OR I st. – Szlachtowa 2013

 

 

We wrześniu 2012 r. nasz rejon zdecydował się wziąć odpowiedzialność za przygotowanie i przeprowadzenie rekolekcji formacyjnych I st. Domowego Kościoła. Zostaliśmy poproszeni o przyjęcie służby pary organizacyjnej. Polecając Jezusowi na modlitwie małżeńskiej nasza decyzję, przyjęliśmy tę posługę. Od grudnia 2012 roku pod opieką naszego moderatora o. Macieja Konenca SJ cała diakonia naszej oazy rodzin systematycznie spotykała się i przygotowywała do letnich rekolekcji.

Wybór miejsca oazy padł na malowniczą miejscowość w Pieninach – Szlachtową. 40 lat temu to właśnie tu odbyły się pierwsze rekolekcje oazowe dla dziewcząt poprowadzone przez ks. Franciszka Blachnickiego.

3 sierpnia był dniem przyjazdu. Z wielką radością patrzyliśmy jak docierają kolejne rodziny. Tego pierwszego dnia był w nas niepokój. Po raz pierwszy przyjęliśmy służbę przygotowania piętnastodniowych rekolekcji. Ale jednocześnie przyszedł nam na myśl temat dnia pierwszego, gdzie tkwiła odpowiedź na nasz wybór posługi: „Bóg miłuje ciebie i ma dla twojego życia wspaniały plan.”

Nasza oaza składała się z trzech kręgów małżeńskich i dwóch małych grup młodzieżowych, które utworzone zostały dla dzieci małżeństw-uczestników.

To co dla wielu w ciągu roku pozostaje w sferze marzeń, dla nas na tej oazie stało się rzeczywistością. Chodzi o możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu. Nie dość, że taka możliwość była, to na dodatek przez całą dobę. Tylko sam Pan Jezus wie, ile w tym miejscu adoracji, przez całe rekolekcje, dokonało się przemian ludzkich serc. Chwała Panu Jezusowi za Jego dzieło.

Czwarty dzień oazy. Każdy kto przeżył rekolekcje wie, że to szczególny dzień. Przylgnięcie do krzyża i Eucharystia w Krościenku na Kopiej Górce pozwoliły nam na nowo przeżyć słowa pierwszego drogowskazu Nowego Człowieka –”Jezus Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem, jedyną drogą do Ojca”. Jak trudno w zwykłej codzienności Go dostrzec. Współczesne drogowskazy prowadzą wszędzie, tylko nie do Niego – naszego Pana i Zbawiciela.

Pielgrzymka do sanktuarium Królowej Podhala – Matki Bożej Ludźmierskiej, stała się dla naszej wspólnoty oazowej szansą na przemyślenie Maryjnego fiat, w kontekście tematu dnia: „Posłuszeństwo słowu”. Był to dla nas dzień wycieczkowy. Piękne otoczenie zachęcało do spotkania w grupach, a w nich do rozmów o wierze – „podstawy chrześcijańskiej pewności”.

Kolejny ważny dzień – niesienie krzyża. Droga krzyżowa przypomniała nam ofiarę Chrystusa i nasze własne grzechy. Wielu z nas, tak myślimy, pozbyło się tego dnia złudzeń o walce z grzechem według własnego planu. Bez mocy Chrystusa, bez Jego Łaski nic nie jesteśmy sami zdziałać. Piszemy to ze swojego doświadczenia.

Nabożeństwo pojednania w dniu jedenastym przygotowane zostało, dla okolicznych wspólnot, przy grobie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. To szczególne przeżycie. Dawanie świadectwa we wspólnocie o naszej marności i tego, że dźwiganie się z nich w sakramencie pokuty i pojednania umacnia nas, nasze rodziny i wspólnotę Kościoła. Pan Jezus ma moc w sakramencie!

„Zobaczcie jak jest dobrze przebywać razem z braćmi”. Te słowa to część charyzmatu Ruchu Światło-Życie. Oklepane? Nie, wciąż aktualne i żywe. Dzień wspólnoty przeżyty trzynastego dnia w sercu naszego Ruchu ubogacił nas swoją różnorodnością. Mogliśmy cieszyć się obecnością Oazy Dzieci Bożych, młodzieży, dorosłych, rodzin i osób konsekrowanych. Cóż za bogactwo Kościoła. Godzina odpowiedzialności tchnęła w nas odwagę do podejmowania czynów miłości wobec bliźnich.

Podsumowaniem każdego dnia na naszej oazie była wieczorna „synteza”, czyli czas dzielenia się tym, jak przeżyliśmy dzień jako wspólnota i każdy osobiście. Bogactwo tego punktu dnia było trudne do przecenienia. My nazwalibyśmy to czasem podnoszenia na duchu. I choć początkowe syntezy nie były łatwe, z dnia na dzień zobaczyliśmy jak Pan Jezus odmienia nasze myśli i postawy, jak odmienia nasze osobiste życie, w końcu nasze małżeństwa i rodziny. Ale czy można się dziwić, kiedy w każdym momencie dnia czy to poprzez Eucharystie, katechezy, spotkania w grupie, śpiew albo wspólne świętowanie np. imienin i rocznic ślubów Bóg udzielał nam tak wielu łask.

„Dzień ukoronowania” posiada dwa ważne akcenty: godzina świadectwa i agapa. Każdy z tych momentów miał dla nas wszystkich szczególny dar budowania wspólnoty poprzez szczerość, otwartość i radość. Jeden dzień, a tak bardzo umocnił w każdym z nas poczucie wspólnoty i jedności. Ten dzień, to dzień ostatni, piętnasty. Od następnego dnia zaczęło się zdawanie egzaminu w środowiskach, do których wróciliśmy – „z wiary na jeden krok”.

Oaza Żywego Kościoła. Każdego z tych trzech słów doświadczaliśmy każdego dnia rekolekcji. W każdej chwili. Deo gratias! Bogu niech będą dzięki!

Dorota i Jacek Świdurscy

Droga Krzyżowa nie była dla mnie tylko wydarzeniem symbolicznym.

Nie znałam wcześniej głębszego znaczenia kamienia, który niosłam w dłoni i nie domyślałam się tego znaczenia, choć teraz wydaje mi się to takie oczywiste. W pewnym momencie drogi było trochę trudniej, bardziej kamienisto i stromo… I stało się dokładnie to, co ojciec Maciej potem powiedział: „Niesiemy, niesiemy i nie wiadomo po co to niesiemy, nie ma jak drugiemu pomóc, sobie brudzimy ręce”.

Córeczka Basi — Justynka — zaczęła trochę marudzić, więc Basia mówi do małej — podaj cioci rączkę a ciocia, czyli ja (byłam tuż obok) miałam w jednej ręce kamień, a w drugiej aparat fotograficzny więc udałam, że nic nie słyszę i zwolniłam odruchowo kroku. Jeszcze tylko usłyszałam — „to podaj wujkowi rękę” (nie widziałam, ale mam nadzieję, że wujek podał).

Dopiero po zakończeniu nabożeństwa dotarło do mnie to, co się wydarzyło. Basię przeprosiłam jak tylko spotkałam ją w stołówce, nazajutrz. I miłe było z jej strony jak powiedziała, że oczywiście „nie ma sprawy”. Może to była drobna sprawa ale takim sposobem coś do mnie z mocą dotarło (a mianowicie, że tkwię w grzechu po uszy).

Szczęść Boże wszystkim oazowiczom i dziękuję, że jesteście.

Ala

Na oazę nie przyjechałam z myślą, że chce w sobie coś zmienić, zbliżyć się do Boga. Chciałam zdobyć nowe znajomości zawrzeć nowe przyjaźnie. Ale nie sądziłam, że zawrę przyjaźń z Jezusem.

Na tej oazie Pan poprzez O. Macieja animatorów – Martę i Krzycha, a w szczególności namiot spotkania pokazał czym mam się kierować życiu.

Nauczył mnie, że jestem jego dzieckiem, które kocha i zawsze mogę do niego przyjść w chwilach smutku, albo gdy mam problem z podjęciem decyzji. Pokazał, że jestem słaba i grzeszna ale on bez względu na to jak źle postąpimy zawsze nam wybaczy, tak jak Piotrowi gdy wyparł się go trzy razy.

Nauczył mnie by go prosić „Proście, a będzie wam dane” oraz by wyrzucać z serca czarne i nie tylko zapełniać je białym ale także miłością do Jezusa jak robiła to Maria Magdalena.

Na rekolekcjach poczułam wielką siłę Bożą, że mnie kocha i, że zawsze tak było. Dlatego postawił na mojej drodze rekolekcje, by skierować ją w stronę Boga.

Ala Jarco

Przyjechałam na oazę, aby służyć razem z mężem jako animatorzy, aby podziękować Panu Bogu za 29 lat naszego trwania w Domowym Kościele. Moim pragnieniem było, aby bardziej przylgnąć do Pana Jezusa. To, że mieliśmy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie 24 godziny na dobę, że codziennie mogłam spotykać się z Nim na Namiocie Spotkania właśnie w takiej bliskości było odpowiedzią na moje pragnienie. Chwała za to Jezusowi.

Przyjechałam z oczekiwaniami i pewnością, że Jezus chce nadal mnie zmieniać. Tak też się stało. Było kilka momentów, w których Pan Jezus pokazał mi, że jestem słaba, że jest we mnie wiele egoizmu i pychy, ale że sobie poradzę. Tak, poradzę sobie ale z Jego pomocą. To w czasie homilii o. Macieja usłyszałam, że ja jestem słaba, ale Bóg jest wielki i przychodzi z pomocą moim słabościom.

Już na początku rekolekcji poruszyło mnie sformułowanie, abyśmy nie byli złodziejami łaski Bożej i dzielili się z innymi doświadczeniami działania Pana Boga w naszym życiu. Czułam, że te słowa są skierowane osobiście do mnie, ponieważ do tej pory ciężko przychodziło mi dzielenie, najczęściej milczałam. Od tego dnia starałam się dzielić moimi przeżyciami na syntezie i w innym momentach rekolekcji.

W 4 dniu rekolekcji w trakcie przyjęcia Pana Jezusa do swojego życia powierzyłam Chrystusowi te sfery mojego życia, z którymi nadal sama próbuję się szamotać. Wyznałam Jezusowi, że chcę aby był Panem mojego czasu, mojej pracy i mojego wypoczynku. Sama nie potrafię funkcjonować bez pośpiechu i ciągle jestem w niedoczasie. Ufam, że teraz będzie lepiej.

Za Zachariaszem (Łk 1,74-75) chcę powiedzieć:

…z mocy nieprzyjaciół wyrwanibez lęku służyć Mu będziemyw pobożności i sprawiedliwości przed Nimpo wszystkie dni nasze.Amen.

Elżbieta Karwasińska

Podjęliśmy z moją żoną decyzję o wyjeździe na Oazę po dłuższym okresie, kiedy nie uczestniczyliśmy w rekolekcjach 15-dniowych i mimo tej dłuższej przerwy zdecydowaliśmy się podjąć posługę jako animatorzy. Wiedziałem od początku, że nie będzie łatwo ale nie myślałem, że będzie aż tak trudno. Jak zwykle w takich sytuacjach, pojawiało się pełno spraw, których nie można było nie zrobić i ostatecznie nie udało mi się przygotować wszystkiego, co zaplanowałem przed Oazą. Miało to jednak swoje dobre strony, bo zmusiło mnie do bardziej intensywnej modlitwy i pracy, aby przygotować się do kolejnych spotkań, kolejnych dni i tak chyba jednak było lepiej bo mając przygotowane wcześniej konspekty spotkań, nie starałbym się aż tak bardzo, przygotowywać do spotkań i bardziej korzystałbym z czasu wolnego, co na pewno miałoby wpływ na jakość przygotowania spotkań.

Modlitwa osobista (Namiot Spotkania)

Wielkim darem była modlitwa osobista przed wystawionym Najświętszym Sakramentem w przeźroczystym Tabernakulum, widocznym z każdej strony. Możliwość przebywania i modlitwy w jednym pokoju z Jezusem dosłownie na wyciągnięcie ręki, 24 godziny na dobę. Chociaż mi najbardziej odpowiadał poranny czas o 630, kiedy ja mówiłem do Niego i On mówił do mnie i było to coś, co było mi najbardziej potrzebne na każdy rozpoczynający się dzień. Bardzo pomocne było to, jak ojciec Maciej pokazał jak może (powinien) wyglądać Namiot Spotkania. Mając to na żywo przed oczami, pozwoliło nadać zupełnie innej dynamiki modlitwie i uczyniło ją bardziej owocną, co miało ogromne znaczenie każdego dnia, jako jeden z elementów przeżywania Oazy i zawierzenia i powierzenia się Jezusowi.

Po Oazie pojechaliśmy jeszcze na kilka dni do Zakopanego i tam mieliśmy przedłużenie rekolekcji, bo mieliśmy noclegi u sióstr, u których była kaplica z Najświętszym Sakramentem. Codziennie uczestniczyliśmy w Eucharystii o 730 a przed Eucharystią, robiliśmy sobie od 700 Namiot Spotkania (aby nie wyjść z wprawy). I jak widać nie wyszliśmy bo po powrocie z wakacji ja kontynuuję moje spotkania z Jezusem w Namiocie Spotkania rano od 600 a moja żona jeszcze trochę wcześniej.

Modlitwa małżeńska

Od pierwszego dnia naszego małżeństwa, modlimy się razem na zakończenie dnia. Przez prawie 30 lat za wyjątkiem sytuacji, kiedy nie byliśmy razem ze względu na wyjazdy lub inne przymusowe sytuacje, zawsze klękaliśmy do wspólnej modlitwy małżeńskiej. Co jakiś czas odczuwaliśmy potrzebę, aby coś zmienić w naszej modlitwie, aby wyglądała ona inaczej. Skorzystaliśmy więc tym razem z przygotowanych tematów, podpowiedzi do modlitwy małżeńskiej i nasza modlitwa zmieniła się. Przygotowany na każdy dzień temat modlitwy poddał nam impuls, którego do tej pory brakowało. Modlitwa stała się żywsza, przestała być monotonna i odkryliśmy, że każdego dnia może wyglądać inaczej. Kontynuujemy ten sposób modlitwy i do każdej staramy się przygotować temat, myśl przewodnią, aby nasza modlitwa była skierowana ku temu. Odczuwamy, że nasze wzajemne relacje i relacje z Panem Bogiem pogłębiają się i pomimo tylu lat przeżytych razem nie ma mowy o rutynie czy przyzwyczajeniu.

Oddanie życia Jezusowi dwa razy

Czwartego dnia oddałem moje życie Jezusowi. Wprawdzie robiłem to już wiele razy, na Oazach, rekolekcjach, seminariach i na modlitwie osobistej ale tym razem odbyło się to przed krzyżem, patrząc w twarz Jezusowi wiszącemu na krzyżu. Głupio mi się zrobiło, że robiłem to wiele razy i za każdym okazywało się po jakimś czasie, że jakąś część pozostawiałem dla siebie, a Jezus patrzy na mnie… Oddałem Jezusowi również mój czas: w pracy, po pracy, cały mój czas, z którym wydawało mi się, że nie można nic zrobić… ale już teraz widzę, że mi się tylko wydawało. Jest inaczej. Wprawdzie nie na wszystko mam wpływ, szczególnie w pracy ale już jest lepiej.

Dziesiątego dnia przy odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych, przy możliwości ponownego oddania życia Jezusowi poczułem wezwanie, aby zrobić to jeszcze raz. I aby zrobić to razem z moją żoną. Czwartego dnia moja żona również oddała Jezusowi czas i była to ta sama sfera, z którą ja miałem problem, więc był to dobry powód, aby to zrobić razem. Wyglądało to trochę inaczej niż poprzednio bo tym razem weszliśmy za ikonostas, uklęknęliśmy razem przed Tabernakulum i będąc już tylko my i Jezus przypieczętowaliśmy to nasze wspólne i indywidualne przyjecie Jezusa do naszego życia podobnie jak uczyniliśmy to prawie 30 lat temu, kiedy udzielając sobie nawzajem Sakramentu Małżeństwa zaprosiliśmy Jezusa do naszego życia.

Dzień Pojednania

Chcę się podzielić radością jakiej doświadczyłem w dniu pojednania. Odchodząc po spowiedzi od konfesjonału tak poczułem niesamowitą lekkość i radość, że niewiele brakowałoby a zacząłbym podskakiwać z radości wracając do ławki. Moja żona widząc mnie wracającego spytała się „A co Ci tak wesoło?” „Bo Jezus mi przebaczył” odpowiedziałem. Ta radość tak mnie przepełniała, że nawet nie byłem w stanie dziękować za to przebaczenie, tylko się po prostu z tego cieszyłem. Na zakończenie o. Maciej wrócił z konfesjonału, podszedł do ambonki i powiedział: „Spowiadałem w tamtym konfesjonale po lewej stronie, i wiecie co wam powiem? Marni jesteście. Marni jesteście. I ja też jestem marny.” W tym momencie chciałem się wyrwać i zawołać, że „Jezus i tak nas kocha i że przebaczył nam nasze grzechy” ale ojciec Maciej właśnie to sam dopowiedział. Jezus, chociaż byśmy niewiadomo jak narozrabiali i nagrzeszyli, to i tak nas kocha i przebacza nam, jeżeli do Niego przychodzimy.

Być w jedności z Bogiem

Z jednej z homilii o. Macieja zapadła mi głęboko myśl o tym, jak ważne jest bycie w jedności z Bogiem oraz że nie jest łatwo wytrwać przy krzyżu. Jeżeli jednak jest spełniony jeden z poniższych warunków jest to możliwe.

– Trzeba wierzyć Słowu Bożemu,- Być wdzięczny za to, co Bóg uczynił w moim życiu,- W sercu musi mieszkać Jezus – serce musi być zajęte przez Niego i nie może być miejsca na nic innego,- Trzeba być przekonanym, że Jezus mnie kocha.

Po tej Oazie mogę potwierdzić, że jest to możliwe i to nie tylko dla niewiast.

W każdej możliwej sytuacji modliłem się oddając Bogu rekolekcje, owoce rekolekcji, mój czas, uczestników naszej grupy, wszystkich uczestników i aby inni przeżyli tę Oazę lepiej niż ja.

Dziękuję Bogu za wszystkie osoby z naszej grupy, za ich dzielenie się przeżyciami i doświadczeniami na spotkaniach, za naszą wspólna drogę, wspólne odkrywanie Jezusa w nas i tego jak nas zmienia.

Tomek Karwasiński

Na Oazę Nowego Życia I stopnia dla rodzin w ramach formacji permanentnej pojechaliśmy ponownie po wielu latach. Pełniliśmy na niej posługę pary animatorskiej, też nie pierwszy raz. Chcielibyśmy podziękować Panu Bogu, że nas wezwał do tej posługi. Mogliśmy w ten sposób na nowo przeżyć I stopień w nowym momencie naszego życia osobistego i małżeńskiego i z innym bagażem doświadczeń niż niegdyś. Dziękujemy także o. Maciejowi za ciągłą inspirację i zachętę do spotykania Pana Jezusa w Namiocie Spotkania oraz Dorocie i Jackowi, parze moderatorskiej za piękną służbę, dzięki której wszyscy mogliśmy spokojnie i w pełni uczestniczyć w rekolekcjach.

Ewa: Na nowo i w sposób szczególny przeżyłam działanie Pana Boga w czwartym dniu rekolekcji, gdy mieliśmy możliwość przytulenia się do krzyża Pana Jezusa i wyznania Mu, że On jest moim Panem i Zbawicielem. Wydarzenie to umocniło moją wiarę. Kolejne dwa dni oazy były dla mnie dniami duchowego osłabienia, braku koncentracji i wtedy, w siódmym dniu oazy na Eucharystii usłyszałam, że Pan Bóg przychodzi z pomocą, że daje nam sposoby na walkę z diabłem, na ochronę przed złem. Tym rozwiązaniem jest egzorcyzm. Podczas tej modlitwy odczułam radość, że Pan Bóg się o mnie osobiście troszczy i chroni przed złym. Wtedy też dostrzegłam, jak dobrze ks. Franciszek Blachnicki zaplanował program rekolekcji. Gdy w dziewiątym dniu oazy o. Maciej zaproponował ponownie taką modlitwę – tym razem o umocnienie wiary, nadziei i miłości – znów odczułam wielki pokój i radość, że Panu Bogu zależy na mnie, na mojej wierze. Modlitwę tę odebrałam też, jako troskę Kościoła o nas wierzących.

Wielką radością i dobrym przeżyciem na tej oazie była dla mnie modlitwa różańcowa w trakcie „Rozmów ewangelicznych”. W naszej grupie modliliśmy się na różańcu wolno, spokojnie, w skupieniu formułując dopowiedzenia do rozważanej tajemnicy. Chciałabym doświadczenie takiej modlitwy różańcowej przenieść na czas po oazie.

Co Pan Bóg we mnie zmienił? Pan Bóg pokazał mi moje zaniedbania dobra, z którymi w życiu codziennym sobie nie radzę i wskazał światło Słowa Bożego „beze Mnie nic nie możecie uczynić”(J 15,5). Proszę Pana Jezusa, aby dał mi „poznanie”, jak pracować nad tymi zaniedbaniami i aby uczynił mnie taką, jaką On chce mnie widzieć.

Jechałam na rekolekcje z pragnieniem, aby w tym czasie zbliżyć się do Pana Jezusa. Dzisiaj, gdy jest już po rekolekcjach, chcę podziękować Panu Jezusowi za to, że czekał na mnie, że mogłam przybliżyć się do Niego w Namiocie Spotkania, w modlitwie małżonków, w Eucharystii, we wspólnocie oazowej. Proszę Cię Panie Jezu pomóż, uzdolnij mnie, aby intencją mojej codziennej modlitwy była tylko miłość do Ciebie.

Jurek: Na tych rekolekcjach Pan Jezus obdarował mnie łaską radości i pokoju – doświadczyłem w sposób szczególny tych owoców Ducha Św. Już w pierwszych dniach rekolekcji odczułem radość ze sprawowanej posługi animatorskiej. Pełniłem już taką lub podobne posługi wcześniej na innych rekolekcjach i spotkaniach, ale często z poczucia obowiązku, lub aby nie odmawiać prośbom innych. Tu po raz pierwszy wyraźnie odczułem radość z możliwości pomocy innym jako animator oraz z przebywania wspólnie z pozostałymi małżeństwami wyznającymi takie same wartości oraz myślącymi podobnie.

W środkowej części rekolekcji, kiedy przeżywaliśmy tajemnice bolesne, Pan Jezus pozwolił mi także doświadczyć łaski pokoju wewnętrznego, rozumianego jako brak emocjonalnej reakcji na błahe rozproszenia i przykrości, których doświadczyłem. Takie sytuacje w przeszłości powodowały wewnętrzne wzburzenie, z których „długo wychodziłem”. W dwóch konkretnych sytuacjach na oazie Pan Jezus pokazał mi, że zachowania innych, które odebrałem jako przykre dla siebie, nie są warte, aby się nimi zajmować i w sposób wyraźny i bardzo szybki doświadczyłem wewnętrznego pokoju.

Wierzę, że oba te owoce Ducha Św. będą stale obecne w moim życiu osobistym, małżeńskim i rodzinnym oraz w pełnieniu posługi na rzecz Ruchu.

Pragniemy jeszcze wspólnie podziękować za dar modlitwy małżeńskiej, w której na nowo odkrywaliśmy bogactwo i znaczenie sakramentu małżeństwa. Stając codziennie przed Bogiem, przedstawialiśmy nasze intencje modlitewne, dziękując za ten sakrament i powołując się na jego moc. Chwała Panu Jezusowi.

Ewa i Jurek Józefczykowie

 Przed wyjazdem na rekolekcje nie miałam konkretnych oczekiwań, natomiast silną wiarę, że nasze uczestnictwo w nich jest Bożą wolą i częścią Bożego planu wobec naszej rodziny. To przekonanie trwało przez cały czas rekolekcji także w czasie przeżywania trudności. Trudność była w zasadzie tylko jedna, trwająca jednak właściwie cały czas – ze względu na intensywność programu mieliśmy zdecydowanie zbyt mało czasu dla siebie (między małżonkami i dla dzieci), a doskwierało nam to tym bardziej, że na co dzień mąż pracuje w innym mieście.

Szczególnym darem była dla mnie szkoła modlitwy. Dostrzegłam także, jak mało na co dzień korzystam z daru, jakim jest Duch Pocieszyciel. Stąd moje postanowienia – wytrwałości i wierności na codziennej modlitwie osobistej oraz codziennej modlitwy do Ducha Świętego.

Kolejnym wielkim darem była dla mnie wspólnota – służba organizatorów – to zawsze robi na mnie wrażenie i zaczęłam regularnie prosić Pana Boga, żeby i naszą rodzinę poprowadził na drogę służby.

Radością i umocnieniem była dla mnie modlitwa wspólnoty za siebie nawzajem: codzienna intencja (zaproponowana przez ojca), żeby inni przeżyli te rekolekcje lepiej niż ja, modlitwa za siebie podczas podchodzenia do komunii (z gestem położenia ręki na ramieniu osoby idącej przed) oraz modlitwa wspólnoty za osoby składające świadectwo podczas dnia wspólnot w Krościenku.

Także świadectwo i postawa Piotra – wdowca z trójką dzieci, jego zawierzenie i oddanie się Jezusowi pomaga mi bardziej otwierać się na Bożą miłość.

W relacji małżeńskiej i rodzicielskiej zaczęliśmy znów okazywać sobie miłość, cierpliwość, łagodność i akceptację przede wszystkim w powszednich czynnościach, o czym w pędzie codzienności nazbyt często zapominaliśmy.

Pan Bóg zadbał też o nasze ziemskie potrzeby – w naszym wypadku czas małżonków dla siebie nawzajem, żeby budować i umacniać naszą relację. Tydzień po rekolekcjach zupełnie niespodziewanie i zdawałoby się w sposób niemożliwy otrzymaliśmy kilka „miodowych” dni.

Namiot spotkania praktykuję dopiero od oazy, a Słowo Boże bardzo konkretnie odpowiada na moją codzienność. Mam pragnienie udziału w kolejnych rekolekcjach.

Za to wszystko chwała Panu Jezusowi.

Ania Matkowska

 

„Wydajcie więc owoce godne nawrócenia” Łk 3,8

Zachęcona Słowem, które otrzymałam w ostatnim dniu rekolekcji,  chciałabym podzielić się swoim świadectwem.

Potrzebę rekolekcji formacyjnych 15-dniowych nosiłam w sobie od dawna, bo moja więź z Panem Jezusem zaczęła słabnąć, więc czułam przynaglenie do odnowienia moich z Nim relacji. Możliwość uczestnictwa w nich omadlałam od momentu zapisania się. Mimo wielu trudności otrzymałam tę łaskę i 3. sierpnia znalazłam się w Szlachtowej na OR I st.

Każdy przeżyty tam dzień był wielkim błogosławieństwem i niespodzianką, jaką przygotował dla mnie Pan Bóg. W każdej chwili dnia i nocy, kiedy tylko czułam taką potrzebę, mogłam z Nim rozmawiać w kaplicy adoracji, gdzie czekał na mnie w Najświętszym Sakramencie. Już w pierwszym dniu dotarło do mnie, że Jezus zna mnie po imieniu i jestem dla niego najważniejsza, jedna jedyna. W 4-tym dniu odważyłam się przytulić do ukrzyżowanego Chrystusa, aby po raz kolejny w moim życiu powiedzieć Mu, że jest moim Panem i Zbawicielem, że Jemu poświęcam swoje życie i tylko On może nim kierować. Zrozumiałam, że za tą decyzją muszą iść moje czyny; że ta decyzja wzywa mnie do postawy całkowitego zaufania Jezusowi – to On jest Skałą, na której buduję moje życie. Od tej chwili muszę uważniej wsłuchiwać się w Jego Słowo i Jego wolę wobec mnie. Stałam się bardziej czujna, aby nie przegapić obecności Jezusa w każdej chwili dnia, w spotykanych osobach, w rozmowach z nimi.

Odkryłam również, jaką łaską jest dla naszej wspólnoty obecność kapłana i sam sakrament kapłaństwa. Dla nas świeckich kapłan jest niosącym Chrystusa.

Mam świadomość również, że diabeł nie daje za wygraną i w każdej chwili walczy o mnie, o każdego z nas. Im mocniej staram się przylgnąć do Pana Boga, tym jego ataki stają się podstępniejsze. Walka z nim nie jest łatwa. Muszę walczyć chociażby o to, aby móc głośno świadczyć o działaniu żywego Boga w moim życiu.

Na rekolekcjach znalazłam również sposób, aby wielbić Pana Boga, tego zawsze brakowało w mojej modlitwie, a mianowicie odkryłam głębię tekstów pieśni. Przez nie mogłam mocniej dziękować mojemu Panu, za to co zrobił i robi dla mnie. Śpiewając w scholi doświadczyłam mocnego działania Ducha Świętego.

Mój powrót po rekolekcjach do codzienności był trudny. Tam wyraźnie czułam się otulona miłością Jezusa. Przez 15 dni żyłam w świecie i ze wspólnotą, dla której najważniejszy jest Jezus Chrystus. Powoli próbuję ułożyć sobie życie na nowo według Bożych drogowskazów, uczę się odczuwać Jego Miłość w mojej codzienności. Dalej staram się być czujna, aby nie przegapić owoców tych rekolekcji i niespodzianek, które zapewne jeszcze na mnie czekają.

Codziennie dziękuję Panu Jezusowi za wszystkich posługujących, którzy odpowiedzieli „tak” na Jego wezwanie i przygotowali te rekolekcje. Dziękuję za o. Macieja, którego Pan Bóg postawił na mojej drodze. Dziękuję za mojego męża Jurka, z którym 25 lat temu powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”, za łaskę wytrwania w sakramencie małżeństwa, za to, że kiedy było nam bardzo ciężko, to Jezus wyciągnął do nas pomocną dłoń poprzez naszą wspólnotę. Dziękuję za nasze dotychczasowe życie, za to, że ten nasz jubileusz małżeński 25-lecia mogliśmy przeżywać właśnie na rekolekcjach. Wierzę, że te przeżycia pozwolą nam wzmocnić i ożywić naszą miłość oraz nasze relacje. Chwała Panu Jezusowi!

Anna Sobczuk

 Narodzić się na nowo

W dniach od 3 do 19 sierpnia 2013 uczestniczyłam wraz z mężem Darkiem w rekolekcjach I stopnia w Szlachtowej, organizowanych przez archidiecezję wrocławską.

Nigdy wcześniej nie byłam na żadnych rekolekcjach i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Jesteśmy po pierwszym roku pilotażu.

Nasze małżeństwo było w ciężkim kryzysie. Mówiłam, że po ludzku to jest niemożliwe, żeby udało się je naprawić. Chciałam gdzieś przed tym uciec, żeby nie cierpieć, nie zatracić do końca swojej wrażliwości. Momentami nie chciało mi się żyć, zamykałam się w sobie, straciłam radość życia, traciłam nadzieję. Nie wyobrażałam sobie mieszkać w jednym pokoju z mężem i nie chciałam jechać. Wcześniej próbowaliśmy terapii u psychologa – też bezowocnej. Jednocześnie gdzieś głęboko wierzyłam, że Pan Jezus jest jedyną drogą ratunku i muszę spróbować. Nie pokładałam wielkich nadziei w rekolekcjach, bo wiedziałam, że to nie jest żadna terapia małżeńska tylko rekolekcje formacyjne Domowego Kościoła ale para moderatorów swoją postawą pełną troski, miłości i dobroci umocniła mnie oraz moja wiarę w Pana Jezusa. Mówiłam, że jak to nam pomoże to będzie cud. I tak się stało. Teraz mogę powiedzieć, że WIELKIE RZECZY MI PAN UCZYNIŁ i że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Były dni trudne, ale wtedy zawsze przychodził Pan Jezus z pomocą w słowie, spowiedzi i modlitwie.

Na rekolekcjach rozpoczęliśmy modlitwę małżeńską – nigdy wcześniej nie modliliśmy się razem i bez Bożej pomocy byłoby to trudne. Odbyliśmy dialog małżeński – trochę burzliwy ale najważniejsze, że powstało zobowiązanie. Przeprowadziliśmy kilka poważnych rozmów, mogliśmy dotykać tematów, które wcześniej wywoływały tylko agresję. Potrafiliśmy się pojednać przed sakramentem pokuty – nigdy wcześniej nie przepraszaliśmy się przed spowiedzią, ale teraz wiem, jak bardzo jest to potrzebne. Po spowiedzi zapanował całkowity pokój w moim sercu.

Po rekolekcjach mieliśmy jeszcze tydzień urlopu i to był nasz „miodowy tydzień” i za to CHWAŁA PANU JEZUSOWI!

Rekolekcje dały mi też dużo mocnych przeżyć duchowych:

– codzienne spotkanie i szczególna bliskość z Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie – dar nieoceniony. Teraz z perspektywy czasu doceniam jakie to było ważne,- przyjęcie Pana Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela, które odbyło się w czasie specjalnego nabożeństwa adorując krzyż – każdy indywidualnie jak chciał, jak umiał, jak potrzebował – często płynęły łzy,- modlitwy egzorcyzmu nad każdym małżeństwem osobno – tak potrzebne, aby szatan nie wkradał się między nas,- sakrament pokuty i pojednania przeżyty wspólnotowo, po odpowiednim przygotowaniu o. Macieja – nigdy wcześniej nie miałam takiego pokoju w sercu po spowiedzi,- odnowienie przyrzeczeń małżeńskich,- Droga Krzyżowa i przygotowanie rozważań (stacja XIII stała się „naszą stacją”).

Bardzo cenne były dla mnie nauki ojca Macieja w czasie konferencji i homilii oraz Szkoła Modlitwy przedstawione w sposób konkretny i prosty, zapadające w pamięć i serce – często do nich wracam i z nich korzystam. Czuję niedosyt rekolekcji i chętnie już pojechałabym na następne.

Wychwalajmy Pana bo jest dobry, bo Jego miłosierdzie trwa na wieki!

Dorota Korczak

 

Od naszych wspólnych rekolekcji minęło już trochę czasu i tak się zastanawiałem czy pisać to moje świadectwo. Właśnie siedzę przed komputerem i proszę Ducha Świętego, aby dał mi siłę i mądrość, by się z Wami szczerze podzielić swoim przeżyciem tych naszych rekolekcji w Szlachtowej. Dziękuję ojcu Maciejowi za te czasami ostre ale zarazem piękne słowa czy to na szkole modlitwy czy w głoszonych homiliach. Teraz wiem jakim jestem chrześcijaninem i jak mało wiem o nieskończonej miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa do nas ludzi i jak niewiele trzeba Mu ofiarować, by być Jego przyjacielem.

Jak to czasami bywa w małżeństwie, są chwile słoneczne, pochmurne a czasami bardzo burzowe. W moim małżeństwie coraz więcej było burz związanych z ciągłymi pretensjami mojej żony, w moim rozumowaniu bezsensownymi. Od chwili zapisania się na rekolekcje w Szlachtowej, żyłem nadzieją, że może to się zmieni, że te rekolekcje pomogą nam. Jeszcze około tygodnia przed wyjazdem na rekolekcje, moja żona oznajmiła, że nie pojedzie ze mną, – „było źle!”. Zacząłem sam się zastanawiać, czy te rekolekcje mają w naszej sytuacji jakiś sens i czy tylko nie zostanie mi wstyd. Wiem, że modlitwa i Pan Jezus sprawił także przez Dorotkę i Jacka (parę moderatorską), że moja żona zaczęła się pakować do wyjazdu w piątek wieczorem. Wyobraźcie sobie, że przez prawie całą podróż z Wrocławia do Szlachtowej ze sobą nie rozmawialiśmy, tylko myśl jak to będzie? Jak się okazało, dzięki rekolekcjom wróciłem do początków swojego chrześcijaństwa.

Podczas rekolekcji, dzięki Namiotowi Spotkania twarzą w twarz z Panem Jezusem zacząłem rozważać to, co Pan Jezus mówi, a nie tylko czytać Jego słowa. Teraz wstaję o 515, aby się spotkać z Panem Jezusem i już wieczorem przed snem zaznaczam sobie strony w Piśmie św. aby rano nie tracić na to czasu. Utkwił mi w pamięci obraz, kiedy wyznałem przed krzyżem, że Jezus Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem kiedy drewniana postać Pana Jezusa jakby obejmowała mnie swoimi ramionami łzy mi popłynęły. Mój udział w drodze krzyżowej na tę górę gdzieśmy się wspinali – wszystkie rozważania każdej stacji i w końcu symbole naszych grzechów, kamienie z którymi był kłopot przy przejmowaniu krzyża, co z nimi zrobić – też był bardzo ważny. Tak sobie myślę, że jednak jest łatwiej wyrzucić kamień, niż wyrzucić z siebie grzech, chociaż sakrament pojednania w Krościenku naprawdę mi pomógł, bo pierwszy raz przed spowiedzią przebaczyliśmy sobie z żoną.

Chcę nawiązać jeszcze do dialogu małżeńskiego, który choć w naszym przypadku był jednostronny, pozwolił mi słuchać. Pan Jezus dał mi to wszystko w jednym dniu, rozmowę z o Maciejem, dialog małżeński i sakrament pojednania.

Hasło tego roku brzmi: „Narodzić się na nowo” i myślę, że tak jest w moim przypadku, że rodzę się na nowo, choć życie płata różne nieprzewidziane figle. Ojciec Maciej na początku rekolekcji powiedział, że nie liczy się to co minęło, ani to co ma być jutro, ale to co tu i teraz. Jeszcze raz dziękuję ojcu Maciejowi, Dorotce i Jackowi, dziękuję naszym animatorom, szczególnie Ewie i Jurkowi i Wam wszystkim, z którymi razem przeżywaliśmy te rekolekcje w Szlachtowej.

Darek Korczak

 Trudno opisać słowami przeżycia z rekolekcji.  Z jednej strony brak odpowiednich słów, które mogłyby te przeżycia w sposób należyty opisać, z drugiej nie sposób opisać wszystkich przeżyć, gdyż było ich wiele. Wspomnę parę najistotniejszych próbując je opisać.

Ogromne znaczenie dla mnie miała, obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie (dzięki Ojcu Prowincjałowi i Ojcu Moderatorowi) przez cały czas trwania Oazy 24 godz/dobę. Dostępność, możliwość spotkania i adoracji Boga w każdym momencie – wpływała na wzrost wiary i miłości do Boga, rozbudzała też tęsknotę za Nim. Codzienny namiot spotkania mogłam przeżywać przed Najświętszym Sakramentem, a także kilkakrotnie modlitwę małżeńską.

W czwartym dniu rekolekcji mieliśmy możliwość przyjęcia Pana Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela co uczyniłam. Akt ten był świadomy i głęboki. Wcześniej już raz przeżyłam ten akt ale w formie zbiorowego przeczytania formuły przyjęcia, natomiast teraz przez przytulenie Krzyża i przyjęcie Pana Jezusa własnymi słowami oddając Mu wszystkie sfery życia. Forma przyczyniła się do głębszego przeżycia tego aktu.

Dużym przeżyciem była dla mnie modlitwa egzorcyzmu odmawiana dwukrotnie podczas rekolekcji przez Ojca Moderatora nad moją rodziną. Tydzień poprzedzający rekolekcje byliśmy poza domem i w trudnej sytuacji pod względem wiary, gdzie czuliśmy na co dzień działanie złego. Po przyjeździe również odczuwaliśmy walkę duchową, ja też podczas modlitwy, gdzie modlitwa wydawała się pozbawiona sensu, jałowa. Czułam, że ta modlitwa egzorcyzmu była potrzebna mi i mojej rodzinie. Jak również błogosławieństwo dla mojej rodziny, którego udzielił nam Pan Jezus pod postacią Najświętszego Sakramentu poprzez ręce kapłana.

Na rekolekcjach miałam okazję przeżyć Drogę Krzyżową, w górach, gdzie odrzuciliśmy kamienie symbolizujące nasze grzechy. Kamienie dźwigane bez sensu, brudzące ręce, przeszkadzające, choć po pewnym czasie człowiek się do nich przyzwyczaił… ja odrzucając swoje uważnie na nie patrzyłam jak lecą, chciałam dobrze zapamiętać ten moment zerwania z grzechem. Rozważania do jednej ze stacji Drogi Krzyżowej przygotowywałam z moją rodziną, gdzie wspominaliśmy konkretnie grzechy naszej rodziny. Już na drugi dzień w czasie wolnym, na górskim szlaku widać było w rodzinie inną atmosferę – pomimo trudów wędrówki, chęć wzajemnej pomocy w niesieniu plecaka, życzliwość dzieci wobec siebie, cierpliwość. Widać, że te odrzucone dzień wcześniej na Drodze Krzyżowej „grzechy” nie wróciły. Owoce tej Drogi Krzyżowej trwają do dziś.

Jednym z głębokich przeżyć był Dzień Wspólnoty w Krościenku – Eucharystia celebrowana we wspólnocie z innymi oazami. Było nas dużo (ponad tysiąc…?) a trwaliśmy w jedności na modlitwie. Ważnym momentem tego dnia było złożenie przeze mnie, przez męża i naszej 15-letniej córki deklaracji wstąpienia jako kandydat do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Opierałam się temu do niemal ostatniej chwili, czując że potrzebuję jeszcze czasu, żeby dojrzeć do tej decyzji. Ale ze względu na przemyślaną już decyzję córki, i wsparcie ze strony męża, podjęłam się tego zobowiązania tuż przed uroczystym momentem składania deklaracji, wiedząc że tylko swoim przykładem mogę najbardziej wyrazić co myślę o decyzji córki. Zresztą kołatało mi się w głowie, kto kogo tu wychowuje – tym razem ona nas rodziców. Opory, jakie czułam właściwie odkryły mi tam w Krościenku moją słabość – nie byłam tego świadoma wcześniej. A pokonanie tej słabości przyjęłam ze łzami radości.

Szczególne znaczenie miała dla mnie na Oazie szkoła modlitwy, gdzie dowiedziałam się wielu nowych ważnych rzeczy dotyczących Namiotu spotkania oraz modlitwy małżeńskiej. Dzięki planowi dnia, wiedzę zdobytą w teorii, od razu można było zespolić z praktyką. Dowiedziałam się na przykład, że najważniejszym owocem modlitwy jest wierność modlitwie oraz jaka jest różnica między modlitwą wspólną a małżeńską. Zarówno Namiot Spotkania jak i modlitwa małżeńska są obecne w moim życiu już w czasie porekolekcyjnym. Pielęgnuję postanowienie wierności modlitwie z czym miałam problem przed rekolekcjami. Modlitwa rodzinna, też stała się poprzez czas rekolekcji i teraz w czasie po rekolekcjach, bardziej szczera i otwarta, płynąca z serca.

Rekolekcje były błogosławionym czasem, jestem wdzięczna Bogu za ten czas i ludzi, których postawił tam na mojej drodze, szczególnie za posługujących.

Chwała Panu Jezusowi!

Iwona Delinac

 Dziękuję Bogu, za to że dane mi było uczestniczyć w rekolekcjach. Ostatnie dwa lata były dla mnie i dla mojej rodziny bardzo trudne. W naszej rodzinie pojawiło się maleństwo, które wywróciło nasze, dotąd poukładane życie, do góry nogami. Między mną, a moim mężem coś zaczęło szwankować. Wiem, że było to związane ze stresem i ogromnym zmęczeniem. W naszym życiu mało uczestniczą dziadkowie, więc nasz synek towarzyszył nam zawsze i wszędzie. Nie mieliśmy takiej możliwości, aby podrzucić dziecko do dziadków i zrelaksować się. Musiało to w końcu odbić się na naszym małżeństwie. My kompletnie nie mieliśmy dla siebie czasu. Diabeł działał. Bardzo skutecznie.

Wszelkie propozycje wyjazdu na rekolekcje zbywaliśmy. Nie chciałam jechać, bo gdzieś tam w środku czułam, że to nie będą wakacje, takie jak dotąd – plaża, słońce, wypoczynek i całkowicie wolny umysł od często głębokich myśli. Diabeł więc działał. Skutecznie.

W końcu jednak zdecydowaliśmy się na wyjazd. Nie mieliśmy innego wyjścia. Wiedzieliśmy, że tylko z łaską Boga możemy uporządkować nasze małżeństwo i naszą rodzinę. Nie mieliśmy nic do stracenia. Nie liczyłam na wiele. Chciałam tylko, aby między nami znowu zapanowała jedność. Bóg miał dla nas plan i wylał na nas swoją łaskę. Tak bardzo pragnął dla nas dobra i miłości. Nie interesowało nas, gdzie pojedziemy, a do tej pory taka rzecz była niemożliwa, gdy planowaliśmy wakacje. Gdy pojawiała się pierwsza możliwość pojechania na rekolekcje, stwierdziliśmy, że jedziemy. Nawet nie sprawdziliśmy, gdzie dokładnie znajduje się Szlachtowa. Diabeł próbował jednak dalej działać i nas zniechęcać. 2-3 tygodnie przed wyjazdem nasz synek zaczął dostawać ataków histerii bez powodu. Zastanawiałam się nad tym, że jeżeli tak to ma wyglądać, to ja nie chcę tak jechać, bo co sobie inni pomyślą. Próbowaliśmy także zasięgnąć u innych informacji, jak wyglądają rekolekcje. Bóg jednak zechciał, że nikt w tym czasie nie miał dla nas czasu, aby się z nami spotkać i omówić tą sprawę. Jednego jestem pewna, gdybyśmy wiedzieli, jak to będzie wyglądać, na pewno byśmy zrezygnowali, nawet tracąc zaliczkę. Zresztą jadąc do Szlachtowej, ustaliliśmy z mężem, że jak nam się nie spodoba, to wyjedziemy. Na miejscu zaskoczyło nas miejsce. Jestem osobą lubiącą porządek i czystość. I nawet w tym diabeł nie przeszkodził mi, jak to wygląda. Jadąc zwykle na wakacje, pokoje w takim standardzie nas nie interesowały. Łukasz przyniósł jednak walizki (nie dało się uciec, bo przywitali nas na miejscu już inni), a ja je po prostu rozpakowałam. Nic mnie nie denerwowało. Nawet plan rekolekcji, który zobaczyłam. Z perspektywy czasu, dziękuję Bogu za ten plan. Jedyny czas wolny jaki mieliśmy, przeznaczony był na drzemkę naszego synka – Adasia. Dzięki temu jednak, chcąc nie chcąc, musieliśmy spędzić ten czas razem w pokoju. Zaowocowało to tym, że mieliśmy czas dla siebie, czas na szczerą rozmowę. Wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy. I co ważne, wiele chcieliśmy siebie zmienić na lepsze.

Łaska Pana Boga była dla nas dużo większa. Z każdym dniem uświadamiałam sobie, jak ważna jest jedność małżeńska. Niby to takie oczywiste, ale teoria jest zawsze łatwiejsza, niż praktyka. Duża w tym też zasługa o. Macieja, który bardzo to podkreślał, jak ważna jest zgoda w małżeństwie. Nie wiem i nie potrafię tego wytłumaczyć racjonalnie, ale rekolekcje uświadomiły mi, że mój mąż jest moim darem od Pana Boga, bo 13 lat temu postawił go na mojej drodze i jeżeli tak się stało, to był to najlepszy wybór z możliwych, bo tak zdecydował Pan Bóg. Dziękuję Panu Bogu codziennie w modlitwie małżeńskiej i osobistej za Łukasza, za to że jest, bo jest to cudowny człowiek, o czym czasami wcześniej zapominałam albo nie chciałam pamiętać. Dziękuję o. Maciejowi za odnowienie sakramentu małżeństwa, za to, że mogliśmy doświadczyć tego wzruszającego przeżycia dzień przed naszą 7 rocznicą ślubu. Dla mnie jest to niezapomniane wrażenie. Dziękuję za uświadomienie mi, jak powinna wyglądać modlitwa małżeńska, która wnosi wiele dobrego w nasze życie. Mogę podczas tej modlitwy podziękować mojemu mężowi za wiele rzeczy, dostrzec ile jest w nim dobra i chęci. Mogę też wiele dobrego usłyszeć od niego, a to buduje i wzmacnia. Naprawdę wielka siła jest w modlitwie. Wcześniej tego nie praktykowałam i nie doceniałam, bo też nie mogłam, nie znając tego i nie widząc owoców. Dziękuję za praktyczne informacje, jak powinien wyglądać namiot spotkania. Nie jest to łatwa forma spotkania z Bogiem, ale bardzo pomaga i uspokaja. Wiem też, jak ważna jest systematyczność i trwanie w modlitwie. Zdarzają się dni, że nie mam sił lub po prostu mi się nie chce modlić, ale wiem, że nawet cisza podoba się Panu Bogu.

Będąc na rekolekcjach zobaczyłam jak piękna potrafi być bezinteresowność innych ludzi. Dzięki temu staram się być lepsza, to mnie buduje. Teraz już wiem, że można coś zrobić dla drugiego człowieka i nie żądać niczego w zamian. Staram się już nie kalkulować. Tego muszę się jednak nauczyć, ponieważ w moim rodzinnym domu nie nauczyłam się tego. Dziękuję wszystkim ludziom za pomoc, której doświadczyliśmy podczas tych rekolekcji. Dziękuję o. Maciejowi za ogrom wiedzy, którą zechciał się ze mną podzielić. Jego surowość mnie przerażała, ale dobry ojciec musi też karcić. A to, co zyskałam, znaczy dla mnie bardzo wiele. Zyskałam pewność, że Pan Bóg mnie kocha, a moja wytrwałość w modlitwie sprawi, że to o co proszę, uzyskam. Dziękuję Dorocie i Jackowi za dobre zorganizowanie rekolekcji i za pomoc w opiece nad Adasiem.

Jednego jesteśmy pewni, opłacało się i na pewno nie były to nasze ostatnie rekolekcje. To nie był łatwy czas, ale owoce są piękne. Dobro zdobywa się niestety ciężką pracą. Nasze życie i nasze małżeństwo to ciężka praca każdego dnia, nie można odpuścić nawet na chwilę. Otrzymujemy w zamian piękną zapłatę, w postaci miłości i jedności z Bogiem, z małżonkiem, z rodziną.

Chwała Panu Jezusowi.

Karolina

 

Szczęść Boże!

Przeżycie oazy zaowocowało u mnie wielkim pokojem i radością.

Ostatni rok był dla naszej rodziny „chodzeniem po granicy niemożliwości” z powodu ciężkich doświadczeń; poważnych chorób, bardzo ciężkiej, niekończącej się pracy u Danusi – mojej żony – (od rana do ok. 1-ej w nocy), braku pracy u mnie, ciągle psującego się samochodu i jeszcze wielu innych.

Powinienem też powiedzieć, że równocześnie (zgrało się to dokładnie z rozpoczęciem Roku Wiary) zacząłem służyć prawie codziennie do Mszy Św., do naszej wspólnoty przyszedł o. Maciej. Zaczęły się katechezy o modlitwie, „Rekolekcje w życiu codziennym” i szczególny sposób prowadzenia. Zaczęła się dla mnie wielka „przygoda” z Panem Bogiem.

W czasie naszych trudnych doświadczeń Pan Jezus nieustannie wspierał naszą rodzinę. Ciągle też spływały jakieś pieniądze: to ze zleceń, to z 13-tki itd.

Jednak pomimo, że Pan Jezus nieustannie pokazywał, że o nas pamięta, czasem w niesamowity sposób – chyba dwa razy zepsuł się nam samochód, kiedy już wróciliśmy z wyjazdu (zepsuł się po prostu pod domem, a nie gdzieś na trasie), to straciłem wiarę, że w tych najważniejszych kwestiach dotyczących naszego bytu (praca, pieniądze) może się coś zmienić, że Pan Jezus odpowie na nasze modlitwy. Bo przecież modlimy się w tych sprawach od dawna!

Pragnę powiedzieć, że w czasie rekolekcji bardzo pomogły mi te wszystkie słowa, które o. Maciej powiedział o modlitwie, o kochającym Panu Jezusie. Odzyskałem wiarę w skuteczność wytrwałej modlitwy. Nauczyłem się (chociaż trochę) jak modlitwę praktykować, a przede wszystkim zacząłem (na modlitwie) słuchać Pana Boga.

I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Bóg (pomimo mojej wiedzy, że jest samą Miłością) był od dzieciństwa dla mnie przede wszystkim „Bogiem sprawiedliwym”, ale już to zaczynam widzieć i przeżywać, że wszystko, co dostaję od Pana Jezusa, jest z miłości i tylko z miłości.

Od powrotu z naszej Oazy Pan Jezus pozwala mi się do Siebie jeszcze bardziej zbliżyć w czasie Eucharystii, tym bardziej, że służę przy ołtarzu. Ze swojej strony staram się służyć i modlić (przy ołtarzu) maksymalnie na ile mnie stać, ale przed wakacjami miałem takie okresy, że (nie wiem czy to wpływ alergii, może braku snu) kompletnie nie mogłem się skupić na przeżywanych treściach, czułem się jak bym był w innym wymiarze, ledwie mogłem czytać i służyć.

Może to jest to, o czym mówił o. Maciej; że Pan Bóg wynosił mnie na inny, wyższy wymiar kontaktów z Nim, w którym uczucia i pocieszenia nie są najważniejsze, ale liczy się wierność i wytrwałość. Aktualnie łatwiej mi już się skupić w czasie Eucharystii, Pan Jezus daje mi też mocne „Światła” o tym, co się Tam dzieje, w Czym uczestniczę. Mam więc bardzo silne przeświadczenie, że każda Eucharystia jest (dla mnie) wielkim wylaniem Ducha Świętego i od mojego w Nią zaangażowania i otwarcia zależy to, jak Pan Bóg będzie mógł mnie „napełnić” Swoim Duchem.

Mocno mnie też poruszył fragment Ewangelii opowiadający o pewnym faryzeuszu, który gościł Pana Jezusa. Jednak postacią, która została podana przez Jezusa za dobry przykład był nie on, ale kobieta prowadząca wcześniej „grzeszne życie”. Ta kobieta obmyła Jezusowi nogi swoimi łzami, wytarła „włosami swej głowy”, nieustannie całując, a potem namaściła je drogocennym olejkiem, „ponieważ bardzo umiłowała”.

Zachowanie tej kobiety jest dla mnie jak szaleństwo, a przecież ta właśnie postawa spodobała się Panu Jezusowi. I myślę, że Pan Bóg pragnie, abym tak właśnie Go miłował. Chwała Panu Jezusowi!

Maciek Lesiak

 Kiedy słuchaliśmy ojca Macieja na SZKOLE MODLITWY dowiedziałam się jakie są etapy modlitwy. Kiedy odniosłam je do siebie, do mojego Namiotu Spotkania zauważyłam braki. Kiedy czytałam Słowo Boże skupiałam się na zrozumieniu Go i konfrontacji z moim życiem. Często brakowało kolejnego etapu modlitwy czyli działania, czyli realizacji postanowień jakie wynikają ze zrozumienia i konfrontacji. Nie było zbyt wielu owoców moich spotkań ze Słowem Bożym. Trwałam w winnym krzewie, ale nie owocowałam. Jeśli zdarzyło się że podejmowałam postanowienia to nie byłam wytrwała w działaniu, w realizacji. Pośpiech i zagonienie w życiu nie sprzyjały  działaniu, które miało  na celu rozwój duchowy i pracę nad postanowieniami.

CHCĘ TO ZMIENIĆ. Wiem że sama niewiele zdziałam. Jezus powiedział, że jeśli będziemy w Nim trwać to przyniesiemy owoc obfity, żebyśmy prosili a otrzymamy. Wierzę, że Jezus chce nam dawać. Trwać w Jezusie dla mnie to starać się o jak najczęstszą łączność z nim w Sakramentach, na modlitwie, w spotkaniu za Słowem Bożym.

Proszę Cię Panie o to, by Twoje Słowo zmieniało mnie skutecznie, bym potrafiła na Nie odpowiedzieć wytrwałym działaniem.

Małgosia Pałka

 

 

 

 

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba