Chrystus z nami, Chrystus pośród nas

Oaza Rodzin I stopnia w Gąskach

Adam: Na początku oazy postawiono nam pytanie: czego oczekujesz? Dla mnie osobiście to pytanie wybrzmiało bardziej jako: Jakim człowiekiem tutaj przyjechałeś? Jakim chcesz wyjechać? Co chcesz, abym ci uczynił? I pojawiły mi się w głowie takie dwa obrazy:

Bogaty młodzieniec (po czterdziestce, żeby nie było), który przyjechał na wczasy i pyta:

  • jaka obsługa jest zapewniona?
  • a czy pokoje są piękne i przestronne?
  • a czy kuchnia zapewnia dania tego świata?

Drugi obraz: bogaty nędzarz. Przyjechał, zawalił mały pokoik gratami tak, że ledwo można się ruszyć, a jak zaczął się zastanawiać, czy może nie byłoby warto podzielić się z tymi dobrymi ludźmi, których spotkał, czymś wartościowym, to wyszło mu, że nie bardzo jest czym – z tych rzeczy, które leżą na ziemi.

Sam widzę siebie bardziej jako bogatego nędzarza, ale bynajmniej nie jest mi przykro. Chrystus kocha nędzarzy. Oni nie sieją, nie orzą, a i tak Bóg się o nich troszczy. Jeśli tylko ktoś przychodzi z pustymi rękami i otwartym sercem, to dostanie wszystko, co jest mu potrzebne do pełni życia.

Nas nakarmiono: radością, zadomowieniem, pokojem, miłością do braci, opanowaniem, rozsądkiem i mądrością. Pozwolono nam dostrzec Jezusa w ludziach, którzy dzielili się z nami Słowem Bożym, chlebem, wodą, prosili nas o modlitwę i sami się też za nas modlili. Pozwolono żyć w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Nie żałujemy ani jednej chwili, którą tu spędziliśmy. Nawet krótkich spotkań ze światem zewnętrznym. Cieszy mnie, że „ludzie zewnętrzni” potrafią czerpać radość z karmienia swoich ciał na różne sposoby. Ciało jest dobre — ale dusza jest jeszcze lepsza.

Oczywiście pojawiały się też chwile zachwiania. A może to przesada? A tak w praktyce, co ty właściwie z tego masz? Odpowiadam:

  • jak byłem trochę młodszy i nienażarty, to wydawało mi się, że chrześcijaństwo to problem, zamiast zobaczyć, że to rozwiązanie;
  • jak byłem trochę bardziej zacięty naukowo, to wydawało mi się, że chrześcijaństwo to nauka czysto teoretyczna zamiast zobaczyć, że to chodząca w świetle czysta praktyka.

I żeby nie być gołosłownym prosty przykład: gdzieś w połowie rekolekcji rozpętała nam się w naszej rodzinie burza w szklance wody. Błaha rzecz (malowanie mieszkania), która doprowadziła do łez i zamętu. Prosta modlitwa – błaganie o pomoc do naszej Matki Maryi – moja i żony wypowiedziana w prawdzie i jedności momentalnie uciszyła tę burzę.

Monika: Moim największym odkryciem na rekolekcjach było to, że Kościół/Jezus – chrześcijaństwo to dar, a nie zobowiązanie. Obaj synowie: i marnotrawny, i najemnik, nie poznali własnego Ojca, dopóki nie ukazano im miłosierdzia.

Adam: Jesteśmy w Domowym Kościele od dwóch lat i to były nasze pierwsze rekolekcje, a dla mnie w ogóle pierwsze rekolekcje w życiu. Przyjechaliśmy ze strachu (pewnie mocno przesadzonego), że nas wywalą z naszego kręgu (jak człowiek znajdzie coś naprawdę wartościowego, to się zaczyna bać, że może to stracić). Jesteśmy chyba oboje wyjątkowo zadowoleni z tego strachu. Spotkania w naszym kręgu są dla nas jak czerpanie wody ze źródła życia. Aczkolwiek tam, we Wrocławiu, czerpiemy ją tak po trochu szklankami, a na oazie dano nam  możliwość zanurzenia się w całej rzece, a przy dobrej pogodzie to nawet w morzu.

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba