Wiesz… Podoba mi się to

Oaza Rodzin I stopnia w Szlachtowej, trzeci turnus
moderator — o. Maciej Konenc SJ
odpowiedzialni świeccy — Dorota i Jacek Świdurscy

Rekolekcje Oazy Rodzin I stopnia przeżywaliśmy całą rodziną po raz pierwszy. Pan Jezus dotykał naszych serc, pokazywał miejsca, które wymagają naprawy, a powstałe w ten sposób rany leczył swoją miłością.

Praktycznie od początku docierały do mnie słowa Pana Jezusa „nie lękaj się”. Początkowo odbierałam je jako „zaufaj Mi” co zaowocowało oddaniem Panu Jezusowi, mojemu Panu, tych sfer mojego życia, którymi nadal chciałam kierować. Pod koniec rekolekcji słowa „nie lękaj się” połączyły się ze słowami „Effatha”, czyli „otwórz się”, a które Jezus wypowiedział do głuchoniemego. Dzięki tym słowom zrozumiałam, że mam otworzyć się cała na Jezusa, a także na mojego męża i innych ludzi. Do tej pory trudno mi było dzielić się z mężem moimi osobistymi relacjami jakie mam z Panem Bogiem, lecz w trakcie rekolekcji na dialogu małżeńskim potrafiłam mężowi powiedzieć, co mnie dotknęło na rekolekcjach, jakie mam problemy na modlitwie jak układają się relacje z Bogiem.

Na rekolekcje jechałam z pytaniem „Panie Jezu, co przygotowałeś tutaj dla mnie?”. Odpowiedzią dla mnie była szkoła modlitwy. Od pewnego czasu miałam trudności z trwaniem na modlitwie, zastanawiałam się jaki cel ma modlitwa, gdy nic nie słyszę i nie czuję Bożej obecności. W czasie szkoły modlitwy Ojciec Rekolekcjonista przedstawił nam jak przygotować się do modlitwy, wybrać miejsce, porę i czas trwania modlitwy, poczekać na wyciszenie się myśli. A także o tym, aby rozważane słowo z Pisma św. oceniało moje życie. Co dla mnie okazało się ważne to to, że pomimo trudności na modlitwie (które pojawiają się u każdego z nas) nie należy jej zaprzestawać, ale wciąż trwać.

Ufam, że owoce rekolekcji i podjęte postanowienia będą trwały z Bożą pomocą w życiu codziennym. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.

Ola Świercz

Rekolekcje OAZY Rodzin I stopnia w 2013r, które przeżyłem w Szlachtowej były moimi pierwszymi tak długimi rekolekcjami. Byłem sceptycznie do nich nastawiony i mimo wysiłku animatorów i moderatora do końca nie byłem pewien, po co tam jadę.

Z jednej strony wydawało się, że nikt nie powinien mówić mi, jak mam się modlić i mówić mi jaki jest/powinien być mój stosunek do Ojca w Niebiosach a z drugiej strony szukałem odpowiedzi na pytania nurtujące mnie, z którymi z nikim się nie dzieliłem, a które mnie zżerały. Potrzebowałem czegoś więcej…

Po nabożeństwie, podczas którego w bardzo wymowny sposób przyjęliśmy Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela oraz po rozmowie z Ojcem rekolekcjonistą, nie mam już problemów z podszeptami złego pojawiającymi się nie wiadomo skąd w moich myślach. Czuję się wolny od tego ciężaru i teraz mam większą świadomość, jak z Bożą pomocą walczyć z jego podszeptami.

W czasie rekolekcji zdałem sobie sprawę ze swojej grzeszności, niedoskonałości a jednocześnie otworzyły mi się na nowo oczy na dar, jakim jest sakrament pojednania. Zdałem sobie sprawę, że my ludzie na ziemi, jesteśmy cieleśni. Często wydawało mi się, że jestem bez grzechu. A tu proszę, żyję w pełnej nieświadomości, „jesteśmy marni”, ale „Bóg nas kocha”. Popełniamy błędy, zbaczamy ze ścieżki światła, ale Bóg zawsze ma ręce i serce otwarte dla nas i czeka, aż postanowimy wrócić w stan łaski uświęcającej. I fakt ten jest bardzo budujący.

Rekolekcyjne dni były czasem, kiedy to uzmysłowiłem sobie jakim wielkim darem jest sakrament małżeństwa, którym nas Bóg obdarzył. Sakrament zawarty jeszcze w XX wieku okazał się być wielkim darem Boga. Węzłem miłości, który pozwala mężczyźnie i kobiecie sprostać wyzwaniom tego świata, siłą pozwalającą budować trwały związek będący kamiennym fundamentem dla katolickiej rodziny. To my tworząc rodzinę jesteśmy miejscem wzrostu w wierze i miłości. To z nas dzieci biorą przykład, my naśladując Świętą Rodzinę musimy im wskazywać drogę, którą powinni lub na którą nie mogą wstępować. Wykazując szacunek do współmałżonka, do rodziców pokazujemy dzieciom, czym jest rodzina, jakie i w kim są jej korzenie. Nie mając zaufania do Boga, nie mamy współmałżonka, przez którego Bóg przemawia.

Był to jednocześnie czas pogłębiania mojej wiary i wiary w Bożą miłość. Może zabrzmi to górnolotnie, ale wiele rzeczy zaczęło układać się w mojej głowie. Czas analizy, rozmyślania nad sprawami, nad którymi między przyjściem z pracy a wyjściem do pracy, trudno znaleźć czas. Analizy te były pokłosiem konferencji rekolekcyjnych. Chciałby tutaj podzielić się z Wami chociażby kilka z nich:

Bóg nas stworzył ponieważ nas kocha. Stworzył nas na swój obraz, abyśmy władali tym światem, abyśmy w racjonalny sposób gospodarzyli nim. A co najważniejsze dał nam wolną wolę i przykazania. Obdarzył nas życiem, abyśmy mogli każdego dnia podejmować wybory. Mając obietnicę życia wiecznego, wolną wolę i świadomość przemijalności tego świata, my musimy podejmować decyzje i być za nie odpowiedzialni. Sami musimy podejmować decyzję jak mamy żyć tu na ziemi i czy otwierać drzwi Chrystusowi kołaczącemu do naszych serc, aby zasłużyć na wieczne przebywanie w Domu Pana, kiedy nasze ciała będą już marnością.

Chrystus zdawał sobie sprawę, że my ludzie jesteśmy ułomni i bez Bożej pomocy możemy łatwo zbłądzić, dlatego też tchnął na apostołów Ducha Świętego, aby przez Niego Bóg mógł dać nam wsparcie w czasie naszej ziemskiej „tułaczki”, aby nam pomagać w nierównej walce ze złym. On wiedział z czym mamy walczyć, pokonał śmierć, wiedział jak silne i podstępne jest zło i jak bardzo nieprawdopodobną potrafi przyjąć postać, dlatego zesłał na apostołów Ducha Świętego, aby Ich/Nas wspomagał i dawał nam siły i jasność umysłu.

Abyśmy się uzupełniali Bóg stworzył mężczyznę i kobietę i polecił im się stworzyć związek, który pobłogosławił, aby mogli w miłości, zdrowiu i chorobie wzrastać w wierze do Boga i miłości siebie. Uczynił nas różnymi, abyśmy mogli się nawzajem uzupełniać i aby nasza odmienność była bazą do wzajemnego wzbogacania się. Tak właśnie jest ze mną i widzę jak odmienność, różnych cech charakteru mojej żony ciągnie mnie, abym stawał się łagodniejszym, spokojniejszym.

W czasie rekolekcji zwróciłem uwagę na jeszcze jeden wzbogacający aspekt przynależności do DK – a mianowicie nasz rozwój wiary w ramach wspólnoty DK. Czemu mają służyć zobowiązania w ramach DK i dlaczego są one tak ważne i pomocne w celu utrzymaniu „zdrowych” relacji między małżonkami?

A mają one służyć pogłębianiu ich wspólnych relacji wobec siebie i miłości do Boga, który przygląda się każdemu małżeństwu i „kibicuje” ale w myśl wolnej woli, nie interweniuje. To my jesteśmy odpowiedzialni za ten „widzialny znak niewidzialnej Łaski Bożej”, my musimy pielęgnować naszą miłość i wzrastanie ku Bogu. Jak tego dokonać w tym świecie pędu i konsumpcjonizmu? Ano wydaje mi się, że droga jaką daje DK jest słuszna. Nie ma lepszego sposobu na poznanie współmałżonka jak wspólna modlitwa, rozmowa, budowanie rodziny na porządnym kamiennym fundamencie. A to, że robimy to zapraszając Boga, Chrystusa i Ducha Świętego do naszego życia, rodziny i codziennych obowiązków poprzez modlitwy: osobistą, rodzinną i małżeńską, czy namiot spotkania, jest to tylko wdzięczność Bogu za trud i łaski jakimi nas obdarzył powołując do życia a później błogosławiąc nasz związek czy obdarzając nas kochanymi dziećmi.

Jeśli zabraknie miłości to związek się rozpadnie a w najlepszym razie będzie to życie obok siebie. Zanim odbyliśmy nasz pierwszy dialog małżeński bywało czasami, że kładliśmy się spać pokłóceni. Noc nic nie zmieniła i poranek był cichy i tak też się rozstawaliśmy czasami na dłużej jeśli był wyjazd. Nie był to dobry czas. Milczenie, uniki, brak ciepła małżeńskiego, to pierwszy krok w stronę zła, w kierunku destrukcji małżeństwa. Widzę, że odkąd przeprowadzamy (nieregularny) dialog małżeński nasz związek nabrał drugiego tempa. Odkąd wspólna modlitwa stałą się częstsza, to widzę, że pozwala mi ona na nawiązanie głębszej relacji z żoną, ponieważ przy modlitwie możemy się bardziej otworzyć przed Bogiem i jednocześnie wsłuchać się w słowa, które znajdują się w utajonych przed innymi zakamarkach duszy.
Może wszystkie powyższe rzeczy są ogólnie znane, ale człowiekowi tak zaganianemu i zakręconemu w tym świecie jak ja, trudno jest spojrzeć „w siebie”. Znaleźć tę chwilę czasu i wyciszyć się, spojrzeć w swoją duszę i sumienie.

Cały czas uganiając się za pracą, obowiązkami domowymi, hobby pogubiłem priorytety. Ktoś mi cały czas szeptał a ja ulegałem tym podpowiedziom, lub nieświadomie kategorycznie ich nie negowałem. Pycha, samowystarczalność, źle pojmowany obowiązek ojcowski. „Przecież ja nie żyje w grzechu – to po co mam się spowiadać?” Wiem wszystko najlepiej i robię idealnie itd.

Tak właśnie patrzę na siebie po rekolekcjach i teraz widzę, jak niepoprawne było moje życie, jak dalekie było ono od Bożej miłości.

W czasie rekolekcji zostało zasiane ziarenko, które kiełkuje i pozostaje prosić Boga, aby z Jego pomocą przynosiło dla Niego jak najlepszy owoc. Namiot spotkania pozwala mi na otwarcie się na działanie Dobrej Nowiny. Dopiero na rekolekcjach uświadomiłem sobie jakim wielkim darem są zobowiązania DK. Jakim wielkim darem jest dialog małżeński, który czyści wszystkie brudne kąty naszego życia i odświeża każdy kąt życia rodzinnego, aby nie było miejsca na domysły, niedomówienia, nasze złe uczynki. Mobilizuje mnie, aby „chciało mi się” być lepszym, ponieważ w oczach Chrystusa nie koniecznie jestem idealny.

Dwa tygodni temu spotkałem się ze starym kolegą, którego droga z Boża drogą dawno się rozeszła. Opowiedziałem mu o wspólnocie DK, o przynależności, o jego zasadach. Najlepszym jego komentarzem było jedno proste zdanie: „Wiesz?… Podoba mi się to”.

Mnie też „się podoba”.

Karol Świercz

Więcej świadectw

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba