Zwycięstwo!

Triduum Paschalne 2013 r.
w formie rekolekcji
w Ligocie Polskiej

W październiku ubiegłego roku rozpoczęłam studia i dosyć ciężko było mi dzielić je z posługą przy mojej parafii. Coraz trudniej było mi znajdować czas na modlitwę, ponieważ część dnia (często też nocy) przeznaczałam na naukę. Zaczęłam zatracać powoli tego „ducha” i tą wewnętrzną radość z przyjaźni z Chrystusem. W końcu jednak stwierdziłam, że tak być nie może, ponieważ jeszcze chwila i w ogóle przestanę się modlić, a posługa w parafii stanie się przykrym obowiązkiem i zwykłą rutyną. Gdy tylko pojawiła się propozycja i możliwość wyjazdu na Triduum w formie rekolekcji do Ligoty Polskiej, stwierdziłam, że to jest ten czas, Pan Bóg mnie wzywa, a ja muszę pojechać i podbudować moją wiarę!
Podczas rekolekcji mieliśmy codziennie konferencję, mówiąc ogólnie, o ofierze Chrystusa złożonej na krzyżu. Niby wszystko już w tym temacie zostało powiedziane – że Bóg tak nas umiłował, że poświęcił Syna itd. ale teraz było inaczej. Ks. Pietkiewicz który mówił dla nas konferencje,  powiedział w pewnym momencie, dwie rzeczy które mnie bardzo „uderzyły” po pierwsze:  że Bóg wcale nie chciał śmierci Pana Jezusa, bo przecież  kto chce śmierci własnego dziecka – Pan Jezus został zamordowany przez ludzi, bo głosił Prawdę i po drugie: gdy mówimy o śmierci Chrystusa, wielu ludzi wyobraża sobie martwego już Pana na krzyżu, płaczące anioły i wielkie ciemności, a przecież w Piśmie Świętym jest napisane, parafrazując, że mrok ogarnął ziemię od godziny szóstej do godziny dziewiątej, czyli ustąpił gdy Jezus umarł – bo w Jego śmierci jest nasze odkupienie i światło Jego miłości do ludzi. Dzięki tym słowom zdałam sobie sprawę z ogromu miłości Jezusa do mnie oraz wielkości Jego ofiary na krzyżu. Dzięki temu o wiele bardziej świadomie przeżywałam uroczystość Świętego Triduum Paschalnego.
Dla mnie osobiście jednym z najbardziej niezwykłych dni tego Triduum był Wielki Piątek. Od samego rana czułam, że coś jest nie tak. Nie dość że obudziłam się z bólem głowy, który mimo tabletki nie ustąpił aż do wieczora, to zdarzało się, że np. ktoś komuś dokuczył niewiadomo z jakiego powodu, powiedział coś niestosownego itp. To był naprawdę dzień pokutny, a ja osobiście czułam że zbliża się Krzyż Chrystusa, ale też Szatan który wierzy we własne zwycięstwo. Niesamowita była Liturgia Wielkiego Piątku i czas po niej. Po raz pierwszy chciało mi się płakać – Chrystus umarł, został zabity mimo tego, że chciał ludzi nauczyć prawdziwej miłości. Czułam, że naprawdę straciłam kogoś bliskiego, czułam niewyobrażalną pustkę w sercu, mimo, że wiedziałam że Pan Jezus zmartwychwstanie. Tego dnia już nikt nie miał siły, ani chęci na dalsze rozmowy, dlatego w skupieniu i ciszy wróciliśmy na nocleg. Drugim niesamowitym dniem była niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, ponieważ odczułam dziwną ulgę że to już koniec tej ciemności, żalu, smutku, płaczu – Chrystus zmartwychwstał i to naprawdę! I ja to tak odczuwałam w sercu. Mimo zimna na dworze i w ośrodku, Chrystus rozgrzał moje serce swoją nieskończoną miłością. To było wspaniałe uczucie – móc powiedzieć „Zwycięstwo” po tak zaciekłej walce prawdziwego Dobra z prawdziwym Złem i wiedzieć, że jest się po się po stronie Dobra, po stronie wygranej – po stronie Chrystusa Wybawcy – Prawdziwej Miłości przed którą „sama śmierć musi skłonić głowę”.

Kinga Nowak

  •  
  •  
  •  

Może Ci się również spodoba