Zdobyć zamek w XXI wieku…

„DO RYCERZY, DO SZLACHTY, DO MIESZCZAN !

Zastanawialiście się może kiedyś:  Czy można zdobyć zamek w XXI wieku?

Z okazji obchodzonego w tym roku 1000-lecia obrony Niemczy, podbijamy zamek i organizujemy najbardziej podniosłą imprezę wszechczasów –   V I I   N i e p o d l e g ł o ś c i o w y   B a l   B e z a l k o h o l o w y   odbywający się dla uczczenia 99 już rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. . . . odbędzie się on właśnie na ZAMKU.”

Pamiętacie? Tak we wrześniu zapraszaliśmy na tegoroczny Bal Niepodległości. Ale po kolei.

 

Pomysł

Tak naprawdę już w styczniu tego roku powstał pomysł, by Bal zorganizować na zamku – w stylu rycerskim, zaraz po tym, jak dowiedziałem się, że właśnie obchodzimy millenium obrony Niemczy.  Ale gdzie tu we Wrocławiu zamek z dużą salą balową? Najbliżej – Zamek TOPACZ!

Pomysł szalony? Jeśli wziąć pod uwagę ceny na Zamku i rozmach – Bal na 100 par, przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowych cen wejściówek, oraz braku innych funduszy… Tak. Szalony, prawie że niemożliwy. Prawie!

Światło na jeden krok

Przygotowałem wizualizację wystroju sali i pojechałem na zamek prowadzić rozmowy handlowe z przedstawicielami miejsca. Oferta nie do końca korzystna. Gdybyśmy jednak mieli 10 tysięcy złotych gotówki i 200 uczestników – to bal mógłby się odbyć…

Odłożyliśmy temat na po wakacjach. Jeśli to zamysł Boży, to i środki się znajdą.

Pod koniec sierpnia mój syn Karol zaproponował, by w tym roku nie organizować balu (przyznaję – jest odważny). Nie ma funduszy, oferta zamku zbyt droga i czasu mało… Odpowiedziałem krótko: pomodlę się i jutro dam odpowiedź.

Rzeczywiście tak jest, że zmagam się z takim pytaniem: Czy organizacja balu nie jest moją prywatną sprawą, moją ambicją?

Jeszcze tego wieczoru na spotkaniu naszego Bractwa Wodzirejów Freak-Frak koledzy, którzy już od dwóch lat prowadzą ze mną Niepodległościowy Bal powiedzieli mi, że doskonale mnie rozumieją, i że po warsztatach wodzirejskich mają dużo nowych pomysłów oraz że z chęcią się zaangażują w przygotowanie i poprowadzenie imprezy. Świetnie! Znów światełko!

Kotyliony na bal – są. Wodzireje – gotowi.   Ale modlę się, bo budżet się nie domyka…

I oto następnego dnia rano niespodziewanie znalazł się sponsor (anonimowy), który przeznaczył na ten cel właśnie brakujące10 tysięcy. Kilka dni później przygarnęła nas Fundacja VIDE ET CREDE, która została współorganizatorem balu.

Wróciliśmy do rozmów z Zamkiem o wynajęcie sali. Podpisaliśmy umowę na 250 osób jeszcze we wrześniu. Wraz z fundacją wysłaliśmy wnioski o dofinansowanie balu do Fundacji KGHM, PKO BP i Urzędu Marszałkowskiego.

Zapisy trwają. Ale szału nie ma. Nawet przy zapisie 150 osób, zgodnie z umową budżet się nie domykał  – i sala trochę duża dla takiej liczby osób.

Na tydzień przed balem dostaliśmy odmowne odpowiedzi na dofinansowanie balu.

W głowie kołacze mi się myśl: Chyba tego zamku nie zdobędę.

Analizuję wszystko na modlitwie przed Panem Bogiem i mam sprzeczne informacje:

Psalm 37,4 mi podpowiada: „Rozraduj się w Panu, a On spełni pragnienia twojego serca”!!

Tak właśnie było na początku lutego. Na myśl o tym, że Niepodległościowy Bal Bezalkoholowy będzie na zamku w stylu rycerskim – cieszyłem się jak małe dziecko. Toć to ja o takim Balu myślę już od dwóch lat! Zaraz potem planowałem i zacząłem realizować.  A kiedy już rezygnowałem z organizacji, dodali mi wiary koledzy wodzireje i znalazł się sponsor na dokładnie 10 tys.!

Zatem jeśli jest to dzieło, na którym Bogu zależy to… no właśnie – gdzie ci uczestnicy są? (Woły porżnięte, uczta przygotowana, a biesiadników nie ma…) – nie chciałem przecież obciążać fundacji kosztami…

Przyjaciół poznaje się w biedzie.  Zamek zdobyty!!

Krzysztof przenegocjował z Zamkiem ilość osób, za które musimy zapłacić, choćby nie przyszli. Ja bym nie potrafił.  A pan Piotr, prezes fundacji zadeklarował, że o braki martwić się nie muszę – jeśli będą, fundacja pokryje.

W ten ostatni tydzień zapisało się jeszcze tyle osób, że w sumie było nas 180.

Dziękuję wszystkim, którzy zaangażowali się w organizację tego wydarzenia. A lista jest długa: sponsorzy, koordynatorzy różnych działań: negocjujący warunki umowy, inni wysyłający pisma o objęcie patronatem, zespół wokalno-instrumentalny  aranżujący wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych, osoby robiące kotyliony, wodzireje…

Przyznaję. Nie było łatwo, ale zamek zdobyty!

Jest też nadzieja, że będziemy świętować w kolejnym roku, bo ostatecznie budżet jest dodatni.

 

Andrzej Kuś

Diakonia Wyzwolenia Wrocław

Fot.: Ewa Martyniszyn

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba