Czy nie możesz zaufać i spróbować takiej formy spędzenia urlopu? – na rekolekcjach Kowarach

        Mieliśmy zaplanowany urlop z zaprzyjaźnionym małżeństwem. Chcieliśmy w czwórkę pojechać do Medjugorje, po drodze odpocząć na plaży w Chorwacji. Byłam szczęśliwa. Miałam plany, ale jak się później okazało, to były tylko moje plany. Pan Bóg przygotował dla nas coś innego…

       Temat rekolekcji pojawiał się u nas w domu, gdyż jesteśmy w Domowym Kościele i mąż bardzo chciał jechać, ja natomiast patrzyłam na to sceptycznie. Nie wyobrażałam sobie cały urlop poświęcić na jakiekolwiek rekolekcje. Kiedy pod koniec maja okazało się, że plany zmieniają się, bo nasi przyjaciele nie mają jednak z kim zostawić dzieci, z uwagi na nagły wyjazd służbowy ich siostry długi czas, byłam smutna (w mojej pracy urlop planuje się w marcu i nie ma możliwości jakiejkolwiek jego późniejszej zmiany).Wiedząc, że mężowi i przyjaciołom pasuje każdy termin wypoczynku, zaplanowałam taki, który nie kolidował z urlopami innych współpracowników. Powiedziałam to kierownikowi, który zapytał, czy pasują mi akurat dwa pierwsze tygodnie lipca? To był jedyny termin, który nie kolidował z niczyim urlopem. Po wiadomości o zmianie planów byłam niezadowolona i czułam się zawiedziona. Nie mogłam już zmienić terminu urlopu. Moje plany legły w gruzach. Od kilku miesięcy planowaliśmy wyjazd i tak nagle specjalna delegacja na dłuższy czas pokrzyżowała plany.

To nie był przypadek – Pan Bóg miał wobec nas inny plan

        Kiedy okazało się, że nie jedziemy do Medjugorje, mój mąż zadzwonił do naszej pary pilotującej krąg – natychmiastowa reakcja, otrzymał numer do moderatorów rekolekcji. Zadzwonił i dowiedział się, że mogą dopisać parę bezdzietną. Pokój jakiś się znajdzie. Tego dnia, kiedy wróciłam z pracy, oznajmił mi to dodając, że mamy na decyzję czas do wieczora. Myślałam, że oszaleję ze złości. Pamiętam ten dzień, spacer i moje nerwy. Na ulicy po moich „tupaniach” wreszcie nie wytrzymał i powiedział głośno i dosadnie: czy nie możesz zaufać i spróbować takiej formy spędzenia urlopu? Z wielką złością odpowiedziałam: OK! Jedźmy!… Zgodziłam się tylko z miłości do mojego męża, Niesamowite jest to, że chwilę po tym odebrałam telefon od zaprzyjaźnionego księdza, który oznajmił, że bardzo cieszy się, że jedziemy na rekolekcje. Byłam w szoku. Skąd wiedział o rekolekcjach i o tym, że się zdecydowałam?! Jak się po chwili okazało jechał na te rekolekcje by je współprowadzić z drugim księdzem, a wtedy akurat spotkał się z parą moderatorską, by dogadać szczegóły wyjazdu. Co ciekawsze nawet nasz ksiądz proboszcz zna bardzo dobrze parę moderatorską i wiedział, że jedziemy na rekolekcje. Kiedy ja jeszcze do końca nie wiedziałam jaką decyzję podjąć, różni ludzie wiedzieli, że jedziemy. To był niesamowity znak. Tyle wydawało by się przypadków – ale to nie były przypadki, to Pan Bóg chciał nam zorganizować te wakacje. Nie mamy samochodu, a tutaj nawet transport mieliśmy spod domu. Ksiądz sam zaproponował, że po nas przyjedzie i nas odwiezie. Teraz to rozumiem, choć na dwa dni przed rekolekcjami jeszcze tego nie rozumiałam. W czwartek przed wyjazdem byłam niedobra i kąśliwa dla męża, doszukiwałam się wszystkiego, co najgorsze w związku z rekolekcjami. I wtedy dostałam SMS-a od ks. Michała, że bardzo się cieszy, że jedziemy. A ja w złości odpisałam, że super, że się cieszy, bo ja wcale. W piątek z nerwów robiłam nocne porządki w mieszkaniu, przekładałam wszystko w szafkach, chciałam odreagować. W sobotę kiedy dojechaliśmy na miejsce, nie chciałam z nikim rozmawiać. Mój mąż wahał się czy nie zrezygnować.

Pan Bóg powoli przemieniał moje serce

          Zrozumiałam, jak wiele jeszcze muszę Mu oddać, jak wiele we mnie egoizmu i dostrzegłam, że dużo muszę nad sobą popracować. Codzienna szkoła modlitwy uświadomiła mi, jak ważna jest modlitwa osobista, której tak mi brakowało. Wydawało mi się, że wszystko jest super, bo przecież jesteśmy w DK, modlimy się razem wieczorem…, ale zrozumiałam, że to ja jeszcze muszę zadbać o swoją osobistą relację. Zapragnęłam wieczorem kilkakrotnie pójść kaplicy pomodlić się w ciszy, oddać ten czas Panu Bogu. Zrozumiałam, jak ważne jest oddać się sercem i w pełni zawierzyć swoje życie. Wzruszyła mnie piosenka roku, której uczyliśmy się na rekolekcjach: „Radość przemienionych serc”, bo uświadomiłam sobie, jak bardzo pasuje do mnie. Teraz wiem, że te rekolekcje to był zamysł Pana Boga. Wróciłam odmieniona. Już w trakcie trwania rekolekcji obiecaliśmy sobie z mężem codzienny różaniec za siebie nawzajem, do końca życia i trwamy w tym postanowieniu. Ten różaniec osobisty, modlitwa przed pracą zaczęły sprawiać mi niesamowitą radość i odczuwam pokój w sercu, kiedy dzień zaczynam z Panem Bogiem. Spodobała nam się Liturgia Godzin i do wieczornej modlitwy małżeńskiej staramy się śpiewać psalmy. Jestem szczęśliwa, że odbyłam rekolekcje i w przyszłym roku, jak Bóg da, też chciałabym tak spędzić czas urlopu.

Magda

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba