Siać niepokój – świadectwo z Akademii Ewangelizacji

Branie i dawanie

Etap brania w Oazie jest fajny. „Braniem” określam w Ruchu etap formacji. Wtedy chłonie się wiele treści, przyjmuje świadectwo animatorów, moderatorów. A przede wszystkim spotyka się Jezusa. On z kolei daje nam wszystko: całą swoją miłość, całego Siebie. Tak, branie jest fajne. Nawet wygodne.

P1460365

A co z dawaniem? Mogę to opisywać jedynie na swoim przykładzie, każdy przecież odczuwa i przeżywa inaczej. Dla mnie „branie” trwało dopóty, dopóki się formowałam. A kiedy wróciłam z III stopnia, usłyszałam: „To teraz dawaj”.

I może coś źle przeżyłam, może źle przyswoiłam jakieś treści, ale etap dawania mi się nie spodobał. Czułam się zmuszona, sądziłam, że się do tego nie nadaję. Przez lata starałam się dawać, ale dziś widzę, że od początku było to skazane na porażkę. Pewnych podstawowych spraw nie da się przeskoczyć. Jeśli nie opanuję jednej lekcji, nie zrozumiem drugiej.

P1460373

Ewangelizacja

Ewangelizacja leży u podstaw dawania czegokolwiek z siebie innemu człowiekowi. Przyjęłam Jezusa jako Pana i Zbawiciela? Oczywiście. To pierwszym i naturalnym krokiem powinno być pragnienie wyjścia do brata i siostry z nowiną o miłości Boga do mnie i do nich.

A ja ewangelizować nie cierpię. Wstyd się przyznać, ale tak jest. Paniczny strach, zniechęcenie, wycofanie, milczenie – to były dotychczasowe moje reakcje na pomysł głoszenia innym Ewangelii. I to w różny sposób. Nie trudno się chyba domyślić, że porzuciłam funkcję animatora, zaczęłam się bronić przed nią rękami i nogami. Ale już najgorszym, co mogłoby mnie spotkać, była ewangelizacja uliczna.

Dobrze, że Bóg mnie kocha! Już od mojego poczęcia miał plan na to, jak załatwić moje teraźniejsze problemy. Co jakiś czas zachęcał, posyłał ludzi, swoje Słowo. A w styczniu 2017 r. użył chyba wszystkich dostępnych sposobów jednocześnie.

Jacek Giełda

Zadanie

I poddałam się. Kiedy dowiedziałam się, że u oo. Dominikanów odbędzie się Akademia Ewangelizacji, wspólne dzieło wielu ruchów katolickich Wrocławia, pomyślałam najpierw: „Super sprawa! Tak, wielu ludzi powinno się wybrać” – i myślałam oczywiście o INNYCH ludziach. Ale zbyt wiele spraw w życiu zbiegło się wtedy, bym przeoczyła, że ta Akademia jest specjalnie dla mnie.

nauczanie Jacka

Niecałe trzy dni, seria konferencji i modlitwy, uwielbienie, uwielbienie i jeszcze raz uwielbienie Boga – tego potrzebowałam. I Bóg potrzebował konkretnie tego czasu, tego miejsca w moim życiu, by wreszcie pewne treści do mnie dotarły, bym je zrozumiała i przyjęła całym sercem.

P1460401

Przy wsparciu i ludzkim (Bogu dzięki, że dał takich, a nie innych prelegentów oraz że „wysłał ich po dwóch”), i Maryjnym (stres chwycił mnie w sobotę wieczorem i gdyby nie Szlachetne Naczynie Próśb Naszych, w niedzielę bym się już na Akademii nie pojawiła), i Bożym – bo On to wszystko sprawił i zorganizował – poszłam! I nadziwić się do tej pory nie mogę, że miałam w sobie tyle spokoju, że trafiłam akurat na Rafała, który poszedł ze mną ewangelizować, a był dla mnie niewiarygodną pomocą; i że udało mi się powiedzieć wreszcie porządnie świadectwo – po ludzku to niemożliwe, ale na szczęście dla Pana to nie problem.

Szlachetne Naczynie Próśb Naszych

W trakcie niedzielnej homilii, o. Norbert Oczkowski OP wspomniał, że w Piśmie Świętym jest napisane o oskarżeniu, jakie wniesiono przeciw św. Pawłowi i jego towarzyszom, gdy po prostu szli i pełnili wolę Bożą, brzmiało ono: „Ci ludzie sieją niepokój w naszym mieście”. Więc jeśli następnego dnia napiszą w gazetach, że grupa ludzi wyszła na ulice i siała niepokój, to będzie znaczyło, że dobrze wypełniliśmy swoje zadanie.

uwielbienie

Czy się nam to udało? Nie wiem. To jest nasze zadanie, ale owoce pozostawiam Panu. Wiem za to, że mogłabym tu jeszcze pisać i pisać o tym, co mnie najbardziej dotknęło ze słów, które usłyszałam, ale to i tak tylko słowa. Gdyby Pan nie zadziałał, gdyby nie dotknął mojego serca, próżne byłyby wysiłki prelegentów, próżne moje przychodzenie na Akademię. Dociera do mnie, że wszystko ma w Nim swój początek i Jego plan w ten czy inny sposób zostanie zrealizowany. A ja nic nie muszę. Wystarczy, że zaufam i zacznę żyć Jego Miłością. Niby wiedziałam to zawsze, ale kolejny raz się przekonałam, że Słowo Boga jest zawsze aktualne, jest żywe i prawdziwe: „Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37, 4-5).

Agnieszka

wysłał ich po dwóch

Fotografie:

(1, 2, 5) – Jacek Giełda

(3, 4, 6, 7, 8) – Galilea

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba