Nie ma nudnych miejsc

Czy zdarzyło ci się przeżyć rekolekcje i nie słyszeć o wyprawach otwartych oczu? Czas to nadrobić.

Wyprawy otwartych oczu nauczyły mnie, że nie ma nudnych miejsc. Umiejętność zatrzymywania się na tym, co się dzieje tu i teraz, pozwala się cieszyć drobnymi sprawami i bardzo podnosi radość życia.

Zapraszamy do przeczytania fragmentów tekstu „Wyprawy otwartych oczu” Krystyny Szewc, który ukazał się w 107. numerze Oazy.

Lekcja kontemplacji

Rekolekcje Ruchu Światło-Życie organizowane są przeważnie w bliskości natury, a jeśli nawet w mieście, to zwykle jest tam jakiś park, rzeka czy zalew, stare budowle klasztorne, otoczone drzewami. Wiadomo, że program oazy jest bardzo intensywny; poza niewielką przerwą po południu cały czas jest zajęty. Oczywiście program ten jest zróżnicowany: są to konferencje, spotkania biblijne, modlitewne, pogodne wieczory. Jednym z elementów programu są też wyprawy otwartych oczu. Z realizacją tego punktu programu bywa różnie, ale wierność charyzmatowi domaga się, aby dostrzec ich rolę w całości programu.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Są one okazją do bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Najważniejszym celem wyprawy otwartych oczu (przynajmniej w oazie I stopnia) jest odkrywanie w przyrodzie śladów Bożej obecności oraz znaków i symboli związanych z prawami nowego życia, poznawanych w trakcie rekolekcji, takich jak: woda, źródło, światło, cisza, z którą wiąże się postawa zasłuchania. Żeby ten cel mógł być osiągnięty, potrzeba trochę czasu i skupienia, bez którego spotkanie z otaczającym nas żywiołem i jego pięknem byłoby powierzchowne. Bez takiej odnowionej wrażliwości, bez postawy kontemplacji, zarówno nasza modlitwa, jak i kontakt z Pismem Świętym, mogą być spłycone. Pisząc o kontemplacji, mam na myśli tę naturalną, która wymaga pewnego wkładu z naszej strony, w przeciwieństwie do kontemplacji „wlanej”, pozostającej całkowicie Bożym darem.

Oczywiście – wyprawa otwartych oczu nie jest lekcją botaniki, ale to doskonała okazja to odkrywania bogactwa i różnorodności przyrody, do wyciszenia, spojrzenia z dalszej perspektywy, z góry (czasem dosłownie z oddalonego pagórka) – na nasze problemy. Można przy tej okazji uczyć się rozpoznawania różnego rodzaju kwiatów, ziół, wchłaniać zapachy, poznawać smak źródlanej wody, ćwiczyć swoją wolę oddalając się od hałasu i przypadkowych wrażeń.

Po latach tak wspomina wyprawy otwartych oczu pewien kapłan, pracujący obecnie na Słowacji: „Muszę przyznać, że moi pierwsi animatorzy potrafili mnie tak jakoś natchnąć, że naprawdę dostrzegałem różne szczegóły w stworzeniu: w trawie, w drzewach. Było co robić przez tę godzinę czy półtorej. Ja osobiście dopiero wtedy uczyłem się kontemplacji, dostrzegania tego, co zwykle przyjmujemy jako coś oczywistego. I dlatego bywamy znudzeni, nic nam się nie podoba, ciągle byśmy szukali jakiejś sensacji, nowości. A przecież cuda są wśród nas, tylko my jesteśmy ślepi, głusi, gnuśni”.

Radość oglądania wiewiórki

Wśród organizatorów oaz można było usłyszeć wypowiedzi o potrzebie warsztatów przygotowujących do poprowadzenia wypraw z prawdziwego zdarzenia.

Pod koniec wrześniowego (studenckiego) turnusu przeprowadziłam mini-ankietę wśród uczestników oazy I stopnia. Główne pytanie brzmiało: Co szczególnego odkryła(e)ś podczas wypraw otwartych oczu? Przede wszystkim byłam zaskoczona językiem – jakże ubogim. Owszem niektórzy przeżyli – zdaje się – coś szczególnego, ale wyrazili to bardzo ogólnikowo. „Wyprawy pozwoliły mi inaczej spojrzeć na stworzony przez Boga świat” albo „dla mnie był to czas odkrywania pewnych wartości życiowych”, a komuś innemu „wreszcie otworzyły się oczy”. W niektórych wypowiedziach pojawiają się odniesienia wprost do Stwórcy: „Miałam czas na rozmyślanie o Panu Bogu”, „był to czas spędzony z Bogiem” – podobne zdania powtarzają się wiele razy. Niektórzy wyrażali swój zachwyt: „Jaki Bóg jest wielki! Ile piękna tworzy!” albo „Każdy liść lub kwiat to dar dla człowieka od Pana Boga”. Okazało się także, że wiele radości może dać oglądanie wiewiórki. Tu i ówdzie można się było natknąć na refleksję iście filozoficzną w rodzaju: „Człowiek jest nieodłącznym elementem natury”. Natomiast pewien młody człowiek miał do przyrody podejście bardzo praktyczne; stwierdził, że „śmieci są wszędzie”. Na koniec wspomnę jeszcze o (nielicznych wprawdzie) wypowiedziach, których autorzy „nie odkryli nic szczególnego”. Czy wynika z nich, że należałoby odstąpić od organizowania wypraw otwartych oczu?

Moim zdaniem wniosek jest odwrotny: właśnie dlatego trzeba je kontynuować! Z nadzieją, że za którymś razem nastąpi prywatne Eureka.

Krystyna Szewc

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba