„Liturgia – przygoda czy rytuał?” – świadectwo z jesiennego RDW

Jeszcze nie tak dawno dzieliłam Msze święte na krótkie i wszystkie inne. A już szczególnie drażniły mnie wyszukane celebracje – ani nie wydawały mi się bliżej ludu, ani bliżej Boga. Stopniowo, małymi kroczkami odkrywałam poszczególne elementy i znaki liturgiczne, i wiele stało się mi tak bliskich, że aż ukochanych. Oto kilka z nich na zachętę do własnych odkryć.


„W górę serca” / „Wznosimy je do Pana”

Pierwszym krokiem było pytanie jednej studentki – jak ona ma to serce do góry podnieść, czy są jakieś techniki? Oczywiście, że banał, bo nie chodzi o narząd, ale Coś trzeba unieść… To stało się moim powolnym poszukiwaniem i już zawsze budzi mnie to zawołanie, jeśli ulegnę rozproszeniu.

Czytania

Byłam już pełnoletnia, gdy odkryłam, że czytania są ze sobą powiązane. Wzbudziło mój zachwyt, że ktoś, kto je wybierał, używał rozumu, że nie są po prostu kolejne. Wtedy jeszcze nie przygotowywałam się z Pismem Świętym do Eucharystii, ale w ogóle zaczęłam słuchać czytań podczas liturgii, może bardziej jako tropiciel powiązań, niż wierny.

Psalm

To, że psalm jest naszą odpowiedzią do Boga na Jego Słowo w pierwszym czytaniu, całkowicie zmieniło mój sposób śpiewania. Jestem często psalmistką i ta służba niejednokrotnie jakby przenosi mnie w inny wymiar, i nie chodzi tu o uczucie tylko doświadczenie pozazmysłowe. Dlatego autentycznie cierpię, kiedy ktoś zastępuje psalm pobożną pieśnią albo gdy wykonuje go nie rozumiejąc powagi sytuacji. Apeluję: nie zlecajmy tego dzieciom – bo to uroczo, ani śpiewakom – bo pięknie. Niech śpiewa lub po prostu przeczyta ktoś, kto żyje Słowem Bożym.

„Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie (…)”

Ten fragment ma swoją nazwę – to doksologia – i jest tak podniosły, że w uroczystych celebracjach śpiewamy po nim potrójne „amen”. Odkryłam to, gdy dyrygent scholi dawał jakieś dziwne niezdecydowane znaki (wahając się – pojedyncze, czy potrójne?), zamieszanie z tym związane wprowadziło tak ogromny dysonans, że teraz cała skupiam się już nie tylko na tych słowach, ale na całej modlitwie eucharystycznej. Mam nawet swoją ulubioną.

„(…) których wiara i oddanie są Ci znane (…)”

Ten fragment z pierwszej modlitwy eucharystycznej oraz podobny odnoszący się do zmarłych po prostu jednoczy mnie z wszystkimi ludźmi w kościele, wszystkimi – nie czuję się od nich ani gorsza, ani lepsza, ani mniej godna – to niby fakt, ale zawsze uświadamiam go sobie właśnie w tym momencie.

„(…) błogosławieni, którzy zostali wezwani na Ucztę Baranka.”

Pierwszy raz dotarła do mnie ta treść, gdy w kościele stała za mną pewna pani i ze wzruszeniem pomyślałam o niej, że jak to cudownie, że ona jest błogosławiona, bo tu jest i zaraz przystąpi do Stołu Pańskiego, wzruszyłam się w jej imieniu, a dopiero po komunii, uświadomiłam sobie, że ten fragment jest też o mnie…

Cokolwiek czuję, czy myślę o jakiejś osobie, liturgia Eucharystii to całkowicie czyści.

Komunia „na rękę”

Razem z moim obecnym księdzem proboszczem staramy się powrócić do komunii na klęcząco przy balaskach, więc, gdy wiosną nastały obostrzenia sanitarne, z ogromną nieśmiałością podeszłam z otwartymi i przepisowo złożonymi dłońmi po Ciało Pańskie. I spojrzałam na Hostię w moich dłoniach i tchu mi zabrakło… a potem przez cały dzień składałam te dłonie i patrzyłam… to była najprawdziwsza adoracja.


O samej modlitwie eucharystycznej mogłabym jeszcze niejedno napisać, a procesja z darami, a antyfony mszalne, nie mówiąc o tych szczególnych momentach jak przeistoczenie czy łamanie Ciała Pańskiego… Liturgia się nie zmieniła, ale moje postrzeganie jej całkowicie – tak, że przestraszyłam się własnych słów, gdy opisałam ją niedawno jako przygodę. Teraz wiem, że inni też mają takie doświadczenie. I absolutnie każda celebracja jest całkowicie inna, a nawet zaskakująca. Dodam tylko jeden moment – gdy wchodzę do kościoła, nie mam swojego miejsca, pytam Pana – gdzie dziś On mnie skieruje, gdzie posłużę?

Ewa

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba