Niezwykłe rekolekcje

Świadectwo po ORDW w Ligocie Polskiej

ORDW były pierwszymi rekolekcjami, w organizacji których razem z mężem braliśmy udział.  To były intensywne przygotowania, ale i wielka radość. Cieszyliśmy się, że od wielu lat w naszej diecezji diakonia wyzwolenia będzie miała czas na odnowienie charyzmatu, przegląd motywacji i postaw, przemodlenie przyszłych działań, a także spotkanie ze wspaniałymi prowadzącymi. Naszą radość pogłębiał fakt, iż spodziewamy się naszego pierwszego, długo wyczekiwanego dzieciątka.

W ferworze przygotowań nie przypuszczaliśmy, że sprawy przyjmą inny obrót niż planowaliśmy. Krótko przed wyjazdem do Ligoty Polskiej pojawiły się u mnie drobne problemy zdrowotne. Pan doktor mimo to zezwolił na wyjazd, z przykazaniem aby się oszczędzać. Mieliśmy z mężem prowadzić seminaria abstynenckie, byliśmy  więc wdzięczni za to, że choć w nich będę mogła brać udział. W dniu rozpoczęcia rekolekcji, stan zdrowia jednak na tyle się pogorszył, że zaczęliśmy obawiać się o nasze Maleństwo. Z ciężkim sercem zostałam w domu, Krzyś zawiózł do ośrodka wszystkie potrzebne materiały, by potem pędem wrócić do Wrocławia na wieczorną wizytę lekarską. Okazało się, że z Maleństwem wszystko w porządku, ale werdykt lekarza był nieodwołalny: restrykcyjne leżenie w łóżku.

Pomyślałam sobie wówczas: „Panie Jezu, jeśli Ty chcesz, abym te rekolekcje przeleżała w domu, to niech tak się stanie. Będę je odprawiała i tak, na odległość.”

Mimo że mój mąż codziennie dojeżdżał do Ligoty, nie czułam się samotna. Niesamowite jest to, jak Pan daje siły, pokój i radość w najtrudniejszych momentach. Nagle niezwykle realne i żywe stało się w moim życiu zawołanie: „Nie lękajcie się!” Wcześniejsze obawy i niepokój zniknęły. Codziennie z Maluszkiem pod sercem śpiewaliśmy jutrznie i nieszpory. Modlitwy i lektura Pisma Świętego dawały siłę i ukojenie. Krzyś, przyjeżdżając wieczorem, zdawał mi relację z tego, co się działo w danym dniu. Dzięki temu naprawdę czułam się, jakbym była tam, w Ligocie, razem ze wszystkimi.

I jeszcze dar wspaniałej Wspólnoty, ludzi, którzy mimo 30 km odległości byli bardzo, bardzo blisko. Byłam niezwykle wzruszona, kiedy dowiedziałam się, że pierwszego dnia rekolekcji Msza św. była odprawiana w intencji mojej i Maleństwa. Za wszystkie modlitwy, wsparcie, troskę niech Wam Kochani Pan Bóg wynagrodzi!

Jestem bardzo wdzięczna Panu Jezusowi za to niezwykłe doświadczenie. Czasem tak trudno nam pogodzić się z nieoczekiwaną zmianą planów, nagłymi komplikacjami,  po ludzku nie do rozwiązania. Po raz kolejny Pan pokazał mi, że wystarczy Mu zaufać, a wszystko się ułoży. Można nawet być na rekolekcjach, rzeczywiście na nich nie będąc. Za to chwała Panu!

Marta Lipka

zdjęcia: Katarzyna Owczarek

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba