Jaki związek miała Maryja z wiktorią wiedeńską?

Fragment obrazu Jana Matejki JAN III SOBIESKI POD WIEDNIEM (oryginał w Muzeach Watykańskich)

 

„Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył”

Dzisiaj w Kościele szczególnie czcimy imię Maryi. To święto jest ściśle związane z wiktorią wiedeńską. Chociaż ta bitwa sprzed 336 lat nie jest wymieniana pośród 18 bitew, które zmieniły losy świata (a może jednak powinna być?), to na pewno zmieniła ona losy Europy.

Myślę, że niewiele osób wie, jakie były duchowe kulisy tego zwycięstwa, dlatego poniżej zamieszczam ciekawy fragment z książki Ewy Hanter „Zwycięstwa różańcowe” (Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995):

CUD ZWYCIĘSTWA KRÓLA JANA III SOBIESKIEGO POD WIEDNIEM

Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył

W roku 1683 nawała turecka znowu zagroziła całej Europie. Wojska mahometańskie posunęły się aż pod Wiedeń. Wydawało się, że nie ma już ratunku dla oblężonego miasta ani dla całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu papież Innocenty XI wyprawił posła do Jana III Sobieskiego, aby król pośpieszył na odsiecz. Także od cesarza austriackiego przybył poseł, aby błagać o pomoc. Jednak Sejm Polski mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się” … Dopiero objawienie maryjne, jakie miał spowiednik króla, ojciec Stanisław Papczyński, spowodowało zmianę decyzji posłów.

„Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i ojczyznę nieśmiertelną chwałą” – przekonywał świętobliwy sługa Boży. „Także sama królowa wyraziła swoją wolę, by wyruszył na odsiecz Wiednia zabierając ze sobą około dwudziestu siedmiu tysięcy wojska.”

Zmierzając pod Wiedeń, Sobieski zatrzymał się na Jasnej Górze, gdzie przez cały dzień gorąco modlił się i służył do Mszy świętej. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Najświętszą Pannę o pomoc. W Krakowie król odbył pielgrzymkę do siedmiu kościołów i 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi, opuścił miasto, aby dołączyć do wojska, które wyszło wcześniej pod dowództwem hetmanów Sieniawskiego i Jabłonowskiego. Królowa Marysieńka odprowadziła męża do Będzina, a potem powróciła do królewskiego grodu… gdzie mieszkańcy miasta trwali na nieustannej modlitwie, towarzysząc w ten sposób wojsku. Nawet w nocy dzwony budziły ich, aby według zaleceń biskupa uklękli i odśpiewali pieśni Ojcze nasz i Święty Boże.

Budującym dla wszystkich przykładem była sama królowa Marysieńka. Każdego ranka udawała się ona do innego sanktuarium krakowskiego na specjalne nabożeństwo. O północy zaś, wraz z całym dworem udawała się do kaplicy kazimierzowskiego pałacu w Łobzowie, aby błagać o zwycięstwo. Dziesiątego września (właśnie w czasie nocnej modlitwy), dotarł do królowej kurier z wiadomością, że wojska polskie przekroczyły granicę austriacką.

Nowina ta lotem błyskawicy obiegła Kraków. Opuszczano domy, pogaszono ognie, wypełniły się kościoły. Ludność poszcząc o chlebie i wodzie modliła się przez cały dzień.

W tym czasie Sobieski stanął na szczycie kalemberskiej góry, naprzeciw Wiednia. Na widok najeźdźców otaczających pierścieniem mury miasta w liczbie ponad stu tysięcy zbrojnych, znużeni i wygłodniali polscy rycerze aż zadrżeli. [Czymże bowiem była wobec wrogich sił, niespełna trzydziestotysięczna armia Sobieskiego, nawet po wzmocnieniu jej 50 tysiącami żołnierzy, jakich zdołano zwerbować z terenów Austrii i Niemiec. Jednak całością armii dowodził właśnie on. I wtedy, wprawnym okiem dostrzegł błędne rozporządzenia wodza nieprzyjaciół, co uznał za pierwszy znak pomocy Bożej… 

Nazajutrz, 12 września, Król uczestniczył w trzech Mszach świętych. Przystąpił do Komunii świętej i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: „W Imię Panny Maryi – Panie Boże dopomóż!”. O godzinie drugiej ruszono do ataku, śpiewając Bogurodzicę. Sobieski stał na wzgórzu, błogosławił walczących drzewem Krzyża świętego i relikwiami świętych, a w rozstrzygającym momencie sam dowodził husarią…

Kiedy nasi rycerze walczyli pod Wiedniem, w Krakowie wyruszył z katedry na Wawelu w kierunku kościoła Mariackiego, procesjonalny pochód „wojska duchowego”. Ze śpiewem różańca niesiono Najświętszy Sakrament i cudowny obraz Matki Bożej Różańcowej Zwycięskiej z kościoła ojców dominikanów (ten sam, z którym odbyła się procesja w czasie zwycięskiej wojny pod Chocimiem). Po drodze, przy ustawionych specjalnie ołtarzach wygłaszano kazania. Nieprzeliczone rzesze ludzi brały udział w tej uroczystości. Za Najświętszym Sakramentem szła królowa w czarnej pokutnej sukni, a za nią dwór składający się z przeszło tysiąca osób. Następnie około sześciuset zakonników niosło relikwie różnych świętych, a pięćdziesięciu patrycjuszów z płonącymi świecami otaczało obraz Matki Bożej. Tego dnia wszyscy mieszkańcy Krakowa zmobilizowali się do gorącej modlitwy różańcowej. Ustał handel, nie myślano o pracy zarobkowej ani nawet o przygotowaniu posiłków. Ważne było tylko jedno: wymodlić zwycięstwo…

I co się stało ? Rozsypała się w proch potęga muzułmańska. Tego dnia zginęło dwadzieścia pięć tysięcy Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc. 

Nasz pokorny władca nie przypisał tego zwycięstwa sobie, lecz Bogu i Jego Matce, wypowiadając pamiętne słowa: „Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył”.

Wysłał też list do papieża z prośbą, aby ustanowił dzień 12 września świętem Imienia Maryi. Miał to być znak wdzięczności i świadectwo dla wszystkich pokoleń, że mocą tego Imienia osiągnięto tak wielkie zwycięstwo. To święto do dzisiejszego dnia obchodzone jest w całym Kościele.

 

Wizerunek Matki Bożej Sobieskich w złoconej „sukience” i koronie ZDJĘCIE: ROMUALD M. SOŁDEK

 

Przy okazji, warto wspomnieć o obrazie Matki Bożej Sobieskich (Adorującej, Zwycięskiej) z naszej wrocławskiej katedry.

Poniżej trochę informacji o nim z Nowego Życia (całość artykułu pod linkiem)

Obraz Matki Bożej Sobieskich należy do większej grupy wizerunków określanych jako Pocieszycielka Strapionych. Maryja została przedstawiona w półpostaci, z głową lekko pochyloną na prawe ramię. Jej głowę i ramiona okrywa szafirowy, obszerny płaszcz, pod nim częściowo widoczny jest biały welon okrywający włosy. Subtelny modelunek twarzy i charakterystycznie złożonych dłoni uzyskano miękkimi, niewidocznymi pociągnięciami pędzla. Naszą uwagę przykuwają łagodne oczy Maryi. Niektórzy upatrują w tym spojrzeniu zjawiska nadnaturalnego, co wyraża popularny tytuł – „Oczami Wodząca”. Wrażenie żywego wzroku zostało stworzone przez malarza na podstawie wnikliwej obserwacji połączonej z wirtuozerią. Ciemne tło rozświetla delikatna aureola. W 1750 r. obraz otrzymał srebrną złoconą „sukienkę”, ozdobioną w partii płaszcza deseniem z kwiatów i liści. Tłoczenia w metalu powtarzają zarys szat, zatem obecnie widoczne są jedynie twarz i dłonie Maryi.

Droga z Rzymu do Wrocławia

W 1713 r. papież Klemens XI ofiarował obraz Aleksandrowi Sobieskiemu, polskiemu królewiczowi zamieszkałemu w Rzymie, jako podziękę Kościoła za odsiecz wiedeńską. Po jego śmierci († 1714 r.) obraz trafił do jednego z jego braci – Jakuba, panującego w Oławie. W 1750 r. jego kolejnym właścicielem stał się hrabia Michael von Althan z Międzylesia. Umieścił go w ołtarzu głównym kościoła parafialnego.

W 1831 r. po zmianie wystroju kościoła obraz przeniesiono na ścianę boczną prezbiterium, osadzając go w bogatej ramie. W 1951 r. decyzją władz kościelnych przeniesiono go do katedry wrocławskiej. Został umieszczony w późnobarokowym ołtarzu bocznym przy filarze prezbiterialnym. Św. Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Wrocławia 31 maja 1997 r. nadał wizerunkowi tytuł Mater Adorans – Matka Adorująca – i ozdobił go koroną.

Agnieszka Kowal

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba