Siódmy list z Karagandy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

A po rosyjsku: Слава Иисусу Христу! Tym zwrotem najczęściej pozdrawiam tutaj ludzi przy kościele, na ulicy (oczywiście, tych, których znam, i którzy wiedzą, co odpowiedzieć) czy nawet domowników: przy posiłkach, na korytarzu. W Polsce najczęściej używa się tego zwrotu witając kapłana lub siostrę zakonną, ale tutaj jest to element edukacji z naszej (powiedzmy: „kościelnej”) strony, bo wielu parafian jeszcze tego nie przyswoiło. Choć muszę przyznać, iż mnie nawet odpowiada, gdy usłyszę coś typowo „świeckiego” na powitanie, jak zwykłe „cześć” lub „dzień dobry”. Tłumaczę się, że potrzebuję niekiedy usłyszeć coś normalnego, a niektórzy śmieją się, że chyba w takim razie jestem niewierząca.

Na początku chcę serdecznie przeprosić za taką zwłokę z kolejnym listem. Niestety, nieustannie brakuje mi czasu lub chęci, by usiąść i wreszcie coś napisać. A przez ostatnich kilkanaście dni w domu w ogóle nie było internetu – problemy już nie były tylko domowe, ale dotyczyły Karagandy. Z powodu silnych wiatrów złamała się główna antena nadawcza i od sieci odcięta była duża część miasta. Ale już wszystko gra, zatem śpieszę Wam donieść o tym, co piszczy w Karagandzie.

Uzbierało się tego sporo i postanowiłam wszystko podzielić na dwa listy.

odpust

Za nami dosyć ważne wydarzenie. Świętowaliśmy nasz престольный праздник, czyli innymi słowy odpust parafialny. Przypomnijmy – 13 maja, Matki Bożej Fatimskiej. Dzień ów wypadł w tym roku w poniedziałek, normalny dzień roboczy. Żeby większa ilość parafian mogła z nami świętować, odpust zaczęliśmy już w niedzielę. Po uroczystej Eucharystii przenieśliśmy się do krypty (z powodu deszczu). Tam był czas na wspólną zabawę i rozmowy, dla dzieci i dorosłych. Muzyka, tańce, zabawy, posiłek.

batuta

Ksiądz proboszcz ściągnął nawet batutę. Nie umiem nawet opisać słowami, co to takiego, dlatego załączam obrazek. Generalnie, jak tylko pogoda się poprawiła, dzieci miały na czym się wyskakać; większości nie przeszkadzało nawet, że swoimi ubrankami wchłonęli całą wodę po deszczu.

 balchaszprzy wyjeździe z Bałchasza

Kilka dni wcześniej mieliśmy okazję pojechać większą ekipą do Bałchasza, miasta na terytorium naszej diecezji, odległego od Karagandy o ok. 370km. Dzięki gościnności parafii p.w. św. Franciszka z Asyżu mogliśmy połączyć pracę (ks. Janusz wziął ze sobą naszego gościa, p. Zbyszka z Renovabis, instytucji wspierającej m.in. różne inwestycje budowlane, które tu rozpoczęto; należało przypatrzeć się postępom, pomyśleć nad dalszym rozwojem) z odpoczynkiem: trochę w mieście, a trochę w górach.

gory

Jeśli już mowa o górach – nasza zdobycz z daleka wyglądała niepozornie, nawet ja sądziłam, że osiągniemy szczyt w kilka godzin. Ale wyprawa zajęła nam prawie cały dzień. Z drugiej strony, naszą radość ze zwycięstwa umniejszyli trochę mali przyjaciele: komary. Albo raczej – niewiarygodnie duża chmara komarów, która towarzyszyła nam mniej więcej od połowy trasy. Dzień upalny, więc: albo idę odważnie (a przy mnie komary), albo nakrywam się kurtką/bluzą (i nie jestem aż tak kąsana, lecz jest mi potwornie gorąco). Wybrałam drugi wariant. Na szczyt weszłam, ale już dawno się tak nie cieszyłam, gdy wreszcie z góry zeszłam.

gora

1 maja wypadło ważne święto kazachskie: день единства народа Казахстана, co można przetłumaczyć dosłownie jako dzień jedności narodu/ludu Kazachstanu. Bo choć mówi się (jeżeli dobrze pamiętam), że w Kazachstanie ludność składa się obecnie z ponad 120 narodowości, to jest to już jeden naród – naród Kazachstanu.

parada

Na placu głównym Karagandy miała miejsce parada, później zaś był czas na prezentację tańców różnych krajów, których przedstawiciele wciąż żyją w Karagandzie. Z Aniką byłyśmy na części głównej, ale tańca Polaków nie doczekałyśmy, gdyż obowiązki w domu wzywały, a Polaków umiejscowili dosyć daleko w całej kolejce tancerzy.

tance

Jedną z atrakcji w tym dniu były stoły, na których można było znaleźć tradycyjną kuchnię danego kraju. Także Polska miała swój stolik.

polski

stolik polskistolik1

stolik2

stolik3

stolik4

stolik5

A 9 maja Kazachstan świętuje день победы. To sowiecki dzień zwycięstwa nad faszyzmem. W parku tuż przy naszej katedrze (który swoją architekturą i pomnikami jest właśnie temu poświęcony) można było podobno zobaczyć sprzęt wojskowy, czołgi etc. A wieczorem – pokaz sztucznych ogni. Wybrałam się na to ostatnie, choć nie do samego parku. Z wieży kościelnej miałam doskonały widok, bo miejsce – „w pierwszym rzędzie”.

9 maja pokryły się dwa święta. Otóż, był to kazachski Dzień Zwycięstwa, ale w KK w Kazachstanie przypadło również Wniebowstąpienie. Tak się złożyło (w tym roku, oczywiście). Dopiero od tego roku postanowiono, by Wniebowstąpienie obchodzono w KK Kazachstanu równo w 40 dni od Zmartwychwstania.

Maj był miesiącem niezwykle umuzykalnionym. Nasza Kasia zadbała o to, by nie zabrakło koncertów. Jednym z ważniejszych stał się koncert na orkiestrę symfoniczną i organy. Niezwykłe połączenie, warto było posłuchać.

Do koncertu przygotowania trwały dużo wcześniej; zwłaszcza, iż zwykle wstęp do kościoła jest wolny. Tym razem jednak filharmonia zdecydowała się na sprzedaż biletów. Przeliczono, ile średnio osób mieści się w ławce, ile krzeseł należałoby dostawić. Zainteresowanie było tak duże, że koncert odbył się dwa razy.

Dzieci rozpoczęły wakacje, co dla nas oznacza sezon obozów (czyli „łagrów”). Młodzież pojedzie raczej z parafią z Majkuduka; katedra zaś organizuje obóz dla dzieci.

Na pewno teraz będzie się działo przy parafii nieco mniej, ale kolejny list postaram się przesłać pod koniec czerwca.

Dziękuję za Waszą modlitwę i cierpliwość, i pozdrawiam serdecznie!

Z Bogiem!

Agnieszka Wałkiewicz

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba