Zakończenie roku DK, Ligota Polska – 9 czerwca 2012 r.

Bóg nie powołuje uzdolnionych, Bóg uzdalnia powołanych.

Kiedy przyjechaliśmy do Ligoty Polskiej w sobotę 9 czerwca 2012 r., już od bramy przez nagłośnienie witały nas słowa piosenki „Podaj rękę swemu bratu, niechaj nikt nie czuje się sam”. Stanowiły one muzyczne tło do zawiązującej się wspólnoty przeżywającej zakończenie roku formacyjnego Domowego Kościoła. Zaproszeni byli wszyscy z całej naszej diecezji: małżonkowie, dzieci, kapłani moderatorzy kręgów oraz ci, którzy są w kręgach pilotowanych. Każdy rejon miał przydzieloną cząstkę aktywnego zaangażowania.

„Wzywam Cię, przyjdź, umocnij mnie” – tymi słowami pieśni, wzywając Ducha Świętego, została rozpoczęta katecheza ks. Jacka Olszewskiego. Tematem jej były zobowiązania. Uczestnikom, a myślę, że nie tylko im, zostały postawione bardzo konkretne pytania: czy mój udział w kręgach Domowego Kościoła jest oparty na zasadzie sympatyzowania temu Ruchowi, czy też jestem autentycznym jego członkiem? Ciekawym spojrzeniem było porównanie mojego udziału w formacji DK do powszechnie dostępnej (a więc: bez ograniczeń i problemów) pigułki przeciwbólowej. Muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy mój udział w niedzielnej Eucharystii to nie jest zaaplikowanie sobie takiej pigułki, która ma mi przynieść poprawę samopoczucia; cóż z tego, że na chwilę? A może to, że jestem w kręgach rodzin DK, to taka tymczasowa odskocznia, która mi pomaga w życiu?

Pomocą w odpowiedzi na te wszystkie pytania będzie rzetelne spojrzenie na realizację zobowiązań, moja modlitwa, dialog, rekolekcje, modlitwa z Pismem Świętym.

Przedłużeniem tej katechezy były świadectwa par małżeńskich dotyczące przeżywania i owoców letnich rekolekcji. Po raz kolejny przyszły do mnie słowa, że nie jestem powołana ze względu na swoje uzdolnienia, ale że to Pan Bóg, powołując mnie, zawsze uzdalnia. I tu nie liczy się moja wymowność, predyspozycje do pełnienia posługi, ale to, czy moje serce i cała ja chcę się zaangażować w służbę. Nie mogę liczyć na to, że sam udział w rekolekcjach stanie się „akumulatorem” dającym napęd do pracy przez cały rok. By ten akumulator działał na pełnych obrotach, potrzebny jest mały rozrusznik, którym dla mnie jest codzienna osobista modlitwa, namiot spotkania ze Słowem Bożym, a także post.

Punktem centralnym tego dnia była Eucharystia odprawiona w koncelebrze pod przewodnictwem nowo wyświęconego kapłana, ks. Kamila Szybowskiego. Celebrans modlił się za tych, którzy go wspierali na drodze do kapłaństwa, prosząc nas jednocześnie o modlitwę za wszystkich kapłanów. Kazanie wygłosił ks. Władysław Nowak – salezjanin. To wtedy usłyszeliśmy słowa: nie ważne, że nas jest mało, Pan Bóg przez 12 Apostołów, ich uczniów i następców rozprzestrzenił Dobrą Nowinę po całym świecie. Ciekawa byłam, na twarzach ilu uczestników pojawił się uśmiech, gdy ks. Władysław nadmienił, iż dzisiejsze czytania (2 Tm 4,1-8 i Mk 12, 38-44) powinni jak najczęściej czytać kapłani. Ewangeliczna wdowa stała się symbolem Chrystusa. Wrzucając do skarbony całe swoje utrzymanie pokazuje, komu ufa, komu zawierza swoje życie. Rodzi się we mnie pytanie: mój Boże, czy mnie na to stać? Jak miód na moje serce spłynęły zaś słowa, że Pan Bóg zauważa każdą, nawet najdrobniejszą ofiarę z mojej strony.

Na zakończenie Mszy Świętej każdy jej uczestnik dostał szczególne błogosławieństwo od neoprezbitera.

Po uczcie duchowej przystąpiliśmy do umocnienia ciała. Dzięki staraniom p. Marii mogliśmy posilić się ciepłym posiłkiem i zjeść to, co sami przywieźliśmy.

W trakcie tej części spotkania nowa para diecezjalna, Dana i Darek Stępniowie, wręczając ikonę Świętej Rodziny, podziękowali Ewie i Andrzejowi Małolepszym za ich trzyletnią posługę.

Całe spotkanie, dzięki łaskawości Opatrzności, mogliśmy spędzić w ogrodzie Domu Rekolekcyjnego przy pięknej, słonecznej pogodzie. Dopisały nie tylko pogoda, ale i smaczne jedzenie, humor, dobre nastroje, a całości dopełniły zabawy i grillowanie na zielonej trawie.

Oficjalnym zakończeniem były Nieszpory. Uczestnicy rozjeżdżali się do domów w różnym czasie. Nastrój wspólnotowej zabawy trwał, dopóki ostatni uczestnicy nie wyjechali. Zapewne każdy z nas ze spotkania w Ligocie wywiózł konkretne wspomnienie.

Może to będzie wybranie i uzdolnienie. A może fakt, że Pan Bóg troszczył się o mnie wczoraj, troszczy się dzisiaj, zatroszczy się i jutro – wystarczy, że Mu zaufam; może świadomość, że muszę sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcę stać się prawdziwym członkiem Ruchu Światło-Życie, kręgów Domowego Kościoła. A może wsparcie, jakie daje mi wspólnota, w której dzieląc się swoimi trudnościami, ale i sukcesami, mogę zawsze liczyć na pomoc tak w wymiarze materialnym, jak i duchowym.

Z pozdrowieniem, Szczęść Boże!

Ewa Wałkiewicz, rejon IV

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba