Mungu ni mwema – Bóg jest dobry. Świadectwo z misji w Kenii.

Nazywam się Staszek i jestem animatorem wspólnoty oazowej przy parafii p.w. NMP na Piasku we Wrocławiu oraz członkiem Diecezjalnej Diakonii Misyjnej. W 2019 roku wyjechałem na wolontariat misyjny do Kenii. Mówi się, że Afryka zmienia człowieka i jako jeszcze niedawny sceptyk co do misji w Afryce – mogę to potwierdzić. Wiele się zmieniło przede wszystkim w mojej głowie. Kiedy można tam być i doświadczyć mentalności tych ludzi, tego miejsca, człowiek potrafi docenić to, co ma u siebie, jednocześnie tęskniąc za tym co zostawił w Afryce.

Posługiwałem na rekolekcjach ewangelizacyjnych dla tamtejszej młodzieży w diecezji Homa Bay, oraz w miejscowości Ruiri. Jako biały człowiek byłem tam traktowany nieco wyżej niż człowiek z Afryki. Przekonałem się, że największymi rasistami Kenijczycy są sami dla siebie. Niestety jest to jakąś przeszkodą, która tworzyła pewną barierę utrudniającą dotarcie do ich serca i przekazanie im, że tak samo jak mnie Pan Bóg kocha, tak samo kocha także ich. Nikogo bardziej i nikogo mniej. Każdego tak samo – bardzo mocno. Na pierwszych rekolekcjach – pierwszego dnia, kiedy odbywały się spotkania w małych grupkach (w mojej było 8 uczestników) okazało się, że wszyscy mówimy po angielsku, ale się nawzajem nie rozumiemy tzn. oni nie rozumieją mnie, a ja nie rozumiem ich. Różnica w akcentach była na tyle duża, że potrzeba było czasu, abyśmy się lepiej zaczęli rozumieć. Próba mówienia z takim akcentem jak słyszy się w telewizji była błędem, bo trzeba było zacząć mówić tak jak typowy Polak, który zna kilka podstawowych zwrotów i słychać, że jest to polski-angielski. Czyli każde słowo wyraźnie – jak po polsku. Ta bariera językowa była dla mnie sporym problemem, gdyż jako ich animator chciałem jak najlepiej ich zrozumieć, aby ich lepiej poznać i móc się też dzielić sobą. Okazało się, że już ogromnym świadectwem dla nich jest po prostu moja obecność wśród nich i to, że zostawiam swoją firmę i przyjeżdżam do nich, aby z nimi być i mówić im o Chrystusie. A przecież zawsze jest zagrożenie malarią, czy zatrucie się wodą, co też podkreślali.

Oprócz powszechnie znanych problemów w Afryce, tj. brak wody, przepaść pomiędzy biednymi, a bogatymi, czy dość monotonne jedzenie, doświadczyłem ogromnego otwarcia się tych ludzi na chęć poznania Chrystusa. Nie wstydzą się mówić wśród swoich rówieśników, czy nawet publicznie o Chrystusie – wręcz przeciwnie. Jest to dla nich chluba i widać to nawet w czasie zwykłej komunikacji. Na stałe mają w swoich zasobach codziennego słownictwa zwroty, które chwalą Pana Boga np. zaczynając zdanie powiedzą „Chwała Panu”, „Chwalmy Pana”, „Bóg jest dobry”. A na samochodzie, czy motorze z dumą wożą napis „tylko prawdziwi mężczyźni wierzą w Chrystusa”. Dlatego widzę jak wiele mogłem się od nich nauczyć i zamiast wrócić zmęczony i potrzebujący zaczerpnięcia, wróciłem pełen energii, nadziei i na nowo nawrócony.

Mungu ni mwema – kila wakati (Bóg jest dobry – cały czas)

Staszek

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba