Cokolwiek uczyniliście, czyli od starej zabawki do Nowego Człowieka

Wielu z nas często zadaje sobie pytanie: co zrobić z już nie używanymi w domu ubraniami, zabawkami i innymi przedmiotami. Jeszcze dobre, ale nam już niepotrzebne. Bo dzieci wyrosły, bo kupiliśmy nowe i lepsze, bo zmieniły nam się „parametry” i z mniejszym lub większym żalem musimy dodać lub odjąć kilka centymetrów naszym ubraniom itd..

Szkoda wyrzucić, ale nie bardzo wiemy, gdzie przekazać. Tym bardziej, że chcielibyśmy, żeby się przydały, najlepiej osobom, które według jakiś naszych kryteriów na taką pomoc zasługują bardziej niż inne. No i mamy kłopot. Szkoda nam wrzucić nasze „skarby przeszłości” do kontenera PCK (chociaż tę organizację szanujemy), nie bardzo przychodzi nam na myśl potencjalny obdarowany, szafy pęcznieją, a my wzdychamy „a ja znowu nie mam co na siebie włożyć!”.

Aż się prosi, żeby ktoś nam pobuszował po Internecie, podzwonił tu i ówdzie, porozmawiał, popytał i… Voila! – na naszego maila spływa gotowa lista instytucji, które bardzo chętnie przyjmą nasze wory pełne dobroci wszelakiej i je sprawiedliwie oraz zgodnie z potrzebami rozdzielą. A my wtedy zabierzemy wory pod pachę, wskoczymy do naszego stalowego rumaka na czterech kołach i pognamy do takiej instytucji. Misja zakończona pełnym sukcesem, wszystkie strony zadowolone. Lekko, łatwo, przyjemnie i pożytecznie, prawda? No pewnie, prawda… Ale jakoś tak… Nie do końca

Jakiś czas temu podjąłem się wzięcia tego tematu „za rogi” i próby zebrania takich adresów i potrzeb. To nie wyglądało na takie trudne. Są przecież schroniska Brata Alberta, Caritas, Domy Samotnej Matki i Domy Dziecka (w tym dla dzieci upośledzonych – takie jak w Jeszkotlu), Archidiecezjalna Poradnia Rodzinna, MOPS-y, GOPS-y, PCPR, PCK itd. A mam przecież Internet i telefon, znam kilka osób.

Jednak im dłużej nad tym myślałem, tym bardziej kołatało mi się po głowie podejście Ojca Franciszka Blachnickiego do pomocy innym, o którym niedawno usłyszałem. Konkretnie w sprawie KWC. Jak wiemy, młode dziewczyny, stanowiące zaczątek Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła, ciężko pracowały w baraku w Katowicach, przygotowując drukowane materiały dla ruchu trzeźwościowego. Miały mnóstwo pracy związanej z wydawnictwem. Jednak Ojciec Franciszek uważał, że choćby dziewczyny się po łokcie urobiły, będzie to niewystarczające, jeśli nie wyjdą na zewnątrz do ludzi. No i skutek był taki, że w porozumieniu z izbą wytrzeźwień i proboszczem miejsca w Katowicach dziewczyny osobiście odwiedzały alkoholików. Modliły, się, rozmawiały z nimi. Były świadkami.

Tak sobie myślę, że i nam takie podejście nie może być obce. Z reguły duża grupa członków Ruchu jest dość mocno obciążona działalnością zawodową, rodzinną (czy też nauką w przypadku młodych oazowiczów) i wspólnotową. Prowadzimy grupy, wygłaszamy katechezy, animujemy, piszemy, organizujemy rekolekcje i spotkania, włączamy się aktywnie w liturgię itp. itd. Jednym zdaniem – pełnia zaangażowania i pracy dla innych. I leżące w kącie lub szafie wory z już niepotrzebnymi rzeczami czekają na swoją kolej. Nie ma czasu, żeby coś z nimi zrobić. A kurz osiada.

Może i trzeba by nam było na chwilę się zatrzymać i rozejrzeć wokół. I wtedy dostrzeżemy sąsiada, znajomego, kolegę lub koleżankę z pracy, współ-parafianina czy nawet członka naszej grupy oazowej, którzy mogą potrzebować pomocy. Może coś zobaczymy, może usłyszymy, może się domyślimy.

Gdybyśmy jakiś czas temu znaleźli się jakimś przypadkiem w Stajence, na pewno właśnie dopiero co narodzonemu Dzieciątku byśmy chętnie ofiarowali już nie używane super ciuszki, ulubionego misia naszej wyrośniętej latorośli, dalibyśmy kilka groszy na zakup pieluszek jednorazowych. A tu mimo upływu ponad dwóch tysiącleci nic się właściwie nie zmieniło – On dalej jest ubogi, głodny, bezdomny. Tyle że w wersji współczesnej ma twarz naszego sąsiada, kolegi z ubogiej rodziny, ma też twarz amatora denaturatu zamieszkującego ruinę budynku za rogiem. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25.40). I wtedy będziemy mogli mieć niepowtarzalną okazję wyjścia do brata lub siostry w Chrystusie z pomocą.

Jest to jednak niełatwe. Samo podejście do drugiego człowieka i zaproponowanie pomocy jest dla nas trudne. Jesteśmy skrępowani, nie chcemy nikogo urazić, nie chcemy się narzucać, nie chcemy być „dobrym wujkiem” lub „dobrą ciocią”. Zdarza się dość często, że uboższy od nas czuje do nas niechęć i wystarczającym dla niego powodem tej niechęci jest to, że ty my jesteśmy od niego bogatsi. Taki pierwszy kontakt zniechęca, czujemy się zdziwieni, zmartwieni, nie zrozumiani, rozczarowani i kolejną próbę wyjścia do potrzebującego odkładamy na jakiś czas.

Jeśli już uda nam się nawiązać kontakt i pomóc przekazując ubranie, zabawkę, jedzenie lub pewną kwotę pieniędzy na znany cel, możemy się spotkać z różnymi trudnymi sytuacjami:

  • obdarowany będzie zgłaszał kolejne potrzeby, pojawi się ich coraz więcej;
  • nie do końca będziemy w stanie rozeznać, które ze zgłaszanych potrzeb są prawdziwe, w których sprawach musimy odmówić (ze względu na charakter potrzeby lub nasze możliwości);
  • może być zachwiana relacja sąsiedzka lub wspólnotowa, wytworzy się jakiś układ „dawca-biorca”;
  • obdarowany rozpowie, że pomagamy ludziom, i wkrótce zacznie się zgłaszać spora grupa chętnych do „współpracy”;
  • chcielibyśmy podzielić się tym, dlaczego to robimy, chcielibyśmy podzielić się naszą wiarą, ale jakoś tak nam jest niezręcznie, bo boimy się, że zostanie to odczytane jako żądanie „dowodu wdzięczności”.

Nie brzmi to zbyt zachęcająco, prawda? Ale może właśnie to jest obszar naszego serca, w którym jest jeszcze sporo miejsca na Bożą Łaskę. Święty Paweł w drugim liście do Koryntian porusza temat hojności na rzecz ubogich. Pisze m. in. „A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we szelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość” (2 Kor 2.7-8).

Leszek Kowal

zdjęcie: www.pixabay.com

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba