję Boga poważnie, jeżeli nie mam dla Niego czasu”. Ile razy brakowało mi czasu, choćby 15-20 minut, żeby w pierwszej kolejności podziękować Bogu za wszystko, co mam. A mam przecież bardzo dużo: kochającą żonę, dzieci, pracę, którą lubię, zdrowie, przyjaciół.

Postanowiłem po rekolekcjach, że od tej pory modlitwa będzie na pierwszym miejscu. Jeśli mój Zbawiciel Jezus Chrystus będzie na pierwszym miejscu, wtedy – jak powiedział św. Augustyn – wszystko będzie na swoim miejscu. Trwam w tym postanowieniu, choć jest wiele przeciwności, z którymi muszę się mierzyć.

Darek

W pierwszych dniach chyba wszystko było zgodne z moimi oczekiwaniami. Mądry kapłan, ciekawe konferencje, szkoła modlitwy. Wszystkiego się dowiem o Panu Bogu i będę lepsza. Wzruszenia, uniesienia, doświadczenia – to nie dla mnie, ja tak nie lubię. Ja chcę tak rozumowo, wierzę, trwam i jestem tym bliżej Boga, im więcej wiem. I tylko ciągle tak trudno to wprowadzić w życie.

Jadąc do miasta w czasie wolnym pokłóciliśmy się z Darkiem, jak zwykle o jakiś drobiazg. Wróciło stare i pamiętam moje przerażenie, pytania. To po co te rekolekcje? Miałam wszystko zmienić na lepsze, a tu wraca stare? Ta sytuacja mną wstrząsnęła. Tu święty czas, tu działa Jezus, a my?

I Pan Jezus zaczął działać.

Wszystko jakoś mocniej zaczęło do mnie docierać. Pan Jezus dotknął mojego serca w inny sposób, niż miałam w planach. Bolało.

Przepłakałam prawie całą Eucharystię. Wszystkie słowa były do mnie. Czytanie i Św. Paweł mówi do mnie: „Zwlekliście z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga”. Potem Ewangelia o tym, że mam przebaczać nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze.

Miało być na rozum, a tu ogromna fala uczuć. Czułam, jak wszystko się we mnie kruszy. Bolała świadomość tego, że to ja źle robię. Pan Jezus w tamtym momencie dał mi łaskę spojrzenia na siebie Jego oczami. Bez fałszu, bez nieszczerości. Wróciły z całą mocą słowa z porannego rozważania z namiotu spotkania: bardziej świadczyć niż nauczać.

Zrozumiałam słowa Ojca Macieja z katechezy o małżeńskim trójkącie z Bogiem – im bardziej zbliżamy się do siebie, tym jesteśmy bliżej Boga. Do tej pory sama chciałam zbliżyć się do Boga i narzekałam, że Darek zostaje w tyle. Zobaczyłam, że to ja robię błąd.

I jeszcze Ojciec Maciej w kazaniu mówił o umieraniu starego człowieka i że to umieranie nie jest lekkie, ono musi boleć. Tak, to nie było bezbolesne, ale było dobre.

Już wiem, że Jezus daje rozeznanie i ukazuje prawdę stopniowo i zawsze adekwatnie do naszego powołania. Nigdy nie należy przyspieszać kroku samemu, wyprzedzając Jezusa. Ja tak do tej pory robiłam. Teraz zatrzymałam się, zbliżyłam się do męża. Idziemy w tę samą stronę razem, trzymając się za ręce. I teraz realnie czuję, że jestem bliżej Boga.

Martyna

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba