Bez względu na to gdzie, bez względu na to według jakiego programu realizują się rekolekcje oazowe, zawsze kształtują one dwoistą wspólnotę: naszą wspólnotę z Chrystusem i naszą wspólnotę z bliźnimi. I otóż biorąc to pod uwagę myślę tak: dzień wspólnoty to jest dzień, w którym mamy sobie osobiście i wspólnotowo uświadomić, na ile ta dwoista wspólnota każdego z nas i wszystkich razem dojrzała w ciągu tych rekolekcji. Na ile ukształtowała się w każdym z nas i we wszystkich razem głębsza jedność z Chrystusem, głębsza, dojrzalsza, a równocześnie, na ile ta jedność z Chrystusem wyraża się naszą wzajemną jednością. Ponieważ jedność kształtuje się zawsze przez miłość, na ile przez rekolekcje dojrzała nasza miłość do Chrystusa. Tak rozumiem dzień wspólnoty. Jest to dzień rachunku, można by powiedzieć rachunku sumienia z dojrzałości, jaką osiągnęliśmy. Jest to równocześnie dzień podziękowania za tę dojrzałość, którą osiągnęliśmy w Chrystusie i przez Chrystusa pomiędzy sobą.

Jan Paweł II, 17 sierpnia 1979 r., Castel Gandolfo

ZAPOMNIANE DOBRO

Ksiądz Franciszek Blachnicki od pierwszego spotkania na górze Błyszcz uznawał dni wspólnoty za istotny element formacji. Z jednej strony przyczyniają się one bowiem do pogłębienia jedności Ruchu, z drugiej przeżycie wspólnoty staje się źródłem głębokiej i czystej radości. Warto się zastanowić, czy rzeczywiście są one dla nas niezbędnym elementem formacji, niezbywalnym dobrem i źródłem radości.

W naszym rozwoju duże znaczenie ma praca w ciągu roku, wierność zobowiązaniom, drogowskazom, charyzmatowi Ruchu. Nie wystarczą same rekolekcje letnie – to, czego doświadczymy na oazie, ma się stać dla nas inspiracją na cały rok. Nie wystarczy też jedynie przychodzić na spotkania małej grupy czy comiesięczne kręgi, trzeba podejmować każdego dnia wysiłek przemiany swojego życia. W rocznej pracy udział w dniach wspólnoty czy jakichkolwiek innych spotkaniach i pielgrzymkach całego Ruchu jest okazją do przeżywania w sposób szczególny tajemnicy wspólnoty. Kto rzeczywiście doświadczył radości bycia we wspólnocie, nie zrezygnuje z niej tak łatwo.

Jest oczywiste, że rzeczywistość dookoła nas się zmienia, problemy mamy inne, ale nie oznacza to chyba automatycznego odrzucenia wszystkich wzorców i wartości jako przestarzałych, nieprzystających do współczesności. W przypadku dni wspólnoty musimy pamiętać, że mają one mieć charakter międzystanowy, mają gromadzić różne grupy oazowe istniejące w danym rejonie. W każdym rejonie są duże, silne wspólnoty, które sobie poradzą, teoretycznie „same się wyżywią”. Są też małe grupki przy poszczególnych parafiach, czasem pojedynczy ludzie, którzy takiej szansy nie mają. Jest to pierwsza okazja do bycia odpowiedzialnym za innych. Nie można patrzeć jedynie na swoich, zawsze trzeba myśleć o całości. Nie może też być tak, że troska o dzień wspólnoty spadnie na jedną grupę, dla której w pewnym momencie może się to stać nadmiernym ciężarem. Nawet najmniejsza wspólnota może pomóc przygotować agapę czy posprzątać, możemy się włączyć w przygotowanie liturgii czy innych punktów programu. Dzień wspólnoty ma być w każdym wymiarze, także tym organizacyjnym, naszym dobrem wspólnym.

Ksiądz Blachnicki zawsze widział wysiłek budowania wspólnoty jako pewien proces wymagający poświęcenia czasu – stąd przecież niezwykle ekskluzywne pod tym względem rekolekcje piętnastodniowe. Tego procesu nie zastąpi dwu- czy trzygodzinny „Teleekspres”. Jeśli rzeczywiście ma się zawiązać wspólnota, jeśli mamy się obdarzyć świadectwem i jeszcze nacieszyć swoją obecnością, musimy poświęcić swój czas. Nie przeżyjemy też wspólnoty, jeśli zaczniemy wybierać poszczególne punkty programu niczym rodzynki z ciasta. Sekret tkwi właśnie w przeżyciu całości, bez pośpiechu, bez narzucania sobie ograniczeń, bez żałowania i małoduszności. Dla małżeństwa czy rodziny może to być czas na bycie razem, zaplanowany dużo wcześniej, spędzony razem z małymi dziećmi (z dużymi też, jeśli chcą). Wymaga to wcześniejszych przygotowań, bardzo starannego przemyślenia zajęć dla dzieci i przystosowania ich dla różnych grup wiekowych.

Gdy przyjrzymy się wymaganiom postawionym nam przez księdza Blachnickiego: poświęcenie czasu, posługa, troska o innych, rezygnowanie ze swego, możemy po raz kolejny zauważyć, że to bardzo wiele. Obumieranie dla własnych pragnień nigdy nie jest przyjemne. Ale przyjmując kiedyś charyzmat Ruchu Światło-Życie za swój, wzięliśmy też na siebie obowiązki. Takim obowiązkiem jest obdarowywanie innych sobą i przyjmowanie innych jako daru. Czy nie jest czasem tak, że dzień wspólnoty stał się dla nas dobrem zapomnianym? Może nigdy nie został odkryty? Może nie jest żadnym dobrem?

Wiola Szepietowska