Boża elektrownia. Relacja i świadectwa z Międzywodzia.

Boża elektrownia, potęga marzeń, hondaaaaa… czyli jak dawaliśmy się Bogu kształtować wypływając na głębię. 

(fotografie w tekście udostępnione przez Aidę i Tadeusza)

Tegoroczna Oaza Rodzin II ° w Międzywodziu, w dniach 3-19.08.2019, którą Pan Bóg ze Swej woli pozwolił nam zorganizować, wpleciona była w niezwykły sposób w hasło roku „Wolni i wyzwalający”. Rozpoczęło się to realizować już w dniu przyjazdu gdy relacje budowania jeszcze przed rekolekcjami, zdrowej wspólnoty zaczęły owocować uśmiechem, radością, zaangażowaniem w każdą posługę, przyjaźnią w kręgach biblijnych.

Pierwszego dnia oazy, w niedzielę, dołączyliśmy do Mszy Świętej parafialnej. Tam świadectwo swojego życia dawał aktor Lech Dyblik. Opowiadał o alkoholu źle użytkowanym. Jak potrafi zniszczyć pojedynczego człowieka, całą rodzinę, jakie zatacza kręgi i przenosi się na kolejne pokolenia. Mówił o budowaniu własnej tożsamości, gdy człowiek chcąc się wyrwać spod władzy rodzicielskiego nałogu wpada we własny, czasami jeszcze gorszy i w zasadzie od tego uciekając, niszczy relacje w kolejnym pokoleniu, własnych dzieci i współmałżonka. Świadectwo było żywe, przejmujące, przekonujące. Wieczorem uczestniczyliśmy jeszcze w koncercie pana Lecha. To był przenikający do głębi element spajający naszą oazę. Jej celem było zobaczenie własnych uwikłań w zniewolenia, grzechy, nałogi, których sami o własnych siłach zobaczyć nie jesteśmy w stanie.

A łaska Boża każdego dnia odkrywała kolejne pokłady nagromadzonych uprzedzeń, lęków, ograniczeń, zranień. Własnych projekcji, przekonań, skrzywionych wyobrażeń i błędnego postrzegania rzeczywistości. Pan Bóg wyprowadzając z niewoli własnych poglądów leczył z miłością rany zadane przez innych, historię życia. Z delikatnością wchodził w relacje małżeńskie i z dziećmi. Jednak dopuszczał choroby, gorączki, dolegliwości, skręcenia, skaleczenia, przeszkody, przeciwności aby nas jak złoto w tyglu oczyszczać.

Bez narzekania, szemrania, a raczej z rodzącym się w sercach dziękczynieniem, choć nie bez trudności, przeprowadził nas Bóg przez 15 dni niosących w sobie prawdy, od których człowiek chciałby uciec, gdzieś się skryć , nie dowiedzieć się takiej prawdy o sobie. A jednak właśnie stanięcie w prawdzie przed miłującym Bogiem pozwalało zobaczyć promień nadziei wyzwolenia z niewoli i grzechu. Pozwalało przyjąć na nowo zagubioną miłość i etykę pożycia małżeńskiego. Bez oporów, głośnego echa i uprzedzeń zaakceptować Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. A także Bożą pedagogikę zbawienia, nieumiejętność zobaczenia i zrozumienia piękna tajemnicy Liturgii, Cudu Eucharystii, Ofiary Jezusa. Ta wyzwalająca prawda o własnych ograniczeniach, nie umiejętnościach, brakach, zaniedbaniach prowadziła do przylgnięcia do Miłości Wiekuistej, wyzwalającej z lęków, wstydu i próby rozpoczęcia od nowa budowania tego, co zepsuliśmy. Nie patrząc wstecz, aby nie wracać do niewoli, tylko do tworzenia nowej rzeczywistości wolnej od moich własnych uprzedzeń, z akceptacją moich ograniczeń . Nam już po oazie nie wystarcza ładowanie akumulatorów. My pragniemy na stałe podłączyć się do Bożej elektrowni, z której czerpać możemy nowe siły do tworzenia najlepszej jakości życia osobistego, opartego na codziennym rozważaniu Słowa Bożego, na codziennym spotkaniu z Królem, Panem i Zbawicielem w Namiocie Spotkania oraz modlitwie ze współmałżonkiem i dziećmi.

To wszystko zaprocentowało radosnymi pogodnymi wieczorami, zamyśleniem w ciszy posiłków, w tajemnicach bolesnych, nad słyszanymi treściami. To wreszcie niesione w obfitym darze na Ołtarz ofiary, intencje wstrzemięźliwości i postu. Dziękujemy Bogu za kolejny dar rekolekcji formacyjnych, które jako organizatorzy i animatorzy przeżywamy równie głęboko jak uczestnicy. A może jeszcze głębiej, bo w poczuciu współdziałania z łaską Bożą w nieśmiertelnych duszach. Składamy dziękczynienie i uwielbienie za obdarowanie możliwością ofiarowania Bogu Wszechmocnemu naszych serc, rąk, czasu , urlopu i talentów w tym dziele. Bogu cześć i chwała, i uwielbienie na wieki. Amen.

Aida i Tadeusz Matysowie

A teraz świadectwa!!! Jak Bóg nas wyzwalał i uzdrawiał!

Duch Święty nas przemienił (świadectwo Doroty i Zbyszka).

Na udział w Oazie Rodzin II zdecydowaliśmy się będąc krótko po OR I, niesieni falą pozytywnych przeżyć i doświadczenia Bożego działania. Jeszcze nie zaczęła się jesień, a my już wiedzieliśmy z kim i kiedy chcielibyśmy pojechać na „dwójkę”. Z takim postanowieniem wkroczyliśmy w pierwszy rok formacyjny naszego kręgu, który okazał się dla nas czasem wielu zmagań i trudności. Jako pierwsi animatorzy naszego młodego stażem kręgu czuliśmy ogromną odpowiedzialność i zapał do pracy, jednak z każdym miesiącem było nam coraz trudniej. Nasze zobowiązania nam po prostu nie wychodziły, w szczególności nie szło nam to, co miało umacniać naszą jedność małżeńską, czyli ani codzienna modlitwa małżeńska, ani tym bardziej dialog. We wspólnej modlitwie nie umieliśmy się niczym podzielić. Z uwagi na te trudności nie modliliśmy się razem, a jeśli już, to co najwyżej odmawialiśmy jakąś modlitwę, ale to kompletnie nie dawało żadnej satysfakcji, przeciwnie – rodziło frustrację i zniechęcenie, bo w głębi serca czułam, że to nie o to chodzi.Kiedy nasze uczestnictwo w OR II zostało potwierdzone, we mnie zaczęły narastać wątpliwości, czy aby na pewno jesteśmy gotowi, czy to ten czas, czy może lepiej odłożyć to na inny termin, na za rok. Z każdym miesiącem byłam mniej entuzjastycznie nastawiona do wyjazdu, zwłaszcza że nasza jedność małżeńska leżała, wspólna modlitwa leżała, dialog leżał a właściwie wcale go nie było. Ostatecznie pojechaliśmy – niespecjalnie z radością, raczej w posłuszeństwie zasadom DK. Pierwsze dni rekolekcji zdawały się potwierdzać tylko moje wątpliwości, co do sensu przyjazdu. Cały czas byłam podenerwowana, natomiast Zbysiu wyjątkowo spokojny i pozytywnie nastawiony, co jeszcze bardziej mnie irytowało.

Postanowiłam jednak sumiennie uczestniczyć we wszystkich punktach planu dnia i odkryłam, że codzienna Jutrznia, Eucharystia, Namiot spotkania, słowo kierowane do nas przez ks. Tomasza, przez naszych animatorów, dzielenie się w małej grupie bardzo mnie wyciszają, pozwalają skoncentrować się na Panu Bogu i doświadczać Jego obecności. W tzw. międzyczasie powracały jednak moje niepokoje i złości. Wściekając się na męża o różne sprawy, widziałam jednocześnie, jak Pan Bóg działa przez ludzi, wydarzenia, przez codzienne małe i duże prezenty, które od Niego dostawałam. Dziękowałam Panu za nasz oazowy krąg, naszą małą grupę, którą tworzyli ludzie tak wspaniale uzupełniający się, że nie mógł to być przypadek, tylko Boży zamysł. Czytanie podczas posiłków „O naśladowaniu Chrystusa” przyniosło mi tak wiele refleksji na swój własny temat, przybliżyło mnie do mnie samej, do mojego wnętrza. Któregoś dnia rekolekcji, chyba na wieczornej syntezie, usłyszałam słowa, które mnie poruszyły: Módlmy się, aby każdy z uczestników przeżył te rekolekcje lepiej, głębiej, owocniej niż my sami. Pomyślałam wtedy – Tak, proszę Cię Panie, skoro ja nie jestem w stanie dobrze przeżyć tego czasu, który mi tutaj dałeś, to niech mój mąż przeżyje go jak najlepiej – głębiej, mocniej ode mnie, niech wyjedzie z tych rekolekcji poruszony, dotknięty przez Pana, odmieniony. Od tej chwili zaczęłam zauważać, jak mój mąż rozkwita. Zbyszek zawsze miał kłopot z dzieleniem się Słowem Bożym, a tu odkryłam, że Duch Święty go przemienia, że z człowieka dzielącego się teorią i rozumowym pojmowaniem świata, staje się człowiekiem dzielącym się sercem, swoimi przeżyciami duchowymi, tym, jak Pan Bóg do niego przemawia w Namiocie spotkania. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie Bożej mocy. Z rekolekcji powróciliśmy z mocnymi postanowieniami trwania w tym, czego doświadczyliśmy. W naszym domu urządziliśmy pokój modlitwy – prawdziwy Namiot spotkania poza obozem, bo dotychczas w tym pokoju nikt nie bywał, nie toczyło się w nim życie rodzinne. Nasza modlitwa małżeńska ze Słowem Bożym stała się dla nas czymś, co nas zbliżyło, co pozwoliło w końcu zacząć budować naszą jedność, dzielić się przeżyciami minionego dnia w kontekście Słowa, które Pan do nas skierował. Pragnę Panu Bogu za ten owocny czas rekolekcji z całego serca podziękować, w szczególności za przemianę mojego Zbyszka, za łaskę wsłuchiwania się i dzielenia Słowem Bożym. Ilekroć przychodzą trudy, coś zaczyna nie wychodzić i kuleć w naszej jedności, ja chcę wołać na całe gardło: Jezu wysławiam Cię, uwielbiam we wszystkich Twoich dziełach, we wszystkim czego doświadczam w swojej codzienności, uwielbiam Cię w moim mężu, w jego przemienieniu i uzdrowieniu naszych relacji. Dzisiaj nie jesteśmy już na fali rekolekcyjnych uniesień, takiej fali, która rozbija się przy brzegu i staje mętną, płytką wodą. Dzisiaj czuję, że rekolekcje pozwoliły nam wypłynąć na głębię i tylko tej głębi pragnę doświadczać.

Podpisałam KWC. Poczułam WOLNOŚĆ! (świadectwo Iwony)

Krucjata Wyzwolenia Człowieka od momentu, gdy się o niej dowiedziałam, była dla mnie”trudną kwestią”. Najpierw wydawała mi się niepotrzebna: bo przecież i tak nie piję alkoholu; bo dla mnie wyzwaniem byłoby niejedzenie słodyczy albo niepicie kawy, a nie alkoholu, więc po co ona. Jednocześnie myślałam o KWC jak o czymś, co ogranicza moją wolność: dlaczego ktoś ma mi mówić, że nie mam pić alkoholu, nie dokładać się do prezentu w postaci alkoholu itd.? Gdy Jezus mi mówi, że mam czegoś nie robić i coś robić (poprzez przykazania), to co innego, ale Krucjata jest przecież pomysłem człowieka. Tak myślałam o KWC na początku i po pierwszym stopniu rekolekcji nie podjęłam tego wyzwania. Mąż natomiast podpisał wtedy Krucjatę na rok jako kandydat.Moje myślenie o KWC ewaluowało i po kolejnych rekolekcjach podpisałam deklarację kandydacką (mąż podpisał wtedy kolejną Krucjatę kandydacką i w końcu członkowską). Ja ciągle nie umiałam się zdobyć na ten krok, by podjąć Krucjatę do końca życia, ciągle podejmowałam zobowiązanie na rok i znowu na rok… Myśl o podpisaniu KWC do końca życia przyszła podczas tegorocznych rekolekcji. Chodziło mi co prawda po głowie, że przecież syn ma w tym roku swoje osiemnaste urodziny i nawet nie wypiję z nim toastu, jeżeli podejmę Krucjatę; że wolę, żeby swoje pierwsze piwo (jeżeli takie będzie) wypił w domu itd. Aż pojawiła się myśl, że być może Krucjata to jest najlepsze, co mogę zrobić dla mojego syna. Ta myśl nie dawała mi spokoju, ciągle powracała. Były też słowa ludzi, ich świadectwo, które poruszało. Bóg mówił do mnie przez ludzi, a gdy pytałam Go wprost o dręczące mnie kwestie, powracało: „być może to jest najlepsze co możesz dla niego (syna) zrobić”. To wszystko zaowocowało podpisaniem deklaracji członkowskiej Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Podpisałam ją w intencji mojego syna – o uwolnienie z lęku, który jest obecny w jego życiu. Skoro jest to najlepsze, co mogę mu dać, to dlaczego w ogóle się zastanawiałam? Ale najlepsze i najbardziej zaskakujące przyszło w momencie, gdy złożyłam deklarację podczas nabożeństwa na Dniu Wspólnoty. Poczułam WOLNOŚĆ – przepełniającą mnie i absolutnie niewytłumaczalną z ludzkiego punktu widzenia, WOLNOŚĆ. Taką wolność mogę mieć tylko w Bogu, tylko w Jezusie, tylko On może mi ją dać i w tym dawaniu jest bardzo hojny. Co dzień dociera do mnie, że wcale nie muszę być podobna do kogokolwiek, że mogę być po prostu sobą, czy się to komuś podoba, czy nie (oczywiście w poszanowaniu drugiego człowieka i z miłością do niego), bo jestem wolna. Zaczęłam dawać sobie prawo do tego, że mogę czegoś nie umieć, chociaż mam swoje lata i teoretycznie powinnam to umieć. Boża wolność, którą tak bardzo poczułam w momencie podpisania deklaracji członkowskiej KWC, co dzień daje mi poczucie, że jestem niepowtarzalna i dlatego nie muszę być do nikogo podobna. Chwała Panu!

Jezus chce, żebym zwyciężyła (świadectwo Ewy)

Szczęść Boże. Nazywam się Ewa wraz z mężem Dominikiem i dwoma synami Janem i Filipem uczestniczyliśmy na rekolekcjach II stopnia Oazy Rodzin w Międzywodziu. Bóg działa w różny sposób przez swoje Słowo, sakramenty, drugiego człowieka. Tak był obecny u mnie na rekolekcjach. Podczas Namiotu Spotkania- modlitwy osobistej z Pismem Świętym Jezus pokazywał mi moje niewole, z których chce mnie wyciągnąć. Jedną z nich to mój strach przed opinią, oceną drugiego człowieka. Powodował, że paraliżował mnie, bałam się porażki i męczył długim rozmyślaniem. Podczas sakramentu pokuty oddałam tą moja niewolę i inne, który powodowała wiele grzechów. Była to spowiedź generalna, która wlała we mnie pokój, radość w to, że nie będzie łatwo wyjść z niewoli, ale będzie ze mną Jezus, który walczy i chce żebym zwyciężyła. Przez drugiego człowieka Jezus- pokazał mi że to jest czas aby na rekolekcjach poruszyć  temat tabu w naszym małżeństwie, który niszczy nasze małżeństwo i naszą jedność. Nie chcę już ładować akumulatorów na rekolekcjach. Chcę być ciągle podłączona do Jezusa, który jest moją elektrownią. Chwała Panu!!!

Doświadczyliśmy Bożego dotknięcia (świadectwo Ani i Leszka)

W tym roku nie planowaliśmy jechać na 15-dniowe rekolekcje. Pamiętaliśmy z OR I st. jak trudno było zdążyć na poszczególne punkty programu, a także jak przyjemnie spędziliśmy zeszłoroczne rekolekcje tematyczne. Od 3 tygodni szukałam tych krótszych, „przyjemnych” rekolekcji, niestety nie mogłam znaleźć organizowanych w terminie zaplanowanego urlopu. W trakcie spotkania z Agnieszką (z naszego Kręgu), kiedy opowiadała mi o swoich poszukiwaniach OR II st., powiedziałam jej, że ja na „dwójkę” nie pojadę, chyba że Aida i Tadeusz (także z naszego Kręgu) będą organizować OR II st. nad morzem, w zachodniej części wybrzeża (żeby krócej jechać z dziećmi) i w I poł. sierpnia (bo wtedy mamy urlop). Kiedy kilka dni później, na spotkaniu Kręgu, Aida powiedziała, że zaczyna przygotowywać „dwójkę” w Międzywodziu w terminie naszego urlopu, bardzo się zdziwiłam. Podałam przecież konkretne warunki i wszystkie zostały spełnione. Cóż mogłam zrobić?! Powiedziałam mężowi, że jedziemy i zapisałam nas. W ten sposób Pan Bóg najpierw doprowadził nas na rekolekcje II stopnia, a następnie dał nam je głęboko przeżyć. W Międzywodziu mocno doświadczyłam Bożego dotknięcia na Namiotach Spotkania. Jeszcze przed wyjazdem, od dłuższego czasu, miałam problem z modlitwą osobistą. W pierwszym dniu rekolekcji na Namiocie Spotkania czułam się „nieswojo”, przeczytałam fragment Pisma Św. kilkakrotnie i żadne „słowa” do mnie nie przemawiały. Jednak w tamtej chwili, Pan Bóg wlał w moje serce ogromne pragnienie usłyszenia, co chce mi powiedzieć i zaczęłam prosić o dar modlitwy. Drugi namiot wyglądał podobnie jak pierwszy: czytałam i prosiłam. Ale już trzeciego dnia otrzymałam łaskę słyszenia, co Bóg mówi do mnie. Tamtego dnia powiedział, że: „A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania…” (Wj 33,7.2) – dotarło do mnie, że każdy, więc i ja mogę przychodzić do Niego ze wszystkimi słabościami, obawami i trudnościami. W kolejnych dniach zwracałam się do Boga, a On mówił do mnie.Razem podczas tych rekolekcji szczególnie przeżyliśmy modlitwę małżonków przed Najświętszym Sakramentem, moderowaną przez Parę prowadzącą. Przy blasku świec, mogliśmy wrócić wspomnieniami do początków naszego związku, a także powiedzieć sobie nawzajem wiele ciepłych słów.Kolejne niesamowite doświadczenie wiąże się z innymi Uczestnikami. Już po pierwszych dniach Oazy czuliśmy się bardzo dobrze w towarzystwie innych małżeństw biorących udział w rekolekcjach: życzliwych, niezwykle otwartych na spotkaniach małej grupy, radosnych w trakcie wspólnych zabaw na pogodnych wieczorach. Jesteśmy w Domowym Kościele od kilku lat i po raz pierwszy tak mocno doświadczyliśmy wspólnoty. Cieszyliśmy się, że w takim towarzystwie możemy przeżywać rekolekcje. Niestety pod koniec 9 dnia skręciłam kostkę. Do naszego pokoju, zaczęli przychodzić Uczestnicy z różnymi lekami, maściami i modlitwą. Znalazła się także lekarka, a po dwóch dniach zgłosiła rehabilitantka. Ponieważ ciężko było mi chodzić po schodach (mieszkaliśmy na II piętrze) to spotkanie małej grupy odbyło się w naszym pokoju – jedno małżeństwo wniosło wózek z małym dzieckiem. Jestem bardzo wdzięczna za każdą okazaną pomoc, wsparcie i modlitwę. Z rekolekcji wracaliśmy z pokojem w sercu, pełni ufności, że z pomocą Bożą i dobrych ludzi, których On stawia na naszej drodze, podołamy nowym zadaniom, jakie nas czekają w kolejnych miesiącach (a przed wyjazdem mieliśmy wiele obaw).Noga dochodzi do siebie, a Oazę II stopnia wspominamy jako cudowny czas modlitwy, odbudowania jedności małżeńskiej, wspólnych rozmów. To czas przeżyty w najlepszym towarzystwie, z kochającymi się małżeństwami i z nieocenionym kapłanem, którego słowa pomogły uświadomić nam, że jako małżeństwo otrzymaliśmy od Boga dwa wspaniałe dary: Sakrament Małżeństwa i Sakrament Eucharystii, z mocy których możemy czerpać każdego dnia. Chwała Panu!

Jezus pomógł odkryć moje zniewolenia (świadectwo Ewy)

Jestem wdzięczna Panu Bogu, za możliwość udziału w rekolekcjach 2 stopnia w Międzywodziu. Dzięki rekolekcjom mogłam doświadczyć wspólnoty i wzmocnić swoją wiarę cennym świadectwem innych uczestników. Rekolekcje w szczególności uświadomiły mi jak ważny w moim życiu jest codzienny Namiot Spotkania, budowanie dzięki niemu mojej wiary, relacji z Panem Bogiem, wsłuchiwanie się w Jego słowo i poprzez to pozwalanie na to, aby przemieniało ono moje życie. Teraz już wiem, że rekolekcje to nie czas „ładowania akumulatorów” ale podłączenia się na stałe do „Elektrowni Bożej”. Na rekolekcjach Pan Jezus odkrył przede mną kilka moich zniewoleń, które do tej pory wydawały mi się moimi „przywilejami”. Zrozumiałam, że żyję po to aby służyć, dawać siebie innym w miłości. Bo w życiu, jak to powiedział ksiądz Blachnicki albo będziesz sługą albo obsługiwanym. Teraz wiem, że tylko poprzez służbę mogę prawdziwie kochać innych. Chwała Panu!

Pan dotykał mnie w Namiocie Spotkania (świadectwo Dominika)

Wyjazd na rekolekcje z żoną zaplanowaliśmy podczas dialogu małżeńskiego, który odbyliśmy na ORAR II rok wcześniej.Byliśmy przekonani, że bardzo chcemy i od razu zaczęliśmy planować urlop i wydatki tak, żeby można było pojechać na II stopień rekolekcji.Jechaliśmy z przekonaniem, że te rekolekcje wiele zmienią w naszym życiu z Panem i między nami. Prosiłem na tych rekolekcjach, aby Jezus wyprowadził mnie z niewoli, które ciągną się od dzieciństwa. Codziennie w Słowie Bożym odkrywałem i doświadczałem, że Pan rzeczywiście jest ze mną i jak słup ognia rozświetla moje dotychczasowe życie.Pan szczególnie dotykał mnie na Namiocie Spotkanie, dlatego po rekolekcjach uważam, że jest to najważniejszy moment mojego dnia. Uzdrawiającym okazał się również Dialog Małżeński, który otworzył nas na nowo.Wyjeżdżając z rekolekcji mieliśmy z żoną jedno przekonanie – jedyne czego nam brakuje i potrzeba to Modlitwa.

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba