Henryk Mikołajczak

Dziewiątego listopada 2013 r. w pięknym kościele pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w rodzinnej miejscowości – w Rozdrażu koło Krotoszyna pożegnaliśmy naszego przyjaciela od prawie pół wieku – ś. p. Henia Mikołajczaka.

 

Żegnała Go licznie zgromadzona rodzina z Jego bratem – księdzem Marianem na czele oraz bardzo wielu przyjaciół z całego Jego życia – począwszy od przyjaciół ze środowiska akademickiego tzw. „4”-ki, przez jego uczniów z pierwszych lat pracy kiedy był katechetą, przez kolegów z pracy w IASE we Wrocławiu, przez członków Ruchu Światło-Życie, Odnowy w Duchu Św. i przez Wspólnotę „Jan Chrzciciel”.

Jak widać Heniu łączył wiele środowisk i wszyscy znali Go jako radosnego świadka Pana Jezusa. Odkąd poznaliśmy Henia – Jego największym zmartwieniem była troska o ewangelizację – o przekazywanie Dobrej Nowiny wszystkim, których spotykał na swojej drodze. Nigdy nie opowiadał o swoich problemach w pracy, w życiu – nie wiemy kiedy zrobił doktorat z matematyki. Na wszystkich naszych spotkaniach był jeden temat – jak ewangelizować, jak docierać do ludzi, aby odkryli Chrystusa i uwierzyli w Słowo Boże.

To samo potwierdzili wczoraj wszyscy świadkowie Jego wiary obecni na pogrzebie. Do ostatnich tchnień życia Henio ewangelizował – wszystkich, którzy Go bardzo licznie odwiedzali w szpitalu, służbę zdrowia i swoich towarzyszy niedoli na szpitalnej sali. Wszyscy też potwierdzali, że nie widzieli Henia zasmuconego – zawsze dodawał innym otuchy. Nie dbał o własne dobra – mieszkał w skromnej kawalerce, do której potrafił przyjąć bezdomnych i wszystkich potrzebujących wsparcia.

Zawsze chodził z ciężkim plecakiem, w którym na pewno było Pismo św., ale też różne książki, które rozdawał ewangelizując w podróży, na mieście – po prostu tam gdzie był. Kiedyś nasza koleżanka poprosiła Henia na rozmowę z bliskim jej świadkiem Jehowy – nie wiemy jaki był skutek, ale świadek ten stwierdził, że jeszcze nigdy nie spotkał katolika, który by tak doskonale znał Pismo święte.

Heniu też głęboko się modlił – służył w diakonii modlitewnej i wiele Jego próśb zostało wysłuchanych. Leżało Mu na sercu dobro ludzi, naszego kraju, świata- ale uważał, że podstawą jest ewangelizacja, przemiana ludzi, że podstawą jest autentyczne przyjęcie Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela.

Stąd Jego udział w różnego rodzaju rekolekcjach głoszących podstawowe zasady naszej wiary. Garnęli się do Niego ludzie po doktoratach, ale też i bezdomni – nieraz sami sobie winni, a nieraz poturbowani przez los. Henio nikogo nie oceniał – przyjmował ludzi takimi jakimi są. Nigdy nie słyszeliśmy, aby o kimś mówił źle, a właściwie w ogóle nie mówił o innych ani o sobie – mówił o Chrystusie – to była Jego Miłość do ostatniej chwili. Ostatnie słowa Henia jakie słyszałam w komórce przed operacją to – „Chrystus Zmartwychwstał!

Brat Henia – ks. Marian Mikołajczak też przytoczył słowa Henia przed śmiercią – kiedy odzyskał przytomność i chciał Go pocieszyć mówiąc „Heniu, będzie dobrze”, na to Heniu odpowiedział „nie będzie dobrze – będzie wspaniale!”

W naszym odczuciu i wielu obecnych na pogrzebie mamy jeszcze jednego orędownika w Niebie.

Żegnaj Heniu, a właściwie do zobaczenia!

Zosia i Wojtek Michalscy

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba