Wolność wyboru

Myślę, że zamiast podkręcać emocje najlepiej jest kształcić się i formować (…), żeby więcej wiedzieć, więcej rozumieć i starać się pomóc zrozumieć innym.

Poniedziałek 2 listopada był ostatecznym terminem publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. Niestety Rządowe Centrum Legislacji go nie opublikowało.

Wygląda na to, że radość, iż 22 października wygrało życie, była trochę przedwczesna. W związku ze skierowanym do Sejmu w piątek przez Prezydenta Dudę projektem zmian w ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, „w tej chwili trwa pewna dyskusja”, nad wypracowaniem „nowego stanowiska w tej sprawie”.

Zobaczymy wkrótce, czy nie będzie to de facto powrót do stanu sprzed orzeczenia TK.

Tym bardziej ważny wydaje się poniższy tekst ks. Piotra Żubera. Ks. Piotr próbuje się bowiem przebić z merytorycznym przekazem przez nasze rozbudzone emocje. Próbuje rzeczowo odpowiedzieć na wiele ważnych pytań, m.in.:

Czy istnieje jakiś konflikt między sprawiedliwością i prawdą a wolnością?

Dlaczego właściwie prawo zakazujące aborcji jest słuszne?

Jakie są źródła sprawiedliwości i co z tego wynika?

Czy aborcja może być sprawiedliwa?

Skąd taka determinacja w walce o życie nienarodzonych i czy ma ona sens?

Przy okazji ks. Piotr przytacza konkretny przykład, jak lobby proaborcyjne „urobiło” opinię publiczną w Kolumbii doprowadzając do legalizacji aborcji. Jest to o tyle istotne, że w różnych krajach, nie wyłączając Polski, grupy te działają według podobnego schematu. Niestety, jak widać, jest to działanie niezwykle skuteczne.

diecezjalna diakonia komunikowania społecznego


Chciałem napisać dziś kilka słów na temat podnoszonej ostatnio „wolności wyboru” czy „prawa do decydowania”, ponieważ w obliczu tych argumentów, a szczególnie tego o cierpieniu kobiet, słabnie w wypowiedziach niektórych osób publicznych przekonanie o słuszności prawa, które zakazuje aborcji.

Historia pewnej manipulacji

Zacznę od przytoczenia pewnego tekstu. Jest to dłuższy fragment konferencji, o której w polskim internecie chyba jeszcze nie pisano, a przynajmniej wyszukiwarka, której używam, nie pomogła w znalezieniu informacji na ten temat.

Przytaczam ten tekst, żeby pokazać, jak ważne w domaganiu się aborcji jest umiejętne dobieranie rozmówców w debatach, stron konfliktu, mobilizowanie różnych form oddziaływania na opinię publiczną, mnożenie wewnątrzkościelnych podziałów, a także sama terminologia.

Myślę, że używanie argumentów za wolnością wyboru, prawem do decydowania, cierpieniem kobiet jest częścią strategii w zrealizowaniu postulatu o powszechnym dostępie do aborcji i uzasadnieniu jego słuszności. I tego właśnie będzie dotyczył mój komentarz.

Podczas Międzynarodowego Kongresu na temat Aborcji, Praw, Podmiotowości i Władzy, który odbył się w Buenos Aires w auli Izby Deputowanych Kongresu Argentyńskiego w sierpniu 2006 r., Monica Roa „zdjęła swoją maskę”. W końcu ujawniła strategie stosowane w celu uzyskania akceptacji dla aborcji w Kolumbii [przeprowadzonej w 2006 r. – PŻ], oszukując opinię publiczną i przekształcając w prawo to, co do tej pory było uznawane za przestępstwo.

Celem jej konferencji było nie tylko opisanie taktyki stosowanej w celu uzyskania akceptacji dla aborcji w Kolumbii, ale także nauczenie wszystkich działaczy stosowanych metod, tak aby mogli je stosować w swoich krajach. Z tej obszernej konferencji, zatytułowanej: „Różne strategie dostępu do legalnej, bezpiecznej i wolnej aborcji”, przepisaliśmy kilka tematów:

„Stosujemy trzy podstawowe strategie: pierwsza z nich to zmiana słownictwa debaty o aborcji. Druga to zmiana instancji, przed którą toczy się debata [z parlamentu na trybunały – PŻ], a trzeci to zmiana podmiotów, które uczestniczyły w debacie.

„(…) To, co zrobiliśmy najpierw, to przestudiowanie terminów wypracowanych w debacie. Od 1973 roku badaliśmy archiwa prasowe, aby sprawdzić, w jaki sposób media zajmowały się kwestią aborcji. Stwierdziliśmy, że debata ta zawsze miała charakter moralny i religijny. Postanowiliśmy więc radykalnie zmienić bieg debaty. Zawsze traktowaliśmy aborcję jako problem zdrowia publicznego, praw człowieka i równości płci.

„To był sposób na zmianę słownictwa debaty. Miało to wiele praktycznych konsekwencji. Jednym z nich było na przykład to, że kiedy dziennikarze prosili mnie o wywiady, powiedziałabym: „Może pan pytać, ale nie może mnie pan zmusić do kłótni z księdzem, z jakimś przedstawicielem Kościoła katolickiego, ponieważ debata, której chcę, jest debatą prawną, a nie moralną czy religijną. Jeśli Kościół katolicki chce się spierać, to dobrze, ale trzeba spierać się z „Katolikami za prawem do wyboru” [organizacją prowadzoną przez byłą zakonnicę ateistkę Frances Kissling, która po okresie poza „Kościołem instytucjonalnym” wróciła do „Kościoła Kobiet” – PŻ]. Są ich przedstawiciele w Kolumbii, to oni krytykują oficjalne stanowisko Kościoła. Jeśli chcesz porozmawiać o moralności w kwestii aborcji, przedyskutuj to z „Katolikami za prawem do wyboru „. Przyprowadźcie przedstawicieli Kościoła katolickiego, ale także przedstawicieli innych religii, aby zobaczyć, jakie mają stanowisko w sprawie aborcji. Jeśli chcesz omówić sprawę, którą złożyłem w sądzie, musisz sprowadzić mi prawnika konstytucyjnego.

Druga strategia polegała na zmianie adresata petycji. Wcześniej przedstawili oni na Kongresie Republiki pięć lub sześć projektów ustaw i wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Najwyraźniej zawiedli, ponieważ pomimo tego, że Kolumbia jest państwem świeckim, Kościół katolicki nadal ma wiele władzy w kontekście kolumbijskim”.

Wraz z postępem tego procesu spotkałem wielu polityków, którzy powiedzieli mi, że są bardzo zadowoleni z tego, że sprawa trafiła do Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby to zależało od nich [od polityków Kongresu], Kościół katolicki poszedłby do ludzi, którzy wybierają tych polityków, a w niedziele głosowaliby przeciwko nim i traciliby głosy. Powiedzieliby to ze smutkiem i wstydem, ale w bardzo realistyczny sposób. Dlatego poparli sprawę w sądzie.”

W Kolumbii mamy system konstytucyjny, który sprawia, że proces ten jest dość łatwy, ponieważ każdy obywatel może wnieść sprawę o stwierdzenie niezgodności z konstytucją bezpośrednio do Trybunału Konstytucyjnego”.

Wreszcie, odniesienie do zmiany zabierających głos. Oczywiście, ponieważ debata była pierwotnie religijna, pierwsze osoby, z którymi dziennikarze przeprowadzali wywiady, gdy miała miejsce debata lub w wiadomościach byli przedstawicielami Kościoła katolickiego. On był głównym źródłem dla dziennikarzy.”

Udało nam się to zmienić poprzez dywersyfikację i demokratyzację podmiotów. Oczywiście, kiedy mówimy o aborcji jako o kwestii zdrowia publicznego, eksperci w dziedzinie zdrowia publicznego mają do powiedzenia ważne rzeczy: lekarze, grupy feministyczne, choć czasami mają takie same stanowiska jak Kościół. W tym przypadku zajęłam umiarkowane stanowisko, w którym po prostu prosiłam o dekryminalizację aborcji w najbardziej skrajnych przypadkach.

„Od razu wszystkie feministyczne grupy kobiet wyszły z domu, mówiąc, że potrzebna jest całkowita dekryminalizacja. Umożliwiło mi to uwiedzenie tej części populacji, która znajdowała się w środku dwóch skrajności, a następnie uwiedzenie większości społeczeństwa. „Działałam wraz z politykami; ‚Katolicy za prawem do wyboru’ krytykowali Kościół, co pomogło mi utrzymać debatę na właściwym torze; feministki organizowały marsze i demonstracje w miejscach publicznych; naukowcy organizowali debaty naukowe; dziennikarze pisali i podtrzymywali proces wydawniczy. Każdy z nich wspierał ten proces w tym, co wiedział, jak robić. Eksperci medyczni w zakresie wad rozwojowych mówili o wadach rozwojowych płodu. Działacze mnożyli się, a każdy z nich mówił i robił to, co wiedział.

„To były, ogólnie rzecz biorąc, najważniejsze strategie uzyskania akceptacji dla aborcji.”

Źródło: „55 Preguntas y respuestas contra el Aborto que todos los chilenos deben conocer”, 2011, (55 pytań i odpowiedzi przeciwko aborcji, które powinien znać każdy obywatel Chile)  Tekst źródłowy z języka hiszpańskiego został przetłumaczony z www.DeepL.com/Translator (wersja darmowa)[korekta tłumaczenia automatycznego: ks. Piotr Żuber].

Sprawiedliwość i jej źródła

To co dzieje się na naszych ulicach jest wynikiem wielu czynników. Sam strajk, jego uczestnicy, jego promotorzy… To wszystko przerasta chyba moją zdolność do obiektywnej oceny, dlatego chcę zaznaczyć, że skupię się tu tylko na analizie kilku konkretnych argumentów używanych na strajkach a szczególnie w komentarzach na Facebooku.

Uwaga wstępna. Dlaczego w ogóle strajkujemy? Dlaczego spędzamy tyle czasu na portalach społecznościowych, pisząc lub czytając długie posty? Dlaczego ktoś, kto nigdy nie angażował się społecznie, jest w stanie maszerować godzinami przez miasto? Pomijając tych, którzy chcą na strajku zyskać coś konkretnego, a w szczególności poparcie społeczne i w konsekwencji władzę, ludzie strajkują, bo mają głębokie poczucie niesprawiedliwości. Szczególnie młodzi ludzie mają głębokie przekonanie, że „to nie tak”. Dzieci czasami zaskakują poczuciem sprawiedliwości i z łatwością czasem strofują dorosłych „nie wolno” itp. Myślę, że obie strony sporu zgodzą się z tym.

A zatem trzeba zadać pytanie najpierw o sprawiedliwość i o źródła sprawiedliwości. Najbardziej podstawowa definicja sprawiedliwości to „oddanie każdemu tego, co mu się słusznie należy”. Stąd „prawo” jest „tym, co się komuś słusznie należy”. Sprawiedliwość jest wypełnieniem prawa. I tu dochodzimy do punktu, w którym zaczyna się problem. Do kogo należy decyzja o tym, co się komu należy? Tutaj wkracza kwestia światopoglądu. W zależności od tego jaki światopogląd przyjmujemy, będziemy inaczej postrzegać prawa człowieka.

I tak katolicy, ale także wszyscy wierzący w Boga Biblii oraz kierujący się w życiu filozofią klasyczną, która uznawała istnienie Absolutu, Logosu czy innego bytu ponad człowiekiem, będą uznawać, że istnieje obiektywny ład moralny i obiektywna prawda, która wskazuje, co się komu należy, czyli jakie prawa przysługują człowiekowi. Tę prawdę można odkryć uczciwie badając Objawienie (teologia) lub rzeczywistość (filozofia klasyczna). Rozum poznaje, wola chce.

Wolność dla tej grupy osób uwidacznia się w akcie rozumu i woli, poznania i chcenia. Wolność służy do osiągnięcia dobra, które jest obiektywnie istniejące. To właściwość woli, który może o sobie stanowić, siebie posiadać, nad sobą panować w celu osiągnięcia obiektywnego dobra.

Ludzie wychowani w duchu ateistycznym, obecnym u Feuerbacha, Marksa, Nietzschego, Sartre’a, Foucault, ich uczniów i myślicieli pochodnych, nie będą uznawać obiektywnej prawdy i obiektywnych wartości więc to, co dobre i to co złe, to co się słusznie należy, będzie mogło być determinowane w zależności od postawionego celu. Będzie determinowane na drodze ustanawiania prawa pozytywnego w normach spisanych przez sprawujących władzę. W takim rozumieniu rzeczywistości, ten kto ma władzę, będzie decydował de facto, co jest dobre a co złe.

Wolność będzie u marksistów „nie, właściwością woli ludzkiej, a raczej ludzką władzą nad przyrodą, osiąganą dzięki dokonującemu się w historii poznaniu praw przyrody”; „wolność to, po pierwsze, możność wszechstronnego rozwoju swych sił i pełnego zaspokojenia swych potrzeb przez ludzi, a po drugie — to ich władza, panowanie nad światem przyrody i społeczeństwa, a wraz z tym nad sobą samym i swym losem”. (M. Gogacz, Zagadnienie wolności w Marksizmie, Roczniki filozoficzne t. 12, z. 1 (1964), 65-75).

Nietzsche głosił śmierć Boga a z nim koniec prawdy i moralności. W konsekwencji nihilizm. Wolność została zastąpiona przez wolę mocy czyli „chęć zwyciężania, pragnienie i uczucie posiadania siły zdolnej łamać wszelkie przeszkody, połączone z radością zwycięzcy i twórczą ekstazą. To pęd ku sile”. „Co jest dobre? – Wszystko, co uczucie mocy, wolę mocy, moc samą w człowieku podnosi. Co jest złe? – Wszystko, co ze słabości pochodzi. Co jest szczęściem? – Uczucie, że moc rośnie, że przezwycięża się opór. Nie zadowolenie, jeno więcej mocy; nie pokój w ogóle, jeno wojna; nie cnota, jeno dzielność […]”

U Sartre’a egzystencja poprzedza esencję. Najpierw jesteś ty i twoja zdolność do samostanowienia a potem możesz tej egzystencji nadać esencję-formę. Możesz być kim chcesz, cokolwiek podsuwa wyobraźnia.
Refleksję nad wspomnianymi nurtami myślowymi przeprowadził bp Robert Barron w jednym z wykładów na swoim kanale Youtube, który serdecznie polecam znającym język angielski.

Może to będzie przesadzone uproszczenie ale chyba można by podsumować, że w przypadku uznawania Boga czy to objawionego czy to boga filozofów, wolność służy osiągnięciu obiektywnego dobra. W przypadku ateistów wolność służy osiągnięciu subiektywnego lub przegłosowanego dobra.

Wolny wybór – czy dozwolona przez prawo aborcja staje się sprawiedliwa?

Wróćmy do naszych strajkowych argumentów.

Argument nr 1: „Kobieta ma prawo do wolnego wyboru i nikt nie ma prawa zmuszać jej do heroizmu.”

Zgoda. Generalnie heroizm ma miejsce wtedy, kiedy ktoś dobrowolnie robi coś ponad wymaganie sprawiedliwości. Lekarz ze sprawiedliwości powinien pomóc każdemu, kto przychodzi po pomoc w godzinach jego pracy. Jeśli dodatkowo pomagałby darmowo poza godzinami pracy, to byłby heroizm i nikt nie ma prawa zmuszać go do tego. Ale uwaga!

Argument ten nie jest tożsamy ze zdaniem: „Kobieta chce mieć wolny wybór i nikt nie ma prawa zmuszać jej do urodzenia dziecka”.

Ludzie są tak skonstruowani, że dzieci nie pojawiają się znikąd, spontanicznie i bez przyczyny. Trzeba powiedzieć, że para decydując o współżyciu seksualnym, powinna liczyć się z możliwością poczęcia dziecka. Za poczęte dziecko para jest zobowiązana wziąć odpowiedzialność. Wzięcie odpowiedzialności za to dziecko należy się mu ze sprawiedliwości i nie jest heroizmem. Jest naturalną konsekwencją decyzji o współżyciu seksualnym – wcześniejszego wolnego wyboru.

W tym momencie u strajkujących pojawiają się 3 główne problemy, które doprowadzają do przekonania, że tak nie jest i kobieta z dzieckiem pod sercem ciągle ma prawo do decyzji.

  1. Rozdzielono współżycie seksualne i płodność. W takim sposobie myślenia decyzja o współżyciu nie jest równocześnie zgodą na przyjęcie dziecka. Rozdzielenie współżycia i płodności skutecznie ułatwiły antykoncepcja i aborcja właśnie. Stało się to realizacją wolności do podporządkowania sobie praw przyrody, o której mówił Marks, potem Engels i Lenin (notabene w listopadzie minie 100 lat od wprowadzenia przez Lenina aborcji w Związku Sowieckim).
  2. Rozdzielono współżycie i małżeństwo (jedną z przyczyn może być odrzucenie macierzyństwa jako obiektywnej esencji kobiecości i zastąpienie Sartrowską samorealizacją egzystencji wg kryteriów przyjemności i potrzeb). Może się zdarzyć, że dziecko poczyna się pod sercem kobiety, która nie ma męża tzn. mężczyzny, który bierze za nią i za przyszłe potomstwo odpowiedzialność do końca życia. Kobieta zostaje z dzieckiem sama i szuka rozwiązania.
  3. Poczęte dziecko okazuje się ciężko chore. Pragnienie samorealizacji wg młodzieńczych wyobrażeń, czy kulturowych wzorców (znowu np. Sartre) wyłącza całkowicie myślenie o prawdzie relacji matka-dziecko i o obowiązku zabezpieczenia jego życia.

Jeśli kobieta niespodziewanie, zostaje sama z dzieckiem poczętym i bardzo chorym to trudno o bardziej dramatyczny scenariusz.

A. Niemniej jednak przyjmując obiektywny porządek moralny nawet taka sytuacja nie uprawnia kobiety do podejmowania decyzji o uśmierceniu dziecka. Dziecko ma swoją godność i od chwili poczęcia prawo do życia. Jeśli nie zagraża życiu matki to ma prawo się urodzić i matka ma obowiązek donosić to dziecko, bo tak jest sprawiedliwie. W sytuacji, w której dziecko poczyna się planowane w małżeństwie i zdrowe jest to naturalne. Nikt nie kwestionuje prawa do życia tego dziecka. Jeśli jest chore, a kobieta zostaje z nim sama pojawiają się wątpliwości. A przecież to życie i tamto życie mają dokładnie jednakową godność i jednakowo ze sprawiedliwości należy się im opieka. Tu jest chyba największy problem. No bo „kto mnie będzie zmuszał…”, „moje ciało, mój wybór…”. Jeśli przyjmuję obiektywny porządek moralny, to zmusza mnie do tego właśnie sprawiedliwość. Fakt, że jestem matką tego dziecka.

Zapytajmy jeszcze o rolę Państwa. Państwo ma za zadanie troszczyć się o najsłabszych. Zapewnia prawo do życia dziecku poprzez karę więzienia dla tego, kto chciałby to dziecko pozbawić życia. Powinno też zapewnić opiekę parom spodziewającym się dziecka, które są w potrzebie a szczególnie kobietom pozostawionym bez wsparcia. Czasami Państwo nie staje na wysokości zadania, ale to nie zmienia faktu o niezbywalnej godności i nienaruszalnym prawu do życia dziecka i o niezmiennej zależności matka-dziecko, w której dziecko zasługuje na urodzenie.

Nie można poświęcić życia dziecka ani w imię ratowania komfortu psychicznego matki, ani z powodu nieudolności Państwa. W Evangelium Vitae Jan Paweł II naucza: „To prawda, że często przerwanie ciąży jest dla matki przeżyciem dramatycznym i bolesnym, ponieważ decyzja o pozbyciu się owocu poczęcia nie zostaje podjęta z racji czysto egoistycznych i dla wygody, ale w celu ratowania pewnych ważnych dóbr, takich jak własne zdrowie albo godziwy poziom życia innych członków rodziny. Czasem zachodzi obawa, że poczęte dziecko będzie musiało żyć w tak złych warunkach, iż lepiej się stanie, jeśli się nie narodzi. Jednakże wszystkie te i tym podobne racje, jakkolwiek poważne i dramatyczne, nigdy nie mogą usprawiedliwić umyślnego pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej” (Evangelium Vitae 58). Jeśli dziecko stanowi realne zagrożenie dla matki, matkę należy ratować nawet kosztem życia dziecka, ale żeby poświęcić życie dziecka ratowane dobro musi być symetryczne [życie matki ten warunek spełnia].

B. W sytuacji, w której nie uznajemy obiektywnych norm moralnych to obywatele chcą kształtować wartości [poprzez rządzących]. Można wtedy ustawą zakłamać rzeczywistość i stwierdzić możliwość przerywania ciąży w pewnych wypadkach. Dla osób, dla których prawo stanowione jest jedynym punktem odniesienia dla moralności, może się okazać, że aborcja dozwolona to praktyka sprawiedliwa, bo przecież kobieta nie zasługuje na ogromne cierpienie. Człowiek ma prawo do szczęścia i do podporządkowania sobie rzeczywistości, która go otacza. Jeśli zatem ma problem z poczętym płodem, to trzeba się tego problemu pozbyć. W filozofii, która odrzuca obiektywny porządek moralny, wystarczy, że pojawią się uformowani w niej lekarz/naukowiec, prawnik i rządzący. Lekarz opisze zjawisko, prawnik sformułuje przepis, rządzący wprowadzi go w życie i obywatel będzie zadowolony, bo sumienie nienauczone odniesienia do obiektywnego porządku moralnego postąpi zgodnie z obowiązującym prawem i będzie spokojne, że aborcja przebiegła bez większych problemów.

Czy katolicy powinni walczyć do końca o życie nienarodzonych?

Ostatnie pytanie. Kiedy widzimy jak różne są światopoglądy, którymi się kierujemy, czy możemy jedni drugim narzucać nasz własny? Czy my katolicy mamy walczyć do końca o życie nienarodzone, czy może ustąpić troszkę, żeby uspokoić nastroje społeczne?

Oczywiście trzeba swój światopogląd prezentować i zabiegać o to, żeby najważniejsze wartości otrzymały ochronę prawną. Tam gdzie są różnice światopoglądowe między obywatelami, tam ustrój demokratyczny oferuje pewne rozwiązania, które polegają na tym, że większość decyduje jakie rozwiązanie prawne przyjąć. Przypadek aborcji jest jednak bardzo szczególny, ponieważ dzieci poczęte i nienarodzone nie mogą same siebie reprezentować. Nie mogą wyjść na ulicę i krzyczeć „Dajcie nam żyć”. W związku z tym zasługują na szczególną ochronę i trzeba je w tym szczególnie wspierać. „Moje ciało, mój wybór” krzyczą niektóre kobiety. Dla niektórych płód to nie dziecko. Takie myślenie to skutek oddziaływania filozofii, o których pisałem i trudno z takim rozumieniem życia polemizować. Tam gdzie nie da się prowadzić dialogu o początku życia, trzeba po prostu szukać sojuszników, żeby to życie ratować. Dziecko nie może wybrać daty urodzenia. Nie może jej „przyspieszyć”. Musi liczyć, że mama jeszcze chwilę wytrzyma.

O tę możliwość dla dziecka walczymy jako katolicy. Żeby Państwo tworzyło takie przepisy, które powstrzymają matkę przed zabójstwem swojego dziecka. Matkę, która jest przytłoczona tym, co ją spotkało. Matkę, którą przeraża wizja przyszłości, bo znikąd nie ma pomocy. Przecież gdyby nie te okoliczności, to myślałaby inaczej o swoim dziecku. To te okoliczności powinny być przedmiotem sporu a nie życie dziecka. Dlatego Państwo musi obronić matkę przed jej własnym pragnieniem aborcji i wspomóc później w zabezpieczeniu jej potrzeb. Jako społeczeństwo i szczególnie jako katolicy powinniśmy też włączyć się w tę pomoc w ramach chrześcijańskiej miłości. Szczególnie kiedy widzimy, że Państwo nie pomaga wystarczająco.

Złożoność problemu legalizacji aborcji sprawia, że łatwo znaleźć elementy, którymi uda się zmanipulować opinię publiczną. Stratedzy aborcyjni nie siedzą z założonymi rękami. W powyższym tekście starałem się przedstawić kilka punktów widzenia, które mogą pomóc zrozumieć źródła haseł na protestach, a częściowo także mechanizmy manipulacji. Zapewne pozostało jeszcze wiele do rozmontowania. Starałem się celowo nie używać w argumentacji nauczania Kościoła [dla katolików odwołanie do nauczania Kościoła (np. Katechizm Kościoła Katolickiego, Evangelium Vitae, Donum Vitae) stanowi najbezpieczniejszy sposób na odnalezienie, jaką postawę należy przyjąć]. Chciałem pokazać pewne ścieżki myślenia, które mogą być akceptowalne także dla niewierzących i mogą pomóc zrozumieć, dlaczego tak często w tych protestach nie możemy się zrozumieć. Niestety wielu katolików ulega wspomnianej formacji ateistycznej i nihilistycznej, w której subiektywna wolność ma większą wartość niż obiektywna prawda i sprawiedliwość, co prowadzi do wielu sporów między innymi w komentarzach na niniejszym portalu.

Myślę, że zamiast podkręcać emocje najlepiej jest kształcić się i formować. Czytać dobre opracowania, poznawać historię powszechną, historię Polski, historię filozofii. Zostawić gierki, instagrama i inne źródła dopaminy, a wziąć się za solidną formację, żeby więcej wiedzieć, więcej rozumieć i starać się pomóc zrozumieć innym.

ks. Piotr Żuber

Zobacz też:

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba