Świadectwa z ewangelizacji ulicznej we Wrocławiu

Na ewangelizacji ulicznej w czwartek, 19 maja zaszczyciła nas najmłodsza uczestniczka – Karolinka, 11 lat (na zdjęciu poniżej – pierwsza z lewej). Mianowaliśmy ją na Rycerkę Chrystusa 🙂

Jacek Giełda

?

 

Chciałabym podzielić się doświadczeniem żywego Boga na ulicy! Tym, że upomina się o ludzi i podpowiada im, że JEST.

3 marca spotkaliśmy się w grupie około 10-osobowej pod pręgierzem w rynku. Tego dnia byłam w parze z Teodorem. Po dwóch dłuższych rozmowach zobaczyliśmy młodego chłopaka, który opierał się o murek, paląc papierosa. Podeszliśmy do niego, a on wysłuchał początku kerygmatu i zadał kilka pytań. Kiedyś był wierzący, ale po bierzmowaniu przestał chodzić do Kościoła. Przeszkadzali mu źli księża, brak autentyczności w Kościele, ale słuchał bardzo uważnie i zdecydował się przyjąć modlitwę zawierzenia Panu Jezusowi. Nie chciał modlić się na ulicy, ale obiecał, że zrobi to na osobności, bo otrzymał takie „combo informacji”, że musi o tym wszystkim pomyśleć na spokojnie w domu. Miał jeszcze wiele pytań, dlatego wziął od kleryka kontakt 🙂 Stwierdził, że nasze spotkanie nie było przypadkowe, ponieważ tuż przed rozmową zakończył pewną znajomość. Uznał, że to może był dla niego jakiś znak. Kiedy modliliśmy się na zakończenie pieśnią „O wychwalajcie Go wszystkie narody”, przyłączył się do nas jakiś chłopak. Jak później wyjaśnił, właśnie wracał z rozmowy kwalifikacyjnej i szukał miejsca, w którym mógłby się napić. W międzyczasie został zaproszony na striptiz, ale odmówił i kręcąc się po rynku znalazł nas śpiewających. Śmialiśmy się, że my również zapraszamy, ale do czegoś zupełnie innego. Został z nami, by porozmawiać.

Bóg sam działa. My jesteśmy tylko słabymi narzędziami. On sam otwiera serca i posyła Ducha! Usłyszałam od Niego wiele niesamowitych słów, a On na tym nie poprzestaje. Ma dla nas o wiele więcej i chce, żeby powiedzieć to także innym 🙂

Zuzia

(od lewej) Staszek, Zuzia i Jacek

(od lewej) Staszek, Zuzia i Jacek

 

Dzisiaj doświadczyłam szczególnych owoców modlitwy za dzieło ewangelizacji. Wszystkie spotkane osoby były bardzo otwarte i chętnie z nami rozmawiały, pomimo tego że padał deszcz. Pan Jezus przychodzi w lekkim powiewie i upomina się o nas. To było widać, kiedy spotkaliśmy młodego człowieka, który po 6 latach bycia w służbie liturgicznej ołtarza odszedł z Kościoła. Do tego jeden z członków rodziny nieustannie przypomina mu o miłości Bożej. W tych okolicznościach spotkał nas i stwierdził, że ciągle słyszy o Bogu, i to go denerwuje. Jego negatywne uczucia przeważały nad decyzją zawierzenia swojego życia Chrystusowi. Rozmawiał jednak z nami aktywnie i zabrał słowa modlitwy do domu 🙂

Inny napotkany mężczyzna z Ukrainy był agnostykiem. Nie wiedział czy Bóg go kocha. Wysłuchał kerygmatu i stwierdził, że to zbyt proste – przyjąć Chrystusa, nawiązać z Nim relację i doświadczać Jego Miłości. Zrobił jednak pierwszy krok – przyjął Zbawiciela 🙂

Dwie młode dziewczyny, które w jakimś stopniu doświadczały miłości Bożej, także uznały na ulicy Jezusa jako swojego Pana.

To tylko połowa z napotkanych osób. Pozostałe rozmowy także były owocne. W czasie ewangelizacji spotykam dużo ludzi, którzy często są zamknięci na nasze słowa. Tym razem było inaczej, bo “nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże i wtedy dom jego ograbi.“ (Mk 3,27). Modlitwa, to nasz oręż na mocarza. Teraz jest jej więcej niż zwykle.

Kasia

Jacek,Kasia i Staszek

(od lewej) Jacek, Kasia i Staszek

 

W dniu 10 marca 2016 roku wraz z Jackiem uczestniczyliśmy we wrocławskiej akcji ewangelizacyjnej „Katolicy na ulicy”. Po wspólnej modlitwie do Ducha Świętego i powierzeniu się wstawiennictwu Maryi wyruszyliśmy przed siebie.

Po kilku nieudanych próbach rozmowy z ludźmi trafiliśmy na młodego mężczyznę po Politechnice o imieniu Piotr, który z uśmiechem wyraził chęć rozmowy z nami. Po dłuższym dialogu okazało się, że Piotr jest ochrzczony, ale nie wyznaje wiary w osobowego Boga. Wierzy w nadludzką, bezosobową siłę. Poinformował nas też, że chce wystąpić z Kościoła Katolickiego, żeby nie być utożsamianym z żadną religią. Wyznał, że jedyne, w co wierzy, to nauka. Powiedział nam, że gdyby okazało się po śmierci, że Bóg jest, to nie chciałby mieć nic wspólnego z takim Bogiem, który nie dał mu doświadczyć swojej obecności. Jacek dał mu świadectwo o doświadczeniu żywej obecności Jezusa w swoim życiu. Podczas rozmowy zauważyliśmy, że Piotr z jednej strony mówi o braku doświadczenia obecności Boga, ale z drugiej strony nie chce otworzyć się na miłość Jezusa i swoją postawą mówi Bogu „NIE”. Rozmowa z nim trwała bardzo długo i opierała się głównie na wymianie argumentów naukowych na temat istnienia lub nieistnienia Boga. Jacek zaproponował mu, żeby obejrzał film „Bóg nie umarł”. Na koniec rozmowy Jacek zapytał, czy Piotr zgodzi się, żebyśmy się za niego pomodlili. Zgodził się 🙂 więc zaprosiliśmy Ducha Świętego do jego życia, poprosiliśmy, żeby wypełnił go swoją obecnością i miłością, i żeby uzdrowił wszystkie zranienia, które zamykają jego serce na Boga. Pojawiła się radość, jako potwierdzenie, że Duch Święty był obecny i działał pośród nas 🙂

Chwała Panu!

Ilona

 

W przeddzień Środy Popielcowej (9.02.2016 r.) umówiliśmy się z Dominikiem – odpowiedzialnym za Diecezjalną Diakonię Ewangelizacji w Archidiecezji Katowickiej – na spotkanie we Wrocławiu przy okazji jego służbowego przyjazdu do naszego miasta. Jako że obydwaj uczestniczymy w ewangelizacjach ulicznych, każdy u siebie, zarówno w Katowicach, jak i we Wrocławiu, postanowiliśmy nie tylko podzielić się naszymi doświadczeniami ewangelizacyjnymi, ale także wyruszyć na ulice Wrocławia z Dobrą Nowiną.

Pełni zapału udaliśmy się więc w pobliże Hali Targowej, gdzie często rozpoczynamy naszą ewangelizację uliczną w określonych dniach tygodnia. Tuż koło hali zauważyliśmy dwóch chłopaków w wieku szkoły średniej (Maćka i Artura, który pochodził z Żor ze Śląska), którzy właśnie przystanęli przy ławce z zamiarem rozmowy przy piwie, które w ilości 6 szt. umieścili na ławce. Podeszliśmy i rozpoczęliśmy rozmowę. Byli trochę zaskoczeni tematem rozmowy, który zaproponowaliśmy, ale zgodzili się i usłyszeli już na wstępie, że Bóg ich kocha, takimi jakimi są. Jednak jeden z nich spytał czy w trakcie rozmowy mogą pić piwo i czy mogą zapalić papierosa. W głowie przemknęła mi myśl, że to przecież nie wypada w tak doniosłym momencie głoszenia Ewangelii, ale powiedziałem co innego, że nam nic do tego i nie przyszliśmy tu po to, aby ich oceniać, bo od tego jest Bóg, tylko mówić im o miłości Pana Boga do człowieka. Inicjatywę w tym momencie przejął Dominik, tłumacząc dlaczego jednak my tej miłości nie doświadczamy, używając różnych porównań, między innymi porównał stan grzesznika do brudnych naczyń zalegających w zlewozmywaku i robiących bardzo nieprzyjemne wrażenie dopóki ich nie umyjemy. Teraz właśnie usłyszeli, że to właśnie Jezus ma moc nas zbawić, wymyć z tych „brudów” i wyzwolić z niewoli grzechu. Ma moc przemienić nasze życie, jeśli tylko pozwolimy Mu na to, zapraszając Go do swojego życia. Spytaliśmy w tym momencie czy są ludźmi wierzącymi w kontekście tego, co usłyszeli. Tak – brzmiała odpowiedź. Więc zaproponowaliśmy im wyznanie wiary i przyjęcie Pana Jezusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela. Kiedy się zgodzili i zapraszali w sposób nieoczekiwany Pana Jezusa do swojego życia, ja patrzyłem raz na nich, a raz na to ich niewypite piwo i myślałem: Jezu, zabierz im to wszystko i skieruj ich na drogę życia. Po modlitwie zaprosiliśmy ich na spotkanie wspólnoty w pobliskim kościele św. Wojciecha u Dominikanów w najbliższy czwartek, po czym uścisnęliśmy sobie dłonie i odeszliśmy.

Uszliśmy zaledwie 50 m i spotykamy dziewczynę (Olgę), w wieku (po)studenckim, która przyjechała do Wrocławia ze … Śląska, z Żor. Jakież było nasze zaskoczenie, ale przecież przypadków nie ma. Dziewczyna od razu zadeklarowała się jako wierząca, ale z uwagą wysłuchała kerygmatu i przyjęła Pana Jezusa do swojego życia z radością. My także się cieszyliśmy. Było to dla niej nowe doświadczenie wiary. Jej także zaproponowaliśmy wspólnotę.

Zrobiło się późno, więc odprowadziłem Dominika na dworzec, gdzie zaraz po 19:00 odjechał do Katowic. Spotkanie z Dominikiem i nasze wspólne wyjście ewangelizacyjne było bardzo owocne, można powiedzieć, że byliśmy świadkami kolejnych cudów, jakich dokonuje Jezus w sercach ludzkich, nie tylko osób ewangelizowanych, ale także w naszych. Są to chwile, które nas budują i wzmacniają naszą wiarę, ale także dają pogodę ducha i błogosławią nasze życie oraz działania. Owoce naszej pracy na niwie Pana są na razie przed nami zakryte, ale myślę, że z nie jedną osobą z tego grona prędzej czy później się spotkamy i będziemy razem wychwalać Pana.

Jacek Giełda

?

(od lewej) Jacek i Dominik

 

 

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba