Z rekolekcji przywiozłam miłość do Słowa Bożego

Chwała niech będzie Panu za łaskę, którą nas obdarzył, za to, że mogliśmy pojechać z córeczkami na rekolekcje I stopnia Oazy Rodzin do Lanckorony.
Moje oczekiwania i intencja tych rekolekcji były sprecyzowane już na początku, jednak Pan Bóg pokazał mi w ciągu kilku pierwszych dni, że to nie jest moja intencja, że nie o to powinnam się modlić do Niego.

W czasie rekolekcji otrzymaliśmy taką myśl, by pomodlić się o ukazanie swoich grzechów, słabości. Pomyślałam wtedy – przecież każdy z nas jest grzesznikiem, popełnia grzechy, ja także, dlatego jest sakrament pokuty. Po co więc jeszcze prosić o uświadomienie swoich słabości, ich obrzydliwości? Mimo wątpliwości i tylu pytań zaczęłam pokornie o to prosić. Jakieś ogromne było moje zdziwienie – było tego tyle, i takie sfery mojego życia, o których nie powiedziałabym, że są grzeszne. Pan pokazał mi te sprawy, które mnie od Niego odsuwają. Cały czas mi pokazuje ich
wielkość, balast.
Moja otwartość na ludzi, na to wszystko co się tam działo nie była całkowita, cały czas trzymałam coś dla siebie, coś czym nie chciałam się podzielić. Tu Pan pokazał mi mój egoizm, moją barierę do bliźniego, wręcz skłonność do stawiania się wyżej od innych. Źle się z tym czułam i wiem, że muszę modlić się o miłość do mojego bliźniego i pracować nad sobą nieustannie.
Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela przyjęłam już w swoim życiu, jednak teraz wiem, że nie oddałam Mu całego swojego życia. Zostawiłam sobie pewne sfery którymi ja kierowałam, bo było mi z nimi dobrze. Bogu niech będą dzięki za to światło Jego Ducha i za to wielkie miłosierdzie. Teraz powoli odkrywam i nazywam to, co nie pochodzi od Niego i wiem, że On jest ze mną, pomaga mi zdjąć te maski i być prawdziwym Jego dzieckiem.
Wiem, że te lęki, których codziennie doświadczam – nie są składową mojego charakteru/temperamentu. Jezus pokazuje mi to wszystko w sposób łagodny i taki ojcowski, nie wypomina z jakimś wyrzutem tylko z miłością (bym i ja tak postępowała).
Będąc w Lanckoronie oczekiwałam jakiejś rewolucji duchowej, huraganu przeżyć i nawrócenia a Pan przychodził w lekkim powiewie. Pokazał mi jak bardzo mnie kocha i jak nam błogosławi każdego dnia, w naszym małżeństwie, rodzinie, życiu społecznym i zawodowym.
Chcę w tym miejscu podziękować Duchowi Świętemu za ks. Franciszka Blachnickiego, za naszych wspaniałych animatorów i organizatorów tych rekolekcji za wspaniałe prowadzenie. Dziękuję za piękną modlitwę wstawienniczą, podczas której czułam siłę wspólnoty, ale przede wszystkim pokój i radość z Bożej obecności. Jestem wdzięczna za odnowienie Sakramentu Małżeństwa i uroczystą modlitwę małżeńską.
Z rekolekcji w Lanckoronie przywiozłam miłość do Słowa Bożego i zachwyt nad nim w Namiocie Spotkania. Wiem, że jeśli się kocha Jezusa tęskni się za Jego Słowem, ale przede wszystkim chce się przebywać jak najczęściej w Jego towarzystwie (podczas Eucharystii, adoracji lub czytając Pismo święte). Ale czasy są takie, że trzeba samemu o to usilnie zabiegać.
Czas był piękny, choć naznaczony niemałymi trudnościami i troskami, teraz, z perspektywy czasu widzę, że owoce ukazują się wspaniałe.
Dziękuję za każdego człowieka, który pomógł mi zbliżyć się do Boga, dziękuję kapłanom ks. Piotrowi i ks. Markowi za ich świadectwo wiary i miłości do Jezusa. Dziękuję za każde małżeństwo i rodzinę, bo przez nich Pan pokazał mi swoją nieskończoną miłość do człowieka!

Chwała Panu
Ania Malinowska

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba