Szósty list z Karagandy

Kochani dolnośląscy oazowicze!

Христос воскрес! Воистину воскрес! (czyli „Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!”)

Minął kolejny miesiąc mojego wolontariatu w Kazachstanie i wciąż trwamy w Okresie Wielkanocnym.

Moja rodzina pytała mnie przede wszystkim, czym różnią się święta wielkanocne w Polsce od tych w Kazachstanie, czym różnią się liturgie.

Sprzątanie domu przed świętami (tylko okna zostawiłyśmy sobie z Aniką na „później”), święcenie pokarmów w Wielką Sobotę – wszystko to jest. W Niedzielę Palmową nie zabrakło z kolei bazi. Po rosyjsku jest to dosłownie „wierzbowa/baziowa niedziela” (Вербное Воскресенье). Ludzie przychodzili do kościoła z długimi gałązkami bazi; niektórzy przynieśli ich nawet całe pęki i rozdawali innym tuż przed Mszą. Kapłani zaś trzymali w rękach liście palmowe.

palmowa

Niedziela Palmowapalmowa2Niedziela Palmowa

Co roku w tę niedzielę organizowane jest ogólnoświatowe (czyli diecezjalne) spotkanie młodych (tu: w skrócie ВДМ). Młodzież rzeczywiście przyjechała i to w ilości, która przekroczyła nieco oczekiwania organizatorów (ok. 100 osób; jak na diecezję karagandyjską to bardzo dużo). Dla wszystkich jednak znalazło się miejsce pod dachem. Baza główna? Stara katedra na Majkuduku.

anika

aga

krzyzePrzygotowywanie krzyży dla młodzieży

Spotkanie trwało już od piątku, kiedy to młodzi przyjechali do naszej (=nowej) katedry na Drogę Krzyżową, a zakończyło w Niedzielę Palmową spotkaniem z biskupem Kaletą i obiadem.

tanceTańce na zakończenie spotkania

Jeśli chodzi zaś o liturgie sprawowane w czasie Triduum, różnic oczywiście zbyt wielu nie ma, przecież to też Kościół Katolicki.

adoracja

Jedno, co szczególnie jednak zapadnie mi w pamięć, to początek Wigilii Paschalnej. W mojej wrocławskiej parafii wygląda to następująco: kapłani i Liturgiczna Służba Ołtarza są na zewnątrz, lud Boży zaś siedzi w ławkach i nie opuści tych miejsc za nic w świecie, każdemu zależy na „miejscu siedzącym”. I jest to chyba zrozumiałe, zwłaszcza u ludzi starszych.

grob

Ale było to coś niesamowitego, gdy biskup powiedział, że teraz wszyscy udamy się na zewnątrz, by tam rozpocząć liturgię i wszyscy wyszli! Na pewno fakt, iż dla każdego spokojnie starczyło miejsca w ławkach, był ważny; ale wyszli młodzi i starsi, nawet chór zszedł na dół. Całą wspólnotą parafialną rozpoczęliśmy poza kościołem, całą wspólnotą też weszliśmy do niego w pochodzie za diakonem, który trzymał w rękach paschał (i który oczywiście trzykrotnie po drodze zatrzymał się, by zaśpiewać „Światło Chrystusa!”).

W tym miejscu wypada jedną rzecz wytłumaczyć. Wielu osobom w Polsce zdążyłam powiedzieć, iż tu kult dozwolony jest tylko w budynku do tego przeznaczonym. Takie jest prawo. I ja zrozumiałam, że w takim razie nawet procesji na Boże Ciało nie moglibyśmy zrobić wokół kościoła, bo nie wolno. Ale widocznie nie jest tak do końca, gdyż zarówno w Niedzielę Palmową poświęcenia bazi i początek Liturgii miał miejsce przed kościołem, jak i początek w Wielką Sobotę oraz procesja rezurekcyjna (wprawdzie tylko jedno okrążenie, bo zrobiło się bardzo zimno) – wszystko poza kościołem!Udało się! Były wszystkie czytania, żadnego skracania. Do wspólnoty Kościoła zostało przyłączonych tego wieczoru pięć osób – cztery dorosłe i jedna dziewczynka.

chrzest

Przez wszystkie dni trwała adoracja Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Proboszcz przygotował grafiki, na które chętni parafianie mogli się wpisywać. Dyżury godzinne – tak naprawdę mały wysiłek. Ale żeby Jezus nie był sam. Jeśli zaś pozostały gdzieś „luki”, na modlitwie trwaliśmy my, domownicy.

Przy okazji dopiszę, że na Wielki Tydzień do diakona Aleksandra dołączyło trzech innych kleryków do pomocy, w ramach praktyk. Jurek, który był już u nas na Boże Narodzenie; Rusłan, który pochodzi z Kazachstanu, ale jest z innej diecezji oraz Kostia, który jest Gruzinem. Doborowe grono, bardzo radosne. Z żalem wyjeżdżali, mówiąc, że czuli się w katedrze jak w domu.

Co jeszcze mogę Wam napisać? Jako diakon Sasza miał wybitnie dużo obowiązków w czasie Triduum. Jemu powierzono napisanie komentarzy, aby lud wiedział, co tak naprawdę się dzieje. Był odpowiedzialny za ministrantów, za zakrystię przy okazji. Dużą pomocą był Kostia, który był głównym ceremoniarzem, ale to Sasza musiał w Pasji zaśpiewać rolę Jezusa (Aleksander ma wysoką barwę głosu, podczas gdy rola Jezusa jest napisana dość nisko; wszyscy, nie wyłączając samego diakona, byliśmy potem pozytywnie – ale jednak – zaskoczeni, że był w stanie wyciągnąć z siebie takie dźwięki), a w czasie Wigilii Paschalnej, po wielu próbach z naszą Kasią, przy kłopotach z zatkanym nosem – zaśpiewał Exultet!

I wszystko to przeżywał pierwszy raz. Wiadomo, kiedyś to musiało nastąpić, ale zupełnie inne doświadczenie jest chyba u polskich kleryków/diakonów, gdy na danym roku jest ich większa grupa. A Aleksander w pewnym sensie przechodzi przez wszystko sam, jest jedynym diakonem na całą diecezję i od razu wiadomo, że niektóre rzeczy na niego – i tylko na niego spadną.

Przepiękne wydarzenie miało miejsce 8 kwietnia. Na ten dzień została przeniesiona uroczystość Zwiastowania NMP. Wieczorem podczas Mszy można było złożyć deklarację podjęcia Duchowej Adopcji. Główny trzon grupy osób, które się tego podjęły, stanowiły rzecz jasna kobiety. Ale wśród nas stanął jeden wspaniały nastolatek – Wojtek. To Polak, pochodzi z rodziny neokatechumenalnej, która rodem jest z Gdańska, ale od wielu lat żyją tu, w Karagandzie. Chłopak ma szesnaście lat (tego dnia nawet miał jeszcze piętnastu), ale jak go zobaczyłam między nami, pomyślałam, że podjął niezwykłą decyzję – to się nazywa prawdziwy mężczyzna!

W czasie naszego pobytu w Polsce odbył się kolejny konkurs, tym razem dotyczył Ewangelii według św. Łukasza. Nie pozostałyśmy obojętne z Aniką na apel s. Poliny z Kazachstanu i układałyśmy pytania, które wysłałyśmy drogą elektroniczną. I podobno bardzo się przydały.

kwiaty

Z innych nowości? Zaczynamy przygotowania do sadzenia kwiatów wokół katedry. Kupiliśmy nasiona, najmniejsze kwiatki zasialiśmy na razie w czym tylko się dało. Ze względu na zmienną pogodę, temperaturę, wiatr nie możemy od razu zasiać nasion w grunt. Roślinki póki co istnieją w różnych „doniczkach” na parapetach naszego domu. Kiedy trochę podrosną, sadzenie będzie miało sens. Zasialiśmy w kilku małych pojemnikach, ale wraz z ich wzrostem, trzeba było (i wciąż co jakiś trzeba) je rozsadzać, więc teraz zielone cuda przeróżnej maści rosną sobie w butelkach po wodzie czy Coca-Coli, w kartonach po mleku i kefirach, w opakowaniach po jogurtach czy maśle i serkach. Bo ważna jest kreatywność!

Jeśli już z kolei mowa o kreatywności. Wiem, że wielu to zmartwi, bo bardzo chcieliby, żebym jednak dalej zajmowała się w jakiś sposób pracą z ludźmi, ale zrezygnowałam z niedzielnych katechez dla najmłodszych parafian. Dzieci polubiłam i pokochałam, ale najwyraźniej nie całym sercem. W przeciwnym razie umiałabym się odnaleźć w tych zajęciach, a tak się nie stało. Może brakuje mi właśnie kreatywności. Wspaniale radzi sobie z tym Anika, widać, że dziewczyna ma niezwykły dar i podejście do ludzi (w każdym wieku). A ja? Ja chcę szukać i znaleźć swoje miejsce tutaj, zajęcie, przy którym będę przydatna, a jednocześnie szczęśliwa. I możliwe nawet, że jestem na dobrej drodze.

W domu (nie licząc piwnicy i najwyższego piętra, które nie zostały jeszcze oddane do użytku oraz skrzydła sióstr eucharystek) było do umycia około sześćdziesięciu okien. Zdecydowana większość została na szczęście już umyta. Dodajmy do tego jeszcze pranie firanek i zasłon, które wiszą przy 75% okien, to wychodzi nam mnóstwo pracy. Niekoniecznie sama bym się za to wzięła, gdyby nie zmobilizowała mnie Anika. To jest jedna z tych prac, których jednak na święta nigdy nie lubiłam. Ale nie mogłam mojej towarzyszki na wolontariacie zostawić samej ze wszystkimi oknami. Muszę przyznać, że wiele działań zaczyna się właśnie w taki prosty sposób: Anika po prostu bierze się za coś, nic nie mówiąc, a mój rozum woła „To ona pracuje, a ty nie?!” – i tak jakoś samo wychodzi, że też się za to biorę. W przyszłości jednak nie będzie przy mnie Aniki non-stop, muszę opracować zdecydowanie inny i skuteczniejszy sposób mobilizowania samej siebie. Przydałoby się też chyba, by wypływał po prostu bardziej z miłości.

Pod koniec maja czeka nas trudny tydzień, ponieważ gościć będziemy biskupów greko-katolickich, a później czekają nas święcenia kapłańskie Aleksandra. Anika już logistycznie planuje „menu”, a ja szykuję się po prostu na to, by z otwartością i entuzjazmem być gotową zawsze do pomocy. Jeszcze niekoniecznie wychodzi, ale wciąż ćwiczę.

Pozdrawiam serdecznie Dolny Śląsk i tych, którzy w tej części Polski odnaleźli swoje miejsce w Ruchu Światło-Życie! Z Bogiem, Kochani!

Agnieszka Wałkiewicz

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba