„Eucharystia i liturgia” – konferencja ks. Stanisława Padewskiego

Zapraszamy do przeczytania i rozważenia konferencji „Eucharystia i liturgia” wygłoszonej przez ks. Stanisława Padewskiego podczas ostatniego RDW w rejonie Wrocław – Psie Pole.


Było to w 304 roku podczas prześladowania chrześcijan w północnej Afryce gdzie wojska rzymskie zaskoczyły grupę około pięćdziesięciu chrześcijan podczas sprawowania niedzielnej Eucharystii i aresztowali ich.

Trafem dziejowym zachował się protokół przesłuchania kapłana Saturnina. Prokonsul zarzucił „gromadząc tu wszystkich postąpiłeś niezgodnie z rozporządzeniami cesarzy i imperatorów”. Za natchnieniem Ducha świętego kapłan udzielił następującej odpowiedzi „Uczyniliśmy to, ponieważ nie można zaniedbać tego, co należy do Pana”.

Jeszcze piękniejsze świadectwo daje gospodarz domu zacny Emeritus. Na słowa Prokonsula „powinieneś był zabronić im wejść”, odpowiedział: „Quoniam sine dominica non possumus”, czyli Bez dnia Pańskiego, bez Tajemnicy Pan nie możemy żyć. To zapewne nawiązanie do słów Piotra i Jana sprzed Sanhedrynu „Nie możemy nie mówić” (Dz 4, 20).

Nie myśleli oni w kategoriach swoistej kazuistyki, nie wybierali pomiędzy dwoma obowiązkami. Ich wybór dokonywał się między podstawowym sensem życia i życiem bezsensownym. Można powiedzieć wiedzieli, że liturgia jeszcze nieskodyfikowana w powijakach kształtuje całe ich życie, jest niejako światłem na codzienne życie.

Truizmem jest stwierdzenie, że Eucharystia dla współczesnych chrześcijan powinna stanowić centrum życia. Jednak doświadczenie pokazuje, że nawet w życiu wierzących bywa jedynie obowiązkiem, przyzwyczajeniem, rutyną. Składa się na to wiele czynników: rutyna i brak wyczucia tajemnicy, sacrum; niezrozumienie obrzędów, znaków, języka liturgii; indywidualizm i zatracenie potrzeby wspólnoty i świętowania; egoizm, egocentryzm i brak zrozumienia potrzeby ofiary; szybkie tempo życia, dalekie od ducha modlitwy, kontemplacji… Te i tym podobne czynniki sprawiają, że Eucharystia jest daleka od codzienności i stanowi często nudny i przykry niedzielny obowiązek.

Wychodząc naprzeciw wyzwaniom współczesności, kapłani podejmują różne próby, które mają uczynić Eucharystię lekkostrawną, przyjemną, dostosowaną do potrzeb dzisiejszego człowieka.

Brałem udział w dyskusjach, w których zastanawiano się nad językiem religijnym. Dyskutanci proponowali, aby słowa ciało, krew czy łaska zastąpić bardziej współczesnymi, zrozumiałymi dla każdego. W ten sposób można by Liturgii nadać język bardziej naturalny, wolny od magii. W rzeczywistości zatraciłoby się również misterium, sacrum.

Tymczasem Liturgia nie jest tylko sacrum, które wyrwane bywa z trudem z codziennego profanum. Liturgia jest głęboko powiązana z egzystencją. Również świadomy nawyk jest czynnikiem ułatwiającym jej przeżywanie. Piszę o tym z autopsji, ale również na podstawie wielu rozmów i świadectw. Posłuchajmy jednego z nich: Nie pytam, czy jestem do tego usposobiony, czy nie; czy mam ochotę na modlitwę i świętowanie, czy nie. Jest niedziela, godzina 1000, więc idę. Niedziela jest jak stara, wymagająca nauczycielka, która mówi: „Idź!” Przyzwyczajenie niedzielne uwalnia mnie od decyzji i fałszywego egzystencjalizmu. Istnieją przyzwyczajenia, które chronią wolność człowieka, tak jak istnieją również wymuszone i mechaniczne nawyki, które ją niszczą

Postawmy pytanie Czym jest liturgia? Twórczość, wolność, świętowanie wspólnoty?

Według kard. Ratzingera „Liturgia nie jest oficjalnym ustalonym obrzędem, lecz konkretnym świętowaniem zgromadzenia według ustalonych reguł. Nie jest specyficznym dla Kościoła obiektywnym kultem dewocyjnym przeznaczonym do sprawowania (…) jak kapłanowi dany jest Mszał (…), tak wspólnota ma w rękach modlitewniki jako książkę, która określa rolę. Rolę wspólnoty podkreśla też fakt, że liturgia powstaje w konkretnych miejscach i obrębie konkretnej wspólnoty.

Nasze czasy określiły swoją samoświadomość na Soborze Watykańskim II, są czasami Chrystusa Sługi. Ten obraz przewodni poprzez Sobór wchodzi coraz głębiej w życie Kościoła, wyznacza jego przyszłość. Chrystus Sługa – Chrystus, który namaszczony Duchem Świętym podejmuje w posłuszeństwie wielki plan Ojca, aby go wypełnić.

Obraz Kościoła Soboru Watykańskiego II jest znów inspirowany szczególnie przez tajemnicę Chrztu Pana w Jordanie. Mówi się, że Kościół jest przedłużeniem tajemnicy namaszczenia Chrystusa Duchem Świętym. Chrystus objawia się po chrzcie w Jordanie jako Pomazaniec, jako napełniony Duchem Świętym dla posługi, dla posłuszeństwa wobec planu Boga, swego Ojca i ten sam Chrystus chrzci ogniem i Duchem – jak mówi Ewangelia (Mt 3, 11) – i przelewa Ducha Świętego na członków Kościoła i tym samym włącza ich w swoją drogę służby, posłuszeństwa wobec Ojca. Cały Kościół jest dzięki temu widziany w tajemnicy Ducha Świętego jako wspólnota namaszczonych, a to oznacza również: wspólnota przeznaczonych, powołanych, uzdolnionych, wezwanych do służby na rzecz zbawienia świata.

Wspólnota nie tworzy się przez to, że jedni mają władzę nad innymi, że są przełożeni i podwładni, ale przez to, że wszyscy służą zgodnie ze swoim charyzmatem w budowaniu wspólnoty”. To są przypomnienia ogólnych zasad znanych w ruchu Światło-Życie.

W samym pojęciu „liturgia” jest zawarte pojęcie służby. Liturgia nie jest niczym innym niż nieustannym uobecnianiem i stawianiem w obliczu Kościoła w każdym czasie, w każdym miejscu, służby albo posługi Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci, a była to śmierć krzyżowa (Flp 2, 8). Całe życie Jezusa Chrystusa jest służbą; jest liturgią w tym znaczeniu, jest posługą podjętą dla zbawienia człowieka, a równocześnie dla wypełnienia woli Ojca. To, co jest najistotniejsze w posłudze Chrystusa – Jego posłuszeństwo aż do śmierci, Jego oddanie życia, Jego ofiara

Jeżeli tak popatrzymy na istotę liturgii, to od razu zrozumiemy głębiej jedną cechę z nią związaną – wymaganie posłuszeństwa Kościołowi w jej sprawowaniu. Ta zasada jest w Kościele od początku: w liturgii nie można dowolnie niczego zmieniać. Formę liturgii, jej treść, sposób sprawowania, nawet w najdrobniejszych szczegółach, określa Kościół, a wszyscy w Kościele są zobowiązani do sprawowania liturgii w duchu posłuszeństwa. Tu chciałbym powiedzieć coś, co nie powinno być powodem wdzięczności. Nie spotkałem nigdzie ruchu odnowy w Kościele, który by tak głęboko pojął, zrozumiał i przyjął charyzmat odnowy liturgii po Soborze Watykańskim II. Od samego początku w centrum ruchu jest to otwarcie się na wolę Kościoła i zarazem na działanie Ducha Świętego przez przyjęcie odnowionej formy liturgii. Nie jest to przypadek, że początki ruchu wiążą się z szukaniem metod formacji służby liturgicznej.

Pierwsze oazy były dla ministrantów, później były oazy młodzieżowe dla lektorów, czy dla żeńskich zespołów służby liturgicznej. To jest charyzmat, to jest dar zrozumienia istoty liturgii, a równocześnie duch posłuszeństwa. Zarzucano nieraz, że wprowadzamy nowości do liturgii, że wprowadzamy spontaniczne komentarze czy modlitwy, ale nie zwracano uwagi na to, że właśnie w tym się wyrażał duch posłuszeństwa, bo odnowiona forma liturgii przewiduje pewne momenty modlitwy spontanicznej, czy spontanicznego komentarza, czy chwile ciszy. Te elementy należą właśnie do tej postaci liturgii, którą Kościół na nasze czasy określił, i przyjęcie ich wynikało także z ducha posłuszeństwa, z dążenia do głębszego zrozumienia istoty liturgii.

Istnieje głębokie powiązanie między teologią Chrystusa Sługi, obrazem Chrystusa Sługi, a tym, co nam daje liturgia, pomiędzy zrozumieniem ducha liturgii a postawami, które powinniśmy wobec niej przyjmować. Można by wskazać jeszcze na jedność między symbolem wyrażającym istotę ruchu (znakiem Fos-Zoe – Światło-Życie), a właściwym dla ruchu sposobem podejścia do liturgii i zrozumienia jej; bo światło jest nam ukazywane i przekazywane również przez obrzędy liturgiczne; formy stosowane w liturgii są pewnym światłem. Przez obrzędy i symbole liturgiczne jest wyrażona Boża prawda, która jest tak bogata i tak inna od naturalnego ludzkiego myślenia, że nie da się tylko w słowach wyrazić.

Formę liturgii, wszystko co do niej należy, trzeba przyjmować jako światło, jako coś obiektywnego, jako coś co przekazuje treści, które są prawdą i które objawiają nam prawdę Bożą. Stąd postulat posłuszeństwa wobec światła w tym wypadku konkretyzuje się w posłuszeństwie wobec znaków, symbolów, obrzędów, przepisów liturgicznych. To wynika z zasady światło-życie: życie musi być podporządkowane światłu, światło musi być wcielane w nasze życie. I stąd to dążenie, żeby najpierw głęboko wniknąć w treść liturgicznego znaku i symbolu i postawić pytanie: Co Bóg chce nam przekazać przez Kościół, przez dany obrzęd, znak liturgiczny?

Nic tak bardzo nie zabija ducha liturgii jak właśnie bezmyślność, która prowadzi do formalizmu, do rutyny i wtedy owocność liturgii jest właściwie unicestwiona. Liturgia domaga się najpierw wysiłku rozumu, żeby światło przekazane w jej znakach, w symbolach, zajaśniało najpierw w naszym umyśle, a potem podporządkowanie się tym treściom, tym formom jest już aktem osoby, aktem wolnego zaangażowania. Jest to zaangażowanie godne osoby, czyli zaangażowanie rozumne poprzez światło, a nie angażowanie się pod wpływem instynktu, jakiegoś lęku czy szacunku, w coś co jest irracjonalne, niezrozumiałe – takie zaangażowanie przypomina religie prymitywne, pogańskie, gdzie liturgia jest sprowadzona do poziomu magii, gdzie nie chodzi o zrozumienie, tylko o zastosowanie pewnych rytów, obrzędów, które same w sobie mają sprawić określone skutki.

I tutaj dochodzimy niejako do meritum sprawy. To nie tylko Słowo Boże kształtuje naszą świadomość, nasze życie ale także i liturgia. Ona powinna stawać się naszym życiem żywą liturgią w którą zaangażowany jest cały człowiek. Dobra liturgia to taka, która ukazuje nam Chrystusa Sługę, który winien być dla nas wzorem posłuszeństwa.

W naszym postępowaniu powinniśmy wejść wolnym rozumem i wolną wolą w misterium liturgii, musimy przyjąć jej charakter zbawczy dla wszystkich, którzy są w Kościele. Wtedy unikniemy w przygotowaniu liturgii tego co zabija ducha misterium czyli tresurę liturgiczną.

Paradoksalnie możemy powiedzieć, że to co przedsoborowa liturgia nazywała rubrycyzmem (ruber rubrum czerwień tak drukowano komentarze i objaśnienia) zamiast ograniczać człowieka pozwalało dopiero zrozumieć i wniknąć w mistagogię obrzędów liturgicznych. Możemy wtedy zauważyć że świat znaków liturgicznych jest dla nas misterium zbawienia. I temu służą wszystkie stopnie formacji od Oazy Dzieci Bożych aż po Domowy Kościół.

Dlatego ciągle na nowo trzeba podejmować wysiłek, aby liturgia zajmowała należyte miejsce w życiu naszego ruchu, w całej pracy formacyjnej, żebyśmy byli dla innych znakiem, jak przez właściwe podejście do liturgii, przez uczestnictwo w niej wzrastać w życiu chrześcijańskim, dochodzić do dojrzałej wiary i do wzrostu nowego człowieka, i jak budować przez to nową wspólnotę i nową kulturę. W liturgii uczymy się nie tylko podstawowych postaw człowieka nowego, ale także stajemy się wspólnotą; liturgia jest sakramentem, znakiem wspólnoty. Właściwie przeżywana liturgia promieniuje na otoczenie, jest źródłem nowej kultury.

Jest taka legenda o początkach chrześcijaństwa na Rusi, że do księcia Włodzimierza szukającego prawdziwej religii, przybywali przedstawiciele islamu, przedstawiciele judaizmu, także papiescy przedstawiciele z Niemiec zachwalając swoją religię jako najlepszą i prawdziwą. Książe nie od razu zdecydował się na wybór, wysłał więc swoich emisariuszy, aby przyjrzeli się z bliska. Udali się więc do Konstantynopola i wzięli udział w liturgii w kościele Hagia Sofija. Po powrocie rozentuzjazmowani opowiadają: Przybyliśmy do Greków i zaprowadzili nas tam , gdzie oddają cześć swemu Bogu. Nie wiemy czy byliśmy w niebie, czy na ziemi. Wydawało się nam że Bóg przebywa tam pośród ludzi.

Jak w każdej legendzie jest jakieś ziarno prawdy. Wewnętrzna siła liturgii bez wątpienia odgrywała istotną rolę w ewangelizacji, rozwoju chrześcijaństwa. Zobaczmy liturgia nie była wyjaśniana jak na terenach misyjnych, a mimo to sprawiła tak wielkie zainteresowanie i wybór.

Podobnie jak apostoł narodów Paweł celebrował Eucharystię w Troadzie w górnej sali (Dz 20, 7), tak jak Apostołowie wraz z Maryją trwali na modlitwie i oczekiwali na Ducha w Wieczerniku czyli sali na górze (Dz 1, 13). Górna sala staje się niejako symbolem wyjścia Eucharystii do codzienności jako tajemnica wiary skierowana do wierzących, dopiero później do szukających Boga. Liturgia Eucharystyczna zakłada wtajemniczenie. Przystąpić do niej może tylko ten kto wszedł oświecony światłem Ducha świętego i przez Niego, na Chrystusa ukierunkował swoje życie. Wracając do naszej legendy, myślę że to co mogło wywrzeć na wysłańcach wrażenie, to całkowity brak celu przypodobania. Sprawowana była dla Boga, a nie dla widzów. Jedyną intencją liturgii było BYCIE PRZED BOGIEM I Z BOGIEM. Euarestos euprosdektos (Rz 12, 1; 15, 16) PODOBANIE SIĘ BOGU.

Liturgiia jest czasem wsłuchiwania się w Boga. Liturgia słowa, modlitwy eucharystyczne a także śpiewy liturgiczne to światło na nasze życie i jego codzienne problemy. By to światło mogło oświecać życie, powinniśmy uczyć się wewnętrznego milczenia i słuchania, posłuszeństwa i postawy sługi. Doświadczenie pokazuje, że jest to trudna cnota. Wystarczy, że przyjrzymy się rozmowom, dialogowi w małżeństwie, rodzinie, wspólnocie, gronie przyjaciół. Zwykle rozmawiamy chaotycznie, nie wsłuchując się w innych. Brakuje nam nie tylko empatii, ale zwykłej cierpliwości w wysłuchaniu drugiego, nawet, gdy jego poglądy nie są sprzeczne z naszymi. I podobnie jest, niestety, w relacjach z Panem Bogiem. Zwykle staramy się Boga zagadać, nie słuchając, co On chce nam powiedzieć. Musimy pamiętać że mamy celebrować nie siebie ale Boga, stąd musimy nieustannie i na nowo odkrywać prawdę, że tylko dobrze przygotowana i przeżyta Liturgia prawidłowo ukształtuje naszą wiarę i wiarę drugiego człowieka.

W liturgii uczymy się nie tylko podstawowych postaw człowieka nowego, ale także stajemy się wspólnotą; liturgia jest sakramentem, znakiem wspólnoty. Właściwie przeżywana liturgia promieniuje na otoczenie, jest źródłem nowej kultury.

Niech liturgia będzie drogą do wychowania nowego człowieka, budowania nowej wspólnoty i szerzenia nowej kultury.

ks. Stanisław Padewski

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba