Modlitwa nie jest moim zobowiązaniem, nakazem, lecz przywilejem

Dlaczego się modlimy? To pytanie padło na ostatnim spotkaniu. Jeżeli jesteś ciekawy odpowiedzi – przyjdź i sam posłuchaj. Jezus czeka także na Ciebie

Świadectwo ze Szkoły Modlitwy prowadzonej przez o. Macieja Konenca

Pewnego dnia otrzymaliśmy razem z mężem zaproszenie od ojca Macieja na szkołę modlitwy. Zaproszenie było imienne, więc uznaliśmy, że nie wypada odmówić ojcu. Zresztą osobiście poczułam się poniekąd „wybrana” do przyjścia na to spotkanie. Moja modlitwa osobista była wprawdzie regularna i dostarczała mi czasem pokój serca, innym razem uniesienie i radość, ale niestety modlitwa małżeńska od pewnego czasu nie budowała naszej jedności małżeńskiej.

Odbyły się już cztery spotkania. Ojciec Maciej zadaje pytania, na które w większości sam udziela odpowiedzi. Jakie warunki powinniśmy spełnić, aby się modlić? Podzielił je na warunki zewnętrzne i wewnętrzne. Mówił o tym, że modlitwa jest darem. O tym, że istotne jest miejsce, czas i postawa podczas modlitwy. Kładł nacisk na wierność i wytrwałość w modlitwie.

Uświadomiłam sobie, że modlitwa nie jest moim zobowiązaniem, nakazem, lecz przywilejem. Tak jak ojciec zaprosił mnie na to spotkanie, tak i Jezus zaprasza mnie na modlitwę, osobiście, po imieniu. Udziela mi łaski, daru za darmo z siebie.  Czeka na mnie i tęskni. Jak mam nie przyjść na takie spotkanie? Dotarło do mnie, że moje mówienie do Niego, prośby, dziękczynienie, żal za grzechy są tylko przygotowaniem mojego serca, sposobem otwarcia się na Jego Słowa do mnie. Jezus jest najważniejszy w modlitwie – nie ja i moje sprawy! Dlatego, gdy nie mam „natchnienia” do modlitwy – jak niektórzy mówią – to tym bardziej powinnam na niej trwać, gdyż Jezus ciągle jest, ciągle mnie oczekuje. Nie muszę nic mówić, wystarczy być z Nim.

Mieliśmy za zadanie zrobić 24-godzinny zegar i zaznaczyć na nim, ile czasu przeznaczamy na pracę, sen, czas z rodziną, czas z Panem Bogiem. Do tej pory wydawało mi się, że przez cały dzień kieruję swoje myśli ku Jezusowi. Okazało się jednak, że modlitwą mogę nazwać czas, gdy oddaję Jezusowi całą siebie, moje myśli, słowa, serce, rozum, że nie mogę z Nim spotkać się „połowicznie” – tylko moje serce czy tylko rozum. On mi daje całego siebie w każdy czas. Wystarczy wziąć do ręki Pismo Święte. W Ewangelii Jezus ukazuje się w pełnej postaci Boga i człowieka. Na szkole modlitwy uczę się, jak stawać przed Nim tak, jakbym żyła w tamtych czasach. Jakbym była jedną ze świadków jego nauk. Staram się wczuwać w tamtejszy klimat, słyszeć gwar, szum ulic jerozolimskich, odczytywać emocje zgromadzonych ludzi, szczególnie tych, do których Jezus mówi. Zadaję Mu pytanie i czekam na odpowiedź. Czy ją otrzymuję? Czasami tak, innym razem nie. Niekiedy jestem tak pochłonięta sobą, swoimi sprawami, że rozum zagłusza słowa Jezusa. Najważniejsze jednak by być wiernym.

Dlaczego się modlimy? To pytanie padło na ostatnim spotkaniu. Jeżeli jesteś ciekawy odpowiedzi – przyjdź i sam posłuchaj. Jezus czeka także na Ciebie.

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba