Wiedziałem, że musimy być na tych rekolekcjach – I stopień OR w Kowarach

           Z moją Lenką jesteśmy w małżeństwie ponad rok, a w Domowym Kościele od lutego 2014 r. Wiedziałem, że musimy być na tych rekolekcjach. Jak mówił św. Paweł, to czas pokrzepienia i wzajemnego ubogacenia. Bardzo zależało mi na tym wyjeździe, tym bardziej, że dziwnym trafem pielgrzymka do Medjugorie, którą planowaliśmy ze znajomymi nie wypaliła.

Moja żona była bardzo oporna, ale splot wydarzeń spowodował, że się zgodziła. Wziąłem to na siebie. Poprosiłem tylko, by mi zaufała. Najgorsze przyszło przed wyjazdem. Zaczęło się „gęganie”. Moja żona zaczęła marudzić, że chce odpocząć, że 15 dni to za dużo. Wiedziałem, że to sprawka złego. Nawet zaczął szeptać, że dbam tylko o swój interes, że nie zależy mi na jedności z żoną. Powiedziałem Tacie, że zostawiam to zupełnie Jemu. Początek był ciężki, tym bardziej, że warunki po przyjeździe jak w koszarach. Ale to dla mnie nie miało zupełnie znaczenia, w przeciwieństwie do mojej żony, która była zrozpaczona. Powiedziałem Tacie, no ładnie, ale kaszana. Ustaliłem z żoną, że jeżeli do tygodnia czasu nic się nie zmieni z Jej podejściem, to wyjeżdżamy. Chwała Naszemu Panu, bo stało się inaczej – nie chciała wyjeżdżać i za rok też chce jechać na II stopień.

            Rekolekcje zawsze wywołują we mnie takie pyszne myślenie: co ja mogę się nowego dowiedzieć?! Pan Bóg działa zawsze i daje Siebie w obfitości, kwestia mojej otwartości. I tak się stało i tym razem. Nigdy nie rozumiałem pojęcia Królestwa Bożego, niby wszystko już wiem, znam przypowieści. Wiem, że chodzi o Miłość. Ale tak prosiłem Pana Jezusa: Przyjacielu, ale tak w realu, jak to wygląda, czy to jest możliwe, by było jak w Dziejach Apostolskich? I przyszła odpowiedź w Kowarach! Tak, Królestwo Boże to Wy. I nie chodzi mi o „słodkopierdzącą” atmosferę, wzajemną adorację. Tam, w Kowarach, widziałem na własne oczy Królestwo Boże: wzajemną serdeczność, bezinteresowność, oddanie, atmosferę modlitwy, Ducha naszego Pana. Nie było szemrania, nie było wzajemnej podejrzliwości, braku zaufania, tego co często ma miejsce w naszych rzeczywistościach, w których żyjemy na co dzień. W moim sercu Pan Jezus śpiewał: Jesteście piękni Moim pięknem. Tak! My jesteśmy piękni, Twoim pięknem Panie. Mamy godność Aniołów, mamy zaszczyty jeszcze większe niż Zastępy Niebieskie, ponieważ spożywamy Ciało i Krew Pańską! Tak nas Tata kocha, tak jest szalony w swojej Miłości! Gdy ta Prawda przeszywała moje serce, płynęły tylko łzy i radość. Ja ten słaby, ten grzeszny jest kochany do nieskończoności, niezmiennie. I nie muszę robić nic, by Bóg mnie kochał. Panu Bogu chodzi tylko o jedno, bym uznał swoją grzeszność i był jak Abel. Jestem święty, ale pobrudzony, zakurzony. Świętość zaczyna się tam, gdzie uznaję moją grzeszność. Pan Bóg może być wszechmocny w moim życiu tylko w mojej słabości. To jest ta Jego szalona Miłość, dla mnie niezrozumiała. To jest absurdalne, ale to jest Prawda. Jak Gedeon powinniśmy iść z tą siłą, jaką mamy, z całym tym niewygodnym dla nas poczuciem beznadziejność, niedoskonałości, kompleksów, bo to Pan w nas przemienia.

            Chciałem też zaświadczyć, że Słowo Boże jest żywe! Parę lat temu gdy przyjmowałem Pana Jezusa jako Pana i Zbawiciela otrzymałem proroctwo: „Czyż i wy chcecie odejść?” (Jan 6, 67). Pomyślałem sobie: „Fajnie, to ja Cię przyjmuję, a tu taki tekst?!” Nie rozumiałem tego kompletnie. Myślałem, że może chodzi o to, że odejdę, czyli Go zdradzę, poprzez grzech, nieposłuszeństwo? Zrozumienie przyszło na tych rekolekcjach. Pan dał mi zrozumieć, że sednem chrześcijaństwa, centrum życia Kościoła – mojej matki, jest Eucharystia. Spożywanie Ciała i Krwi Pańskiej. Jeśli nie uwierzę, że to Żywy Chrystus wcześniej czy później odejdę. Trzeba skupić się na tym. Całą swoją wolę, pragnienia, tęsknotę, miłość skoncentrować na Eucharystii, która jest źródłem wszystkiego, co we mnie dobre i piękne. Gdy zrozumiałem Prawdę, że w moim życiu nie będzie większego, piękniejszego, kosmologicznego cudu nad ten eucharystyczny, zawstydziłem się, że ciągle oczekuję od Taty czegoś dla siebie, jakiś natchnień, błogości, zaśnięcia. A ja to wszystko dostaję, tylko wciąż za mało współpracuję z Łaską i zagłuszam Jezusowe Effatha. Dziękuję Ci Panie Jezu za najpiękniejszy cud świata! Chwała Panu. Dziękuję Wam, że jesteście. Kocham Was!

Bartosz – mąż Lenki

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba