Świadectwa z OR I st. w Przesiece

Rekolekcje w Przesiece były dla mnie pierwszymi, podczas których naprawdę odkrywałem duchowość małżeńską, do której prowadzi Domowy Kościół. Odkrycie to dotyczyło zwłaszcza zrozumienia, że celem praktyk pobożnych przyjętych w zobowiązaniach jest nie co innego, ale jedność małżeńska, a przez nią jedność z Bogiem. Zalecenie, aby znajdować Boga w małżonce, otwarło mnie na doświadczenie, zdumienie się i zachwycenie Duchem Świętym przychodzącym pod postacią żony i żoną udzielającą charyzmatów Ducha Świętego; na przykład, tak pocieszającej nauki jak ta: „siedź i czekaj na poruszenia”.  Za owoce tych rekolekcji, które spożywam w zwykłych chwilach małżeńskiej goryczy i słodyczy, niech będzie pochwalony Bóg, podobny w swej istocie do małżeństwa.

Olgierd Pankiewicz

Na rekolekcjach w Przesiece pierwszy raz posługiwaliśmy z mężem jako animatorzy. ‎Bałam się trochę i spodziewałam raczej trudów niż radości, ale Pan Jezus zaskakiwał mnie na każdym kroku: pięknem przyrody, bogactwem treści jakby przygotowanych specjalnie dla mnie, ale przede wszystkim radością wspólnego z mężem działania, modlitwy, obmyślania tego, czym się dzielić z innymi, i odkrywania Bożych natchnień.

Jeszcze raz przez dialog małżeński Pan Jezus zapewnił mnie o swojej miłości ‎i dał odwagę, żebym zawierzyła Mu swoją codzienność. Od rekolekcji, mimo burz, ciągle na nowo oddaję Panu moje zwykłe czynności i szukam Jego prowadzenia. Uczę się powoli nie działać z bezwładności, tylko podejmować wysiłek zrobienia czegoś dobrego.     Chwała Panu Jezusowi!

Anna Pankiewicz

 

Do wspólnoty DK należymy od wakacji 2015 roku. Mamy trzech synów w wieku 26, 12, 11 lat. W związku małżeńskim jesteśmy od 27 lat. O rekolekcjach DK dowiedzieliśmy się od naszej pary prowadzącej krąg (Renata i Konrad). Decyzję  o udziale w rekolekcjach podjęliśmy spontanicznie. Ja byłem po raz pierwszy na tego typu rekolekcjach. Ela w okresie swojej młodości wyjeżdżała na oazy. Od rekolekcji oczekiwaliśmy polepszenia relacji w naszej rodzinie i relacji między każdym z nas a Bogiem (większej otwartości, ufności, miłości, wytrwałości i lepszego zrozumienia tego, co Bóg do nas mówi). A mówi, tylko nie zawsze słyszymy.

Nasze (moje i Eli) doznania i odczucia z rekolekcji są podobne. Uznajemy ten czas za błogosławiony pomimo niektórych trudności i przeciwności. Dzięki łasce Pana i Jego opiece nasze niespełnione oczekiwania potrafiliśmy potraktować jako rzecz drugorzędną.

Codzienna Jutrznia jako modlitwa wspólnotowa rozpoczynająca dzień była dla nas radosnym doświadczeniem przywitania naszego Boga. Doznawaliśmy łaski poprzez to, że oto Bóg daje nam kolejny dzień. My przyjmujemy ten dar z wdzięcznością i oddajemy się Panu, aby nas prowadził. Jutrznia pokazywała nam siłę i moc modlitwy wspólnotowej.

Pozostałe zajęcia były źródłem wiedzy o tym, co robić, a czego unikać w dążeniu do poznania Boga i wskazówką, jak odczytać i realizować Boży plan. To takie bardzo ogólne informacje o doświadczeniach z rekolekcji dla nowicjuszy.

W szczególny sposób rekolekcje pogłębiły naszą wiedzę o mocy, wielkości i błogosławieństwach płynących z sakramentu małżeństwa. Bóg jest z nami na tyle, na ile tego pragniemy i na ile Go zapraszamy do naszych serc. Ważne jest to, na ile jako małżeństwo otwieramy drzwi Chrystusowi. Bóg jest spoiwem naszego związku. Tworzymy jedność i jeśli nawet każde z nas poszłoby w swoją stronę, to sakrament małżeństwa gwarantuje nam nierozerwalność związku. Odkryliśmy, że sakrament małżeństwa ma niewyczerpane pokłady błogosławieństwa. Bóg pragnie naszego dobra i jest gotów tego dobra nam udzielać. Od nas oczekuje tego, abyśmy przy Nim trwali. Jako małżonkowie i jedno ciało jesteśmy współodpowiedzialni za nasze zbawienie. Cenną informacją dla nas była konieczność modlitwy małżeńskiej. Dotychczas nie znaliśmy Archanioła Rafała. Dzięki rekolekcjom jest już naszym dobrym znajomym i każdego wieczora rozmawiamy z Nim właśnie w modlitwie małżeńskiej. Mamy z Elą potrzebę i pragnienie dzielenia się z innymi małżeństwami doświadczeniem wielkości sakramentu małżeństwa. Mówimy o tym przy każdej możliwej okazji naszym znajomym małżeństwom. Chcemy to robić na większą skalę. Również dlatego piszemy to świadectwo.

Nowym doświadczeniem i doskonałą formą dbałości o kondycję naszego związku jest dialog małżeński. Raczkujemy w tej dziedzinie, bo odbyliśmy tylko jeden dialog, ale mamy pewność, że jest wspaniałą drogą do budowania związku opartego na Bożym fundamencie. Wiele w naszym małżeństwie jest do poprawienia, ale mając w życiu za przewodnika Jezusa, jesteśmy „skazani na sukces”.

Zaskoczeniem dla nas był sposób, w jaki Bóg pokazał nam podczas tych rekolekcji, jak bardzo jesteśmy słabi i jak daleko możemy odejść od właściwej drogi, mając poczucie i przekonanie, że to, co robimy, jest słuszne. Odczytujemy to jako przestrogę dla nas na naszą dalszą drogę rozwoju duchowego. Doświadczenie to dowodzi, że wykładnikiem rozwoju naszej duchowości i gotowości służenia nie jest czas bycia we wspólnocie, ilość odbytych rekolekcji i stopnie formacji, ale trwanie przy Chrystusie i nasza otwartość i gotowość do realizacji planu Boga, a nie naszego.

Mamy z Elą doświadczenie bycia we wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym (2 lata)  i w Szkole Nowej Ewangelizacji (1 rok). Poprzez uczestników rekolekcji DK w Przesiece Bóg powiedział do nas (do mnie i Eli, ale i wszystkich tam obecnych), że każda wspólnota, która służy do realizacji pogłębiania wiary i poddania się woli Boga w służbie drugiemu jest dobra. Jeżeli fundamentem każdej z istniejących wspólnot jest Jezus, to nie ma wspólnoty lepszej ani gorszej. Próba porównywania jest bezzasadna i może prowadzić jedynie do podziału, rozłamu i nie służy jedności Kościoła, na którego czele stoi jeden i ten sam Bóg w Trójcy Jedyny. Z bogactwa wspólnot chrześcijańskich należy czerpać i przekazywać doświadczenia, ubogacając się wzajemnie.

Ja sam Boga w moim życiu poszukuję od 12 lat. Chciałem w końcu zmienić to, co naplątałem. Odkąd pamiętam, nie było niedzieli, żebym nie był na Mszy Świętej. Uważałem się za katolika. I tyle. Na pozór OK. Dopiero 12 lat temu odkryłem prawdę, że Bóg jest. Tylko nie w moim życiu. Moje pomysły na radość z życia okazały się chybione. Powiedziałem do Niego tak po prostu: „Pomóż mi, Jezu, bo sam nie dam dalej rady”. I od tej pory zaczęło się zmieniać wszystko to, z czym sobie nie radziłem. Widoczna była ciągła zmiana na lepsze. I tak jest do dzisiaj. Sakrament małżeństwa i wykorzystanie błogosławieństwa zeń płynącego przez moją żonę, która modliła się o łaski dla mnie, uruchomiło lawinę prezentów, jakie Bóg mi dawał. Już wtedy doświadczyliśmy z Elą mocy sakramentu małżeństwa. Bóg na mojej drodze życia stawiał i stawia ludzi i stwarza sytuacje, które mogą służyć mnie i innym. Potrzeba tylko mojego tak dla planu Boga. Dlatego też należymy do wspólnoty, żeby wzrastać w wierze, lepiej odczytywać swoje powołanie i na chwałę Pana dawać innym świadectwo o Jego Bożej chwale , mocy, wielkości, miłosierdziu i miłości.

Dziękujemy dobremu Bogu za wszystkie łaski, jakimi nas obdarza. Dziękujemy za możliwość rozwoju wiary przez wspólnotę DK, za przebyte rekolekcje i za każdego, kogo postawił na naszej drodze. Dziękujemy za możliwość dzielenia się naszymi doświadczeniami w tym świadectwie. Chwała Panu!

Ela i Jurek Kłósek z Otwocka

 

NACZYNIE

Był kwietniowy wieczór. Siedziałam w kościele na Mszy Świętej sprawowanej w mojej intencji w dzień urodzin. Trwającego właśnie kazania słuchałam z coraz większą uwagą.

Naczynia są różne, tak różne jak my sami. Mnogość form, materiałów i zdobień nie ma jednak znaczenia w obliczu faktu, że przeznaczeniem każdego z nich jest bycie napełnionym. Jesteśmy naczyniami dla Niego. Jeśli decydujemy się napełnić skarbem, to musimy zadbać o czystość naszych serc. Czyli… w te pędy do spowiedzi! Nie wiedziałam wtedy jeszcze, jaki prezent wynoszę ze swojej Mszy urodzinowej.

SERCE

Potrzeba wyczyszczenia naczynia z drobnych pyłków gniotła mnie na tyle, że dwa dni później klęczałam w konfesjonale. Spowiedź trwała kilka minut, nie było nauki, a jednak wracałam do domu lekka jak motyl. Wieczorem zaś usiadłam do Namiotu Spotkania. Dotychczas moje Namioty Spotkania były po prostu… moje. Spotykałam się z sobą samą, swoimi bieżącymi bolączkami i odmawiałam modlitwy, do których się zobowiązałam. Obecność Boga dostrzegałam często jak ślepiec. Tym razem miałam jednak potrzebę w pierwszej kolejności zwrócenia uwagi na Pana Jezusa.

W momencie, gdy to zrobiłam, poczułam Jego obecność we własnym sercu, dokładnie i anatomicznie rzecz ujmując. Dłuższą chwilę spędziłam na wychodzeniu ze zdziwienia. Myślałam bowiem dotąd, że w kontekście wiary serce jest jakimś symbolem.

Przyszedł mój mąż. Usadowił się z laptopem obok mnie, coś tam sobie stukał, a ja się dziwiłam: „ Pan Jezus tu jest, a Maciek robi coś na komputerze”.

MSZA ŚWIĘTA I REKOLEKCJE

Stała się moją codziennością. Nie tak od razu. Przyszła jednak w końcu refleksja: co zrobiłam z łaską, której doświadczyłam? Mogłam, z racji niestabilnej sytuacji zawodowej, a konkretnie – braku pracy, chodzić codziennie na Mszę Świętą. Postanowiłam zaczynać dzień od Mszy. Po około trzech miesiącach nadszedł czas wyjazdu na Oazę Rodzin pierwszego stopnia. Ale przedtem…

MURZYNKA

W pokoju mojego syna zamieszkała prawdziwa córka Afryki, czarna jak heban. Z okazji Światowych Dni Młodzieży postanowiliśmy przygarnąć pod nasz dach pielgrzyma, ale dysponowaliśmy tylko jednym miejscem. Do ostatniej chwili trwaliśmy w gotowości przyjęcia kogoś, choć znaliśmy procedury – pielgrzymów przyjmuje się co najmniej dwójkami. W końcu dostaliśmy wiadomość, że wszyscy już są rozlokowani.

W tym samym czasie Rose dzwoniła w panice z lotniska do swojego szefa. W ramach ŚDM Caritas wysłał swoich przedstawicieli z różnych państw. Wśród nich była również nasza Rozalka, która utknęła na lotnisku w swej wędrówce. Okazało się, że zawiodły wcześniejsze przygotowania i nie miała dokąd pójść. Wiadomość o niej dotarła do nas łańcuszkiem, między innymi przez Rzym.

BÓG PRZYGOTOWUJE

Któregoś wieczoru zostałyśmy same. Rose przyszła do mnie i powiedziała: „Mam przekonanie, żeby ci powiedzieć, że Bóg słucha twojego głosu”. Powtarzała to kilka razy. Teraz sobie uświadamiam, że użyła czasu w angielskim, który opisuje czynność wykonywaną aktualnie. A więc – Bóg trwa w słuchaniu naszego głosu. Później powiedziała: „Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo Jezus Cię kocha”. Również i te słowa powtarzała wielokrotnie.

Gdy wracam pamięcią do momentu, kiedy to mówiła, przypominam sobie, że opisywała to, co właśnie przeżywała. Miała nawet gęsią skórkę. Widziałam, że Rose doświadcza tej miłości, a ona się z niej wylewa. Pan przysłał posłańca z drugiego końca świata, aby powiedzieć mi o swojej miłości.

GOSPODARZ W PRZESIECE

Pomimo codziennego uczestnictwa we Mszy Świętej, do rekolekcji nie miałam zapału. Pakowałam się jak mucha w smole i wszystko mi się rozłaziło. Podniosła mnie myśl, że On jest gospodarzem tego czasu. Ta myśl nie była moim dziełem. Jedne z pierwszych słów, jakie do nas skierował ksiądz moderator, brzmiały: Jezus jest Gospodarzem tych rekolekcji.

 

PLAN

W trasie słuchaliśmy Radia Rodzina. Tuż przed utratą zasięgu usłyszałam króciutką audycję, której tematem był plan Boga względem człowieka: Mojżesz miał taką historię swojego życia, która przygotowała go do wypełnienia jedynego w swoim rodzaju zadania. Nikt inny nie mógł go zastąpić.

Temat drogi życia towarzyszył mi przed rekolekcjami i pojawił się na nich na samym wstępie. Zapadło mi w pamięć zdanie z kazania, że kto odrzuca Boży plan, ten siebie krzywdzi. Gdy pochyliłam się nad Pismem Świętym podczas Namiotu Spotkania, dane mi było Słowo: „a w zamiarach Twoich wobec nas nikt Ci nie dorówna”.

PRZETNIJ LINĘ

Kolejny Namiot Spotkania. Zobaczyłam ściankę wspinaczkową i akcesoria do wspinaczki. Usłyszałam w sobie: odetnij linę. Rozmyślałam potem nad tym obrazem i doszłam do wniosku, że chodzi o zaufanie. Jeśli jestem na ścianie w uprzęży i zabezpiecza mnie lina, to zaufanie jest tylko teorią. Gdy przecinam linę, rzucam się w zaufanie. Wyznałam Jezusowi, że chcę zaufać. Nie wiedziałam, jak to ująć i przyszły mi na myśl patyczaki. (Patyczaki przechodzą wylinki – zrzucają chitynowe pancerzyki, co umożliwia im wzrastanie.  Po wylince patyczak jest bezbronny). Powiedziałam Jezusowi, że chcę w relacji z Nim być jak patyczak po wylince – bez pancerza. Wszak On tak nas umiłował, że nie zasłonił się przed nami nawet w obliczu śmierci.

 

OŚCIEŃ

Dowiedziałam się, że mam w sobie oścień, który powinnam wykorzystać w dobry sposób. Przetrawiałam to długo i dotarłam w swoich rozważaniach do punktu, w którym stwierdziłam, że zaznaną krzywdę można podzielić na dwa elementy – wybaczenie i ranę. Oścień – ranę zaakceptowałam. Nie chcę, Panie, byś ją zabrał i wziął na siebie. Dosyć masz już ran. Wybaczenie na ten moment wydawało mi się nierealne.

CIEMNA DOLINA

Mniej więcej w połowie rekolekcji przeżyłam trudny czas poczucia niższości i własnej beznadziei. Popadłam w bezsilną apatię.

Nasze rekolekcje były otoczone kokonem modlitwy na długo zanim się rozpoczęły. Wróciłam do pionu i za to chwała Panu.

KOCHAM CIĘ

Maciek mówi mi tysiąc razy dziennie „kocham Cię”. A ja się bałam tym cieszyć. Bałam się, że ten zdrój się w końcu wyczerpie…

Wiem, że Bóg mnie kocha – wiem to rozumem, ale chciałam, by On powiedział to w moim sercu. Zamknęłam Pismo Święte bez odpowiedzi. Na drugi dzień odetkała mi się klapka. Usłyszałam w swoim sercu: Mówię ci „kocham cię” tysiąc razy dziennie, ustami twojego męża.

ŁASKA PO SZYJĘ

Kolejna Mała Grupa u kresu rekolekcji. Animator przynosi owoce ze swojego Namiotu Spotkania: „Bóg CHCE WAS OBDAROWYWAĆ, nie rezygnujcie do końca, proście o dary”.

Tematem Szkoły Modlitwy jest natomiast modlitwa wstawiennicza. Okazuje się, że na wieczór zaplanowana jest dla chętnych właśnie taka modlitwa.

Zgłosiłam swoją kandydaturę, ale jednocześnie zaczęła mnie drążyć rozterka. Nie wiedziałam, o które łaski prosić spośród tych, które wydawały mi się ważne. Bałam się, że mam za długą „listę”. Próbowałam to wyjaśniać, skutkiem czego jeszcze bardziej motałam się w przekonaniu, że zbyt wiele chcę. Z drugiej strony nie milkły we mnie słowa „Bóg chce was obdarowywać”. Te słowa zagłuszały całą resztę. W wolnej chwili siadłam do modlitwy. Usłyszałam, że mam otworzyć Pismo Święte. Położyłam palec na dwóch wyrazach, „śmietana i miód”. Bóg obiecał karmić tymi dobrami w krainie dotkniętej klęską. Uwierzyłam obietnicy. Poszłam prosić.

NOWE ŻYCIE

Bracia w Panu otoczyli mnie modlitwą. Był też przy mnie Maciek. W trakcie modlitwy zostałam zachęcona do wypowiedzenia słów wybaczenia względem tych, którym to wybaczenie byłam winna. W pewnym momencie usłyszałam wypowiedziane z mocą słowa „Nowe Życie!!!”.

Próbuję teraz ująć jakoś w słowa tamto doświadczenie, ale nie potrafię. Niech zatem wystarczy stwierdzenie, do którego dochodziłam wielokrotnie, że byłam jak ta kraina dotknięta klęską. Jak pustynia.

Wyszłam nowo narodzona. Pan Jezus dał mi nowe życie! Alleluja! Teraz będę obchodzić urodziny dwa razy w roku.

Po podzieleniu się tym podczas Godziny Świadectw, Pan potwierdził swoje dzieło świadectwem osoby, która oznajmiła mi Nowe Życie: „nie mogłem w sobie zatrzymać tych słów”. Ktoś inny z kolei, kto wychwycił wcześniej mój smutek, pierwszy zaczął oznajmiać mi mój uśmiech. Nie znaczy to, że dotychczas się nie śmiałam. Daje do myślenia, nie?

DZIĘKUJĘ

Dziękuję Bogu Ojcu za te rekolekcje.

Asia

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba