„Modlicie się, a nie otrzymujecie” – świadectwo z rekolekcji w Krzydlinie Małej

Rekolekcje o modliwie, 10-13.11.2016 r., Krzydlina Mała

Znowu rekolekcje o modlitwie… Czemu nie zaproponują ciekawszego tematu? Każdy z nas, kto był w duszpasterstwie, przeszedł już pewnie kilka razy rekolekcje o modlitwie. Poza tym, jak można brać udział w rekolekcjach z małym dzieckiem, które czasem nie daje spokoju w domu, a co dopiero podczas rekolekcyjnych konferencji czy też modlitwy indywidualnej w kaplicy? Dokładnie tak myślałam, jak dostaliśmy maila z zaproszeniem na rekolekcje „Modlicie się, a nie otrzymujecie”. Za zachętą jednej osoby zdecydowaliśmy się jednak na udział w naukach. Gdy zobaczyłam przed samymi rekolekcjami ich dokładny  plan, uśmiechnęłam się. Kolejny raz ktoś będzie nam objaśniał Lectio Divina. Przyjechaliśmy na miejsce i od razu odetchnęłam. Uff, tu prawie wszyscy są z dziećmi, niektórzy nawet z czworgiem, nasz Jaś zatem nie będzie przeszkadzał innym. Okazało się, że nawet w sali konferencyjnej są materace dla malutkich dzieci, aby podczas nauk i mszy świętych mogły bawić się razem.

Wieczorem dostaliśmy teksty wprowadzające do Lectio Divina. Mimo że o tym dużo słyszałam, a ten sam fragment o Jezusie i Samarytance przy studni „rozbierałam” już na innych rekolekcjach, zaczęłam czytać przygotowane nam wprowadzenie. Linijka po linijce, słowo po słowie czytałam i wszystko się rozjaśniało. Wcześniej tak skomplikowane, teraz Lectio okazało się być wykonalnym i dla mnie. Kiedyś myślałam, że trzeba sobie wyobrazić daną scenę z czytanego fragmentu. Wychodziło mi to dość nieudolnie. A tu w drugi dzień rekolekcji słyszę, że prelegent miał ten sam problem. I co się okazało? Tworzenie jakichś wizualizacji nie jest konieczne, Słowo może „trafić” bez tego. Idę do kaplicy na „namiot spotkania”. Czytam sobie zadany fragment po raz pierwszy i… myślę, czy mężowi udało się uśpić synka. Czytam po raz drugi, trzeci i… nic. Nic nie porusza, nie dotyka, nie irytuje. Czyli jednak Słowo do mnie nie mówi. Może jest żywe i skuteczne, ale nie dla mnie? Może to nie mój poziom wtajemniczenia. Czytam jednak jeszcze parę razy. I w końcu widzę kilka wersów napisanych specjalnie dla mnie. Napisanych dwa tysiące lat temu, ale odpowiadających na moje dzisiejsze pytania czy raczej pragnienia. Następnego dnia rzecz się powtarza – znów odkrywam słowa dla mnie szczególne ważne, tym razem pocieszające. W kolejnym dniu następna perykopa Pisma i znów kilka wersów szczególnie dotyka mojego serca.

Ktoś podczas rekolekcji powiedział, że Biblia czytana bez wiary będzie kolejną przeczytaną powieścią. Chyba właśnie tej wiary mi wcześniej brakowało. Nie wiem, dlaczego odkryłam to tak późno. Najważniejsze jednak, że dane mi było być na tych rekolekcjach, by zatrzymać się i poczuć, że Pismo Święte skierowane jest też do mnie, tu i teraz. „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12).

Ola (DK Karłowice)

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba