w Nim jest moja rodzina

W moim sercu niosę wdzięczność za to świadectwo jedności i rodzinności. Kościół jest moim domem, bo w Nim jest moja rodzina – od dwóch tysięcy lat.

Świadectwo z ONŻ III st. w Rzymie

Kiedyś mieszkałem w Rzymie. Przez kilka lat starałem się dobrze wykorzystać możliwości, jakie stwarza bliskość śladów świętych apostołów, męczenników i wyznawców, dla wzmocnienia wiary w Jezusa, poznania Kościoła i umiłowania Go. Przyjąłem za własne usłyszane niegdyś zdanie, że „każdy chrześcijanin może czuć się tu jak u siebie”. Pragnąłem przeżyć to raz jeszcze, jeszcze głębiej i mocniej.

Rekolekcje oazowe w Rzymie przyjąłem jako wyjątkowy podarunek od Boga – niepowtarzalną okazję, by we wspólnocie przyjaciół, osób wzrastających duchowo i spragnionych coraz głębszego doświadczenia Kościoła, lepiej zrozumieć i przeżyć lekcję, którą „przerabiałem” wcześniej wiele razy: lekcję historii Nowego Życia w Chrystusie utrwaloną w historii Miasta.

Miałem przy tym pełne zaufanie do metody, którą zostawił nam Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki. Miałem też zaufanie do osób, które poprosiły mnie o pomoc w organizacji i prowadzeniu rekolekcji. Przede wszystkim zaś, wierząc mocno, że to Boża sprawa, ufałem Bożej Opatrzności. I nie zawiodłem się.

Odkrywałem z radością, że nasza oazowa wspólnota jest protegowana przez Pana. Nie tylko świątynie Miasta, ale i serca ludzi były otwarte na nas. Przez piętnaście dni spotykaliśmy serdecznych ludzi, wyraźnie ożywionych wiarą i różnymi charyzmatami. Patrzyłem na Rzym jako miasto, które całe jest oplecione starym zdrowym korzeniem chrześcijaństwa, a z tego czcigodnego korzenia nieustannie wyrastają nowe świeże zielone pędy. Są i suche gałęzie, niegdyś żywe, a dziś obumarłe – trzeba się liczyć z ich widokiem i przyjąć płynące z tego pouczenie. Spotkanie jednak z wiarą żywotną, krzewioną w rzymskich wspólnotach, dominowało pogodnie nad każdą inną refleksją.

Gdy otwierały się przed nami kolejne drzwi, odczuwałem moc wiary jednoczącej nas w powszechny Kościół: w domu generalnym Małych Sióstr Jezusa przyjęła nas Francuzka;  dom macierzysty Opus Dei, w którym znajduje się grób św. Josemarii Escriva, otworzył nam Hiszpan; w domu generalnym Dzieła Maryi (Focolari), przy grobie Chiary Lubich, gościły nas Austriaczka i Kolumbijka; w Międzynarodowym Centrum Rycerstwa Niepokalanej, przyjął nas franciszkanin z Chin. Spotkaliśmy też rodowitych rzymian i odwiedziliśmy siedziby powstałych w Rzymie nowych wspólnot: Massimiliano przedstawił nam charyzmat i działalność Wspólnoty św. Idziego; ks. Giacomo i Luca ukazali nam piękno wspólnoty Nowe Horyzonty oraz stowarzyszenia Rycerze Światłości, ks. Stefano Tardani, założyciel ruchu „Miłość rodzinna” i stowarzyszenia „Rodzina Mały Kościół” podzielił się radością i trudem związanym z tym dziełem.

Spotkania te były tak szczere, bogate w miłość do Jezusa i otwarte na chrześcijańską przyjaźń, że wynagradzały nam podjęty trud dotarcia na umówione miejsce w ustalonym czasie. We mnie rozpalały apostolski zapał, budziły pragnienie świętości i dodawały sił.

Wielkie zabytki chrześcijańskiego Rzymu, pomniki wiary opiewające zwycięstwo Jezusa Chrystusa, przemawiały do mnie mocniej, miały większą wymową, bo byłem gotowy uważniej słuchać i patrzeć, zwłaszcza w kościołach stacyjnych, podczas celebracji Eucharystii, podczas medytacji różańcowych, lub gdy wypełnialiśmy wnętrze świątyni naszą pieśnią. Stróże bazylik i kościołów odróżniali nas od zwyczajnych turystów i chętnie przyzwalali na nasz śpiew. To okazało się niezwykle ważne, bo pozwalało nam się poczuć w starożytnych chrześcijańskich świątyniach, jak u siebie. Szybko oswoiliśmy się ze świadomością, że jesteśmy prawowitymi dziedzicami Piotra i Pawła, świętych apostołów. Świadectwo ich jedności, utrwalone w każdym zakątku Miasta, budziło moje wzruszenie. Rzym oglądany ze wzgórz, pokryty kopułami kościołów, zdawał się być hojnie zastawionym dla nas stołem świętej Tradycji. Pod każdą kopułą przygotowany był obfity posiłek dla naszego ducha. Podpowiadając innym, jak patrzeć z uwagą na ślady chrześcijańskiej wiary, sam wyostrzyłem swoje spojrzenie na znaki. Odczuwałem radość, gdy uczestnicy rekolekcji po kilku dniach okazywali się biegli w odkrywaniu i odczytywaniu znaku świątyni, znaku Maryi, znaku Piotra-Opoki, znaku Żywego Kościoła i znaku naszej małej wspólnoty.

Jako kapłan mocno przeżywałem nasze zgromadzenia eucharystyczne w kościołach stacyjnych i możliwość sprawowania Najświętszej Ofiary na ołtarzach wzniesionych na grobach świętych pasterzy Kościoła, męczenników i wyznawców. Wszędzie dotarliśmy zgodnie z planem, byliśmy oczekiwani i zastaliśmy przygotowane dla nas miejsca sprawowania świętej liturgii. Te celebracje szczególnie mocno zapadły mi w serce. W Bazylice Laterańskiej odprawialiśmy Mszę św. w Kaplicy Zbawiciela, zwanej kaplicą chóru. W Bazylice św. Pawła za murami, w kaplicy św. Benedykta, blisko grobu Apostoła Narodów. W Bazylice św. Piotra, w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej kilkanaście metrów od grobu św. Piotra oraz w kaplicy św. Sebastiana na grobie bł. Jana Pawła II. W Bazylice Matki Bożej Większej, w kaplicy rodu Cesi, naprzeciwko baptysterium. W Bazylice św. Wawrzyńca za murami, na głównym ołtarzu nad grobem św. Wawrzyńca. W Katakumbach św. Sebastiana, na grobie tegoż świętego męczennika. W Bazylice Świętego Krzyża w Jerozolimie, w kaplicy adoracji, najstarszej części świątyni. W Bazylice Świętych Dwunastu Apostołów, w kaplicy Najświętszego Sakramentu, w bliskości grobu świętych apostołów Filipa i Jakuba. Pięknym przeżyciem była także Eucharystia w Panteonie, w kaplicy kanoników, przy relikwiach całej rzeszy świętych i przy ikonie Matki Bożej (przyjął nas i koncelebrował z nami 85 letni infułat ks. Antonio Carloni, kanonik penitencjarz Panteonu). W Bazylice św. Klemensa, celebrowaliśmy na ołtarzu głównym, wzniesionym nad relikwiami św. Klemensa papieża i św. Ignacego Antiocheńskiego. Mszę św. przy ołtarzu głównym odprawialiśmy także w Bazylice św. Sabiny oraz w Bazylice Matki Bożej na Zatybrzu. Wszystkie celebracje były rzetelnie przygotowane, diakon nierzadko śpiewał Ewangelię, pieśni należycie dobrane, także modlitwa wiernych, procesja z darami – a wszystko przy nie gasnącym zapale uczestników rekolekcji. Każdy chciał się zaangażować. Bardzo mnie to umacniało.

Najbardziej budujące było dla mnie właśnie odkrywanie żywotności Kościoła w naszej rekolekcyjnej wspólnocie, tak przecież niewielkiej (16 osób), wrażliwej i kruchej (jeśli zliczyć wszystkie dolegliwości), a jednak niezwykle od początku solidarnej i zjednoczonej w miłości. Kochani ludzie! Dzień po dniu pielgrzymujący po Rzymie w 40-stopniowym upale bez szemrania i narzekań, otwarci i zachwyceni, pilni w słuchaniu i uczeniu się, radośni, spieszący sobie nawzajem z pomocą, wyrozumiali, pokonujący słabości ciała wielkim pragnieniem duchowym, uczciwie zaangażowani i rozmodleni. Dzięki takiej postawie mogliśmy wspólnie wzrastać, wiernie idąc za wskazaniami tych, którzy drogę III stopnia wytyczyli przed nami. Widziałem żywy Kościół – mocny wiarą, pragnieniem i solidną pracą: każdego dnia dwie godziny pracy w grupach, przygotowanie modlitwy wiernych, przygotowanie dopowiedzeń w różańcu, szkoła śpiewu, zaangażowanie w celebracje liturgiczne, a na wieczór jeszcze wypełnianie notatnika. Piękni razem w kościołach, w ruinach, na drodze i na skwerach, czy to przy ołtarzu, czy przy wspólnym stole, czy w dormitorium. W moim sercu niosę wdzięczność za to świadectwo jedności i rodzinności. Kościół jest moim domem, bo w Nim jest moja rodzina – od dwóch tysięcy lat.

 

ks. Krzysztof Z. Wiśniewski

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba