Oaza Rodzin I st. w Bardzie Śląskim – świadectwa

Odnowiona jedność

Na rekolekcje I st. do Barda pojechaliśmy, aby służyć jako animatorzy małej grupki. Nie spodziewaliśmy się, że Pan Bóg nam tę służbę tak hojnie wynagrodzi. Przyjechaliśmy tam z dużym cierpieniem – kryzysem naszej relacji małżeńskiej, który trwał już 1,5 roku. Mimo różnych starań, walki o jedność, ciągle czuliśmy się ze sobą źle. Niewidzialna ściana rozdzielała nas i sprawiała, że uczuciowo byliśmy sobie obcy, drażniący i raniący się nawzajem. W trakcie rekolekcji Pan Jezus w swoim Słowie nam pokazywał, że teraz jesteśmy nowymi ludźmi, narodzonymi z Ducha, że mamy porzucić stary sposób życia. Choć wydawało się to nam nierealne, postanowiliśmy zawierzyć Jego Słowu i obietnicy dla nas. Duch Święty nam polecił, żebyśmy obmyli krwią Jezusa nasze rany, zatopili w wodach chrztu św. wszystkie żale, złe uczucia i wspomnienia, i zaczęli budować naszą relację na nowo. Tak uczyniliśmy, a łaska Boża sprawiła, że gdy przyszły tajemnice chwalebne zorientowaliśmy się, że ten wielki ciężar smutku został nam zabrany. Pan Jezus zabrał wszystko, co się nagromadziło złego, a wlał miłość i czułość do współmałżonka, dał nowe spojrzenie na siebie nawzajem – pełne miłości miłosiernej, radości i pokoju. Wiemy, że teraz przed nami praca, by tego nie stracić i budować naszą relację we właściwy sposób, by nie pozwolić nagromadzić się nieporozumieniom. Ale dzięki Bożej interwencji jest to w ogóle możliwe, mamy siły i pragnienie, by wzrastać w jedności. Bogu niech będą dzięki!

Monika i Mariusz

droga krzyżowa

Nawrócenie, nawrócenie…

W ogóle mieliśmy nie jechać na te rekolekcje… ale było nam zwyczajnie głupio, że jako jedyna rodzina z naszego kręgu jeszcze nie byliśmy na rekolekcjach, więc się zdecydowaliśmy i… nie żałujemy.

Dla mnie to była prawdziwa duchowa uczta. Duch Święty (nigdy się do Niego nie modliłam tyle co na rekolekcjach) od pierwszego dnia pomału działał, „oswajał mnie” i pokazywał mi, co wymaga… no właśnie, nawrócenia… czyli? Nie wielkich zwrotów: jak kiedyś myślałam: nie wierzysz – nawrócenie – i wierzysz. Koniec. Nawrócenie to zmiana myślenia, a ja miałam wiele obszarów, w których potrzebowałam tej zmiany (począwszy od siebie i myślenia o sobie i rodzinie, postrzegania męża, małżeństwa, a także relacji z dziećmi). Ale największe nawrócenie dokonało się w dziedzinie mojej relacji z Bogiem. Do tej pory na poziomie informacyjnym wiedziałam, że mnie kocha, ale nie wierzyłam. Teraz myślę, jaki to paradoks, że zesłał Swojego Syna, Jezus oddał za mnie życie i jeszcze musi mnie przekonywać, że mnie kocha, bo Mu nie wierzę… Słowa, które mnie poruszyły to: „…miłość Boża rozlana jest w sercach naszych”(Rz 5,5). Rozlana – czyli? Pamiętasz, jak coś się wyleje i ścieka niekontrolowanie i zalewa wszystko zanim zdążysz pobiec po szmatkę? Taka właśnie jest Boża Miłość  – niekontrolowana, niewydzielana, rozlewa się wszędzie i wszędzie kapie, zalewa nasze grzechy. I mam tą Miłość w sercu i  jestem Jego umiłowaną córką 🙂

Dorota

pielgrzymka do Wambierzyc 

„Moc w słabości się doskonali”

Na rekolekcje czułam, że „musimy” jechać. Jednak było to bardziej dla zasady, bo wypadałoby, niż z jakiejś wielkiej „chęci” z mojej strony. Mamy dwójkę dzieci: Jaś 4 lata i Martynka 15 miesięcy. Jaś szedł do Diakonii bez najmniejszego problemu. Z Martynką wiedziałam, że będzie ciężko. Do Diakonii jej na pewno nie oddamy, a poza tym ona taka żywa… Z tego powodu nie miałam za bardzo ochoty na gimanstykowanie się z nią i to jeszcze w nowym miejscu. Jedynym motywatorem wyjazdu z mojej strony był nasz przedłużający się dziwnie kryzys małżeński.

Pojechaliśmy. Z Martynką tak jak przypuszczałam było ciężko. Namiot Spotkania robiłam wieczorami, modlitwę małżeńską też. Z tego powodu chodziłam niewyspana. Jednak, o dziwo, pierwszy raz od dłuższego czasu zaczęły nam „wychodzić” modlitwy małżeńskie.Powoli przeradzały się one z dnia na dzień w dialog, rozmowę. Zaczęliśmy się na siebie otwierać, wyjaśniać sobie różne rzeczy. Zwłaszcza mój mąż bardzo się otworzył zarówno na mnie, jak i na Pana Boga. Niezmiernie dużo dały nam oglądane wieczorami  filmy Gungora (oglądnęliśmy 3 części). Amerykański pastor w bardzo humorystyczny sposób przedstawiał relacje damsko-męskie. W naszym domu wyglądało to identycznie. Mąż zrozumiał wiele rzeczy (m.in. dlaczego żona musi tyle mówić oraz co zrobić, żeby po całym męczącym dniu z małymi dziećmi w domu miała ochotę na współżycie). Ja zrozumiałam, jak ważny jest dla mojego męża akt seksualny. Wszystko to przez wzajemne otwarcie na Boga i na siebie nawzajem. Zaczęliśmy też ze sobą rozmawiać. Rozmawiać, a nie tylko wymieniać komunikaty w stylu „Wynieś śmieci”, czy „Zawieź dziecko do przedszkola”.

Obiecaliśmy sobie, że będziemy dbać o jedność małżeńską. Żeby w natłoku codziennych zajęć gdzieś nam nie zniknęła. Dzięki tym rekolekcjom zrozumiałam, że Bóg nas bardzo kocha i jest z nami w tych naszych codziennych walkach i bojach, i chce nam pomóc. Wystarczy tylko chcieć i oddać Mu siebie, swoje małżeństwo, rodzinę. Wystarczy Mu zaufać. On sam będzie działał.

Nie było łatwo. Kosztowały mnie te rekolekcje dużo wysiłku. Dzieci były chore. Jak wracaliśmy z powrotem do domu  miałam 38 st. gorączki, a przez cały następny dzień nie wychodziłam z łóżka. A 2 dni później mieliśmy przyjąć 2 Meksykanki na Światowe Dni Młodzieży. Dzień przed ich wizytą poczułam się lepiej i odzyskałam siły.

Bóg nie obiecuje nam, że wszystko będzie łatwe, proste i przyjemne. Droga z Nim nie jest drogą łatwą. Ale „moc w słabości doskonali się”. Chwała Panu!

MB

odnowienie przyrzeczeń chrztu

pogodny wieczór

wspólna służba rodzinna

Fotografie udostępnił : Igor Skowron

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba